P
pkd
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2014
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
Szukam informacji jak bronić się przed pomówieniami i jak zmusić osobę pomawiającą do powstrzymania się od rozpowszechniania nieprawdziwych informacji.
Krótko zarysuję sprawę. Mój syn w ubiegłym roku skończył pierwszą klasę szkoły podstawowej. Poszedł jako sześciolatek więc dziecko raczej małe.
Tuż po zakończeniu roku szkolnego matka jednego z chłopców z klasy mojego syna przesłała do dyrektora szkoły pismo, w którym oskarżyła mojego syna i jego kolegę o znęcanie się nad jej dzieckiem. Z pisma dowiedzieliśmy się, że jej dziecko było szykanowane przez mojego syna i jeszcze jednego kolegę przez cały rok szkolny. Do tego doszło wskazanie konkretnych dwóch incydentów, które rzekomo miały miejsce.
Szkoła wezwała nas w trybie pilnym na spotkanie celem wyjaśnienia tej sytuacji. Nie informując nas wcześniej o zarzutach poproszono o zgodę na rozmowę pedagoga szkolnego z chłopcami. W tej rozmowie nie potwierdzili oni by opisywane przez matkę kolegi incydenty miały miejsce. Ponieważ pedagog rozmawiał z dziećmi bez wcześniejszego ich uprzedzenia o sprawie i nie plątali się oni "w zeznaniach" przyjęto, że mówią prawdę.
Warto dodać, że chłopiec, który rzekomo był szykanowany był najlepszym kolegą mojego syna. Wiem, brzmi zaskakująco, ale tak było. Odprowadzałem syna do szkoły widziałem niejednokrotnie w jakich relacjach są chłopcy - jak serdecznie się witają i chętnie spędzają ze sobą czas. Kolega syna był odprowadzany do szkoły przez babcię, która nigdy nie zasygnalizowała nam jakichkolwiek nieprawidłowości w relacji dzieci. Także ze strony wychowawcy nie było informacji o niczym niepokojącym - chłopcy często spędzali wspólnie czas i razem się bawili.
Matka tego chłopca ma specyficzny kontakt z synem, choć chciałoby się rzec, że go chyba nie ma - podobno chłopiec o wszystkim powiedział jej dopiero po zakończeniu roku szkolnego. Przez 10 miesięcy żadnych znaków! I nagle język mu się rozwiązał - kto ma dziecko w zbliżonym wieku potrafi sam ocenić relację matki z dzieckiem. Mnie nie mieści się to w głowie, by przez tak długi czas nie zauważyć, że dziecku dzieje się jakaś krzywda - nawet jak nie powie wprost to wyśle całą masę sygnałów wskazujących na to, że dzieje się coś złego.
W swoim piśmie matka przyrównała mojego syna i jego kolegę z klasy do przestępców żądając powiadomienia policji, prokuratury i usunięcia ich ze szkoły. Zaskoczonym skalą żądań dodam raz jeszcze, że dotyczy to dzieci 6-7 letnich.
Ponieważ zarzuty tej Pani się nie potwierdziły szkoła, zauważając pewne dysfunkcje w relacjach tego chłopca z innymi, zaproponowała objęcie klasy specjalnym dozorem oraz podjęcie dedykowanych działań z pedagogiem mających na celu lepszą integrację klasy. Takie rozwiązanie nie usatysfakcjonowało tej kobiety. Matka nie pozwoliła na rozmowę pedagoga z jej synem i próbę ustalenia rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Z uwagi na to, że szkoła nie wyrzuciła wskazanych przez nią uczniów - postanowiła przenieść swojego syna do innej szkoły.
Żal mi tego chłopaka, ale wydawało się, że takie rozwiązanie zamknie tę nieprzyjemną sprawę. Nic bardziej mylnego - okazało się, że kilka dni przed rozpoczęciem nowego roku wszyscy rodzice dzieci z klasy mojego syna dostali wypaczony opis całej tej sytuacji. Mail, z którego wynika, że jej syn był ofiarą i musiał uciekać do innej szkoły, a dwóch "przestępców" jest krytych przez szkołę, która "zamiata wszystko pod dywan". W wiadomości jest pełno kłamstw i pomówień - mamy na to świadków, którzy uczestniczyli w rozmowach. Poza tym w informacji przesłanej do rodziców zupełnie inaczej niż w rzeczywistości przedstawione są żądania matki względem "sprawców" rzekomych incydentów.
Opis długi, ale sprawa jest złożona. Nie wiem co jeszcze może się zdarzyć, komu jeszcze ta osoba będzie chciała przedstawić swoje kłamstwa. Zastanawiam się w jaki sposób mogę ochronić moje dziecko i moją rodzinę przed tymi pomówieniami. Syn i tak ponosi już wystarczające koszty tej absurdalnej sytuacji - nie potrafi zrozumieć dlaczego mama jego kolegi podjęła taką decyzję i dlaczego stracił kolegę.
Dla uzupełnienia dodam, że oprócz mojego syna i jego kolegi z klasy poszkodowana jest również szkoła w osobie dyrektora i nauczycieli, którym również zarzucono kłamstwo i których udział w sprawie przedstawiony został fałszywie.
Co robić? Jak się bronić? Jakimi środkami zmusić tę osobę do zaprzestania rozpowszechniania kłamstw i pomówień pod adresem mojego syna.
W jaki sposób doprowadzić do odwołania bezpodstawnie rzuconych oskarżeń.
Chciałem uniknąć przenoszenia sporu na poziom prawny, ale w tej sytuacji jestem zmuszony rozważyć taką opcję. Może macie jakieś doświadczenia w podobnych sytuacjach, ewentualnie macie jakieś sugestie co do możliwości podjęcia określonych działań.
pozdrawiam,
pkd
Szukam informacji jak bronić się przed pomówieniami i jak zmusić osobę pomawiającą do powstrzymania się od rozpowszechniania nieprawdziwych informacji.
Krótko zarysuję sprawę. Mój syn w ubiegłym roku skończył pierwszą klasę szkoły podstawowej. Poszedł jako sześciolatek więc dziecko raczej małe.
Tuż po zakończeniu roku szkolnego matka jednego z chłopców z klasy mojego syna przesłała do dyrektora szkoły pismo, w którym oskarżyła mojego syna i jego kolegę o znęcanie się nad jej dzieckiem. Z pisma dowiedzieliśmy się, że jej dziecko było szykanowane przez mojego syna i jeszcze jednego kolegę przez cały rok szkolny. Do tego doszło wskazanie konkretnych dwóch incydentów, które rzekomo miały miejsce.
Szkoła wezwała nas w trybie pilnym na spotkanie celem wyjaśnienia tej sytuacji. Nie informując nas wcześniej o zarzutach poproszono o zgodę na rozmowę pedagoga szkolnego z chłopcami. W tej rozmowie nie potwierdzili oni by opisywane przez matkę kolegi incydenty miały miejsce. Ponieważ pedagog rozmawiał z dziećmi bez wcześniejszego ich uprzedzenia o sprawie i nie plątali się oni "w zeznaniach" przyjęto, że mówią prawdę.
Warto dodać, że chłopiec, który rzekomo był szykanowany był najlepszym kolegą mojego syna. Wiem, brzmi zaskakująco, ale tak było. Odprowadzałem syna do szkoły widziałem niejednokrotnie w jakich relacjach są chłopcy - jak serdecznie się witają i chętnie spędzają ze sobą czas. Kolega syna był odprowadzany do szkoły przez babcię, która nigdy nie zasygnalizowała nam jakichkolwiek nieprawidłowości w relacji dzieci. Także ze strony wychowawcy nie było informacji o niczym niepokojącym - chłopcy często spędzali wspólnie czas i razem się bawili.
Matka tego chłopca ma specyficzny kontakt z synem, choć chciałoby się rzec, że go chyba nie ma - podobno chłopiec o wszystkim powiedział jej dopiero po zakończeniu roku szkolnego. Przez 10 miesięcy żadnych znaków! I nagle język mu się rozwiązał - kto ma dziecko w zbliżonym wieku potrafi sam ocenić relację matki z dzieckiem. Mnie nie mieści się to w głowie, by przez tak długi czas nie zauważyć, że dziecku dzieje się jakaś krzywda - nawet jak nie powie wprost to wyśle całą masę sygnałów wskazujących na to, że dzieje się coś złego.
W swoim piśmie matka przyrównała mojego syna i jego kolegę z klasy do przestępców żądając powiadomienia policji, prokuratury i usunięcia ich ze szkoły. Zaskoczonym skalą żądań dodam raz jeszcze, że dotyczy to dzieci 6-7 letnich.
Ponieważ zarzuty tej Pani się nie potwierdziły szkoła, zauważając pewne dysfunkcje w relacjach tego chłopca z innymi, zaproponowała objęcie klasy specjalnym dozorem oraz podjęcie dedykowanych działań z pedagogiem mających na celu lepszą integrację klasy. Takie rozwiązanie nie usatysfakcjonowało tej kobiety. Matka nie pozwoliła na rozmowę pedagoga z jej synem i próbę ustalenia rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Z uwagi na to, że szkoła nie wyrzuciła wskazanych przez nią uczniów - postanowiła przenieść swojego syna do innej szkoły.
Żal mi tego chłopaka, ale wydawało się, że takie rozwiązanie zamknie tę nieprzyjemną sprawę. Nic bardziej mylnego - okazało się, że kilka dni przed rozpoczęciem nowego roku wszyscy rodzice dzieci z klasy mojego syna dostali wypaczony opis całej tej sytuacji. Mail, z którego wynika, że jej syn był ofiarą i musiał uciekać do innej szkoły, a dwóch "przestępców" jest krytych przez szkołę, która "zamiata wszystko pod dywan". W wiadomości jest pełno kłamstw i pomówień - mamy na to świadków, którzy uczestniczyli w rozmowach. Poza tym w informacji przesłanej do rodziców zupełnie inaczej niż w rzeczywistości przedstawione są żądania matki względem "sprawców" rzekomych incydentów.
Opis długi, ale sprawa jest złożona. Nie wiem co jeszcze może się zdarzyć, komu jeszcze ta osoba będzie chciała przedstawić swoje kłamstwa. Zastanawiam się w jaki sposób mogę ochronić moje dziecko i moją rodzinę przed tymi pomówieniami. Syn i tak ponosi już wystarczające koszty tej absurdalnej sytuacji - nie potrafi zrozumieć dlaczego mama jego kolegi podjęła taką decyzję i dlaczego stracił kolegę.
Dla uzupełnienia dodam, że oprócz mojego syna i jego kolegi z klasy poszkodowana jest również szkoła w osobie dyrektora i nauczycieli, którym również zarzucono kłamstwo i których udział w sprawie przedstawiony został fałszywie.
Co robić? Jak się bronić? Jakimi środkami zmusić tę osobę do zaprzestania rozpowszechniania kłamstw i pomówień pod adresem mojego syna.
W jaki sposób doprowadzić do odwołania bezpodstawnie rzuconych oskarżeń.
Chciałem uniknąć przenoszenia sporu na poziom prawny, ale w tej sytuacji jestem zmuszony rozważyć taką opcję. Może macie jakieś doświadczenia w podobnych sytuacjach, ewentualnie macie jakieś sugestie co do możliwości podjęcia określonych działań.
pozdrawiam,
pkd