(...)
Sąd Najwyższy zważył, co następuje:
Skarga kasacyjna okazała się uzasadniona, jakkolwiek nie co do wszystkich podniesionych w niej zarzutów.
W pierwszej kolejności wymagały rozpatrzenia zarzuty podniesione w ramach drugiej podstawy kasacyjnej. Wstępnie należy zauważyć, że większość z nich zmierza de facto - wprost lub pośrednio - do podważenia ustalenia stanu faktycznego. Tego rodzaju zabiegi przed Sądem Najwyższym nie mogą być skuteczne, gdyż ten Sąd, jako "sąd prawa", a nie "faktu", z mocy art. 39813 § 2 in fine k.p.c. pozostaje związany stanem faktycznym ustalonym przez sąd drugiej instancji, zaś skarżącemu nie wolno oprzeć skargi kasacyjnej na zarzutach dotyczących ustalenia faktów lub oceny dowodów (art. 3983 § 3 k.p.c.). Uzasadnieniem dla tych przepisów jest szczególna rola sądu kasacyjnego, która sprowadza się do sprawowania nadzoru judykacyjnego nad orzecznictwem sądów powszechnych. W postępowaniu kasacyjnym rozważenia wymaga wyłącznie prawidłowość stosowania prawa, co jest podyktowane interesem całego wymiaru sprawiedliwości, nie zaś interesem stron lub uczestników konkretnego postępowania (por. postanowienie SN z 4 lutego 2000 r., sygn. akt II CZ 178/99, OSNC 2000, nr 7-8, poz. 147).
Z powyższych względów dotychczasowe orzecznictwo, wskazujące na możliwość wyjątkowego objęcia kontrolą kasacyjną swobodnej oceny dowodów (zob. m.in. wyroki SN z 7 kwietnia 2000 r., sygn. akt IV CKN 3/00, niepubl.; z 10 kwietnia 2000 r., sygn. akt V CKN 17/00, OSNC 2000, nr 10, poz. 189), utraciło swoją aktualność, zaś zarzut skarżącego, oparty na naruszeniu art. 382 k.p.c. w zw. z art. 233 § 1 k.p.c., podlegał a limine pominięciu.
Nieuzasadniony okazał się zarzut naruszenia art. 328 § 2 k.p.c. Jak wynika z ustalonego orzecznictwa, w postępowaniu przed sądem odwoławczym znajduje on odpowiednie zastosowanie w związku z art. 391 k.p.c., którego jednak skarżący nie powołał. Poza tym, twierdzenie, że zaskarżone orzeczenie narusza przepis art. 328 § 2 k.p.c. w zw. z art. 391 k.p.c., rzadko bywa skutecznym zarzutem kasacyjnym. Sąd Najwyższy wielokrotnie wyrażał zapatrywanie, zgodnie z którym sporządzenie uzasadnienia w sposób nie w pełni odpowiadający stawianym mu wymaganiom może stanowić usprawiedliwioną podstawę kasacyjną wyjątkowo wtedy, gdy przedstawione w nim motywy nie pozwalają na przeprowadzenie kontroli kasacyjnej zaskarżonego orzeczenia. Jedynie bowiem w takim wypadku uchybienie art. 328 § 2 może być uznane za mogące mieć wpływ na wynik sprawy (por. postanowienie SN z dnia 5 kwietnia 2002 r., sygn. akt II CKN 1368/00, niepubl.; wyrok SN z dnia 20 lutego 2003 r., sygn. akt I CKN 65/01, niepubl.; wyrok SN z dnia 18 marca 2003 r., sygn. akt IV CKN 1862/00, niepubl.). W ocenie Sądu Najwyższego, taki przypadek w sprawie niniejszej nie zachodzi; zresztą należy zauważyć, że argumentacja wysunięta na poparcie zarzutu w przeważającej mierze opiera się na polemice skarżącego z przyjętą przez Sąd drugiej instancji oceną wiarygodności konkretnego świadka, co z przyczyn już dostatecznie wyjaśnionych uznać trzeba za niedopuszczalne.
Zarzut naruszenia art. 382 k.p.c. w zw. z art. 235 k.p.c. nie mógł natomiast odnieść zamierzonego przez skarżącego skutku z uwagi na to, że skarżący nie wykazał przekonująco ani tego, na czym polegało naruszenie tych przepisów, ani też skutku, jaki ich obraza wywrzeć mogła na wynik sprawy. Trzeba zaś zauważyć, że w świetle poglądów ustalonych w orzecznictwie i doktrynie tylko zasadnicze uchybienia procesowe prowadzić mogą do uchylenia wyroku. Obok wymagania obiektywnie rozumianej "istotności" wywiedzionych w ramach drugiej podstawy kasacyjnej zarzutów, występuje dodatkowa konieczność wykazania przez skarżącego ścisłego związku przyczynowego pomiędzy uchybieniem a orzeczeniem, jako wynikiem rozpoznania sprawy. Nie jest zatem wystarczające stwierdzenie, że zaszło istotne naruszenie konkretnego przepisu prawa procesowego, lecz skarżący winien nadto wykazać, że jego pogwałcenie prowadzić mogło do niewłaściwego wyniku sprawy. Samo zaś naruszenie przepisów postępowania - nawet, jeżeli jest obiektywnie istotne - nie jest wystarczającą podstawą skargi kasacyjnej (por. wyrok SN z 29 listopada 1996 r., sygn. akt III CKN 14/96, OSP 1997, nr 3, poz. 65; wyrok SN z 15 lutego 2006 r., sygn. akt IV CSK 15/05, LEX nr 179731). Takiej argumentacji przy rozważanym zarzucie skargi kasacyjnej brak.
Niezależnie od tego należy zauważyć, że ustalenia Sądu drugiej instancji co do możliwości rozwiązania umowy nie mogły mieć jakiegokolwiek (a tym bardziej "istotnego") wpływu na wynik sprawy, gdyż Sąd ten już wcześniej przyjął, że umowa nie wiązała stron na skutek odstąpienia. Z treści uzasadnienia wynika, że rozważania na temat możliwości rozwiązania umowy nie wpłynęły już na przyjętą linię rozumowania, a więc i na wynik sprawy w postaci oddalenia apelacji powoda.
Odnosząc się do ostatniego z zarzutów procesowych, a mianowicie do naruszenia art. 386 § 6 k.p.c., należy zwrócić uwagę, że dyspozycję wynikającej z niego normy narusza zarówno odmienna ocena prawna, jak i nierespektowanie wskazań co do dalszego postępowania, wyrażonych przez sąd drugiej instancji w wyroku kasatoryjnym, wydanym na podstawie art. 386 § 2 lub § 4 k.p.c. Do takiego naruszenia - jak wyraźnie wynika z treści art. 386 § 6 k.p.c. - może dojść także na etapie postępowania apelacyjnego, kiedy sprawa jest rozpoznawana po raz drugi. Ocena prawna i wskazania co do dalszego postępowania, wyrażone w uzasadnieniu wyroku sądu drugiej instancji, wiążą zarówno sąd, któremu sprawa została przekazana, jak i sąd drugiej instancji, jakkolwiek tylko o tyle, o ile przy ponownym rozpoznawaniu sprawy nie zostaną ustalone nowe okoliczności i nie zostanie ustalony stan faktyczny odmienny od tego, który był przedmiotem rozpoznania sądu, na tle którego sformułowana została ocena prawna i wskazania co do dalszego postępowania (por. m.in. uchwałę SN z 18 lipca 1969 r., sygn. akt III CZP 38/69, OSNCP 1970, nr 2, poz. 25; postanowienie SN z 28 października 2005 r., sygn. akt II CSK 3/05, niepubl.).
Nie może być wątpliwości, że w sprawie niniejszej Sąd Apelacyjny uchybił wspomnianemu przepisowi. W uzasadnieniu wyroku z dnia 13 lipca 2004 r. Sąd drugiej instancji przyjął bowiem, że z treści spornej umowy wynika wola stron "uznania umowy za niebyłą, jako skutku odstąpienia od niej przez kupującego, wyrażającego się brakiem zapłaty ceny", podczas gdy rozpoznając sprawę powtórnie uznał - o czym będzie jeszcze mowa - iż od umowy odstąpił faktycznie zarówno sprzedawca, jak i kupujący. Tym samym doszło do przełamania przez Sąd odwoławczy jego własnego, uprzedniego osądzenia co do prawa, które - wobec istotnie niezmienionych w przedmiotowym zakresie ustaleń faktycznych - było dlań wiążące.
Trafny okazał się zarzut naruszenia art. 77 k.c. (w brzmieniu sprzed dnia 25 września 2003 r.) w zw. z art. 60 k.c. i art. 180 k.s.h. w zw. z art. 73 § 2 zd. pierwsze k.c. Wstępnie należy zauważyć, że błędny jest pogląd Sądu Apelacyjnego, jakoby art. 60 k.c. dopuszczał - w każdym przypadku - dowolny sposób złożenia oświadczenia woli. Z samego bowiem brzmienia tego przepisu, który zastrzega istnienie wyjątków od tej zasady, płynie wniosek, że doznaje ona z woli ustawodawcy pewnych ograniczeń. Zastrzeżenie dla czynności prawnej formy szczególnej (chociażby tylko pisemnej) jest takim właśnie wyjątkiem. Stosowanie reguły wynikającej z art. 60 k.c. jest zatem możliwe wówczas, gdy nic innego nie wynika z ustawy ( art. 73 k.c.) lub z umowy samych stron ( art. 76 k.c.). Nie ulega zaś wątpliwości, że art. 180 k.s.h. przewiduje dla czynności prawnej zbycia udziałów w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością formę pisemną z podpisami notarialnie poświadczonymi, zastrzeżoną, z uwagi na dyspozycję art. 73 § 2 k.c., pod rygorem nieważności.
Trafnie wywody skargi wskazują na wystąpienie w sprawie istotnego zagadnienia prawnego, które sprowadza się do udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy zastrzeżenie ustawowe kwalifikowanej formy pisemnej oznacza, że również wszelkie czynności następcze, jak w szczególności rozwiązanie czy też odstąpienie od umowy, wymagają również formy szczególnej. Kwestia ta, wobec zmiany treści art. 77 k.c., straciła co prawda na aktualności, z uwagi na okoliczności sprawy wymaga jednak rozstrzygnięcia.
Interpretacja pierwotnego brzmienia wspomnianego przepisu, zgodnie z którą, jeżeli umowa została zawarta na piśmie, jej uzupełnienie, zmiana albo rozwiązanie za zgodą obu stron, jak również odstąpienie od niej, powinno być stwierdzone pismem, wywoływała co prawda spory w doktrynie, w orzecznictwie Sądu Najwyższego wyraźnie jednak przeważał pogląd, zgodnie z którym czynności prawne następcze wymagają tej samej formy - zastrzeżonej pod tym samym rygorem - co główna czynność prawna. W wyroku z 17 sierpnia 1983 r., sygn. akt III CRN 166/83 (LEX nr 8561), zawarto tezę, że umowa o rozwiązaniu umowy zobowiązującej do przeniesienia własności nieruchomości powinna być zawarta również w formie aktu notarialnego; wniosek ten Sąd Najwyższy wywiódł z art. 73 § 2 k.c. w zw. z art. 158 i art. 77 k.c. W uzasadnieniu wyroku SN z dnia 27 stycznia 2000 r., sygn. akt II CKN 707/98 (OSP 2000, nr 10, poz. 147), uznano, że przy odstąpieniu od umowy przedwstępnej - na zasadzie analogii z art. 77 k.c., popartej wnioskowaniem a minori ad maius - oświadczenie o odstąpieniu od umowy przedwstępnej zawartej w formie aktu notarialnego powinno, zgodnie z zasadą identyczności czynności głównej i następczej, mieć taką samą formę jak umowa. Wreszcie w wyroku z dnia 17 maja 2002 r., sygn. akt I CKN 827/00 (OSP 2003, nr 12, poz. 157), Sąd Najwyższy przyjął, że zmiana umowy, której ważność zależy od zachowania formy pisemnej, może być - pod rygorem nieważności tej zmiany - dokonana tylko w formie pisemnej.
Trafność przytoczonych wyżej tez nie budzi, w ocenie Sądu Najwyższego w składzie rozpoznającym niniejszą sprawę, wątpliwości. Za taką bowiem wykładnią przemawiają względy bezpieczeństwa i pewności obrotu prawnego, na które skarżący słusznie się powołuje. W konsekwencji przyjąć należy, że zmiana, rozwiązanie lub odstąpienie od umowy zbycia udziałów w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, także dokonane przed dniem wejścia w życie ustawy z dnia 14 lutego 2003 r. o zmianie ustawy - Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustawy (Dz. U. Nr 49, poz. 408), wymagały pod rygorem nieważności dochowania formy pisemnej z podpisami notarialnie poświadczonymi ( art. 180 k.s.h. w zw. z art. 73 § 2 k.c. i art. 77 k.c.).
Jakkolwiek powyższe stwierdzenia byłyby już wystarczające, aby uznać rozważany w tym miejscu zarzut skargi za uzasadniony, ubocznie trzeba jeszcze dodać kilka istotnych spostrzeżeń. Przede wszystkim należy zauważyć, że jeżeli Sąd Apelacyjny przyjął za własną ocenę prawną dokonaną przez Sąd pierwszej instancji, to konsekwentnie powinien był zakładać, iż strony przewidywały w istocie odstąpienie od umowy przez pozwanego, jako sprzedawcę - zdaniem bowiem Sądu pierwszej instancji: "Przeczy logice przyznanie kupującemu prawa odstąpienia od umowy z powodu nieuiszczenia ceny zakupu". Tymczasem Sąd Apelacyjny z jednej strony uznał, że: "Skoro powódka nie zapłaciła ceny, a więc umowa nie została wykonana, miało miejsce dorozumiane odstąpienie od umowy" (jak się wydaje, przez powódkę), z drugiej zaś strony dopuścił także, że na skutek niezapłacenia ceny w terminie nie doszło do wykonania umowy, gdyż w sposób dorozumiany pozwany odstąpił od umowy.
Takie stwierdzenia są nie tylko wewnętrznie sprzeczne, lecz sprzeciwiają się samemu pojęciu prawa odstąpienia w polskim prawie cywilnym. Przez "odstąpienie" we wszystkich przepisach, które ową instytucję powołują (m.in. w art. 394 § 1, art. 395 i art. 491 § 2 k.c.), rozumieć bowiem trzeba jednostronne oświadczenie woli strony umowy zobowiązaniowej, mocą którego dochodzi do rozwiązania umowy (por. m.in. wyroki SN z 30 stycznia 1998 r., sygn. akt III CKN 279/97, niepubl.; z 19 marca 1999 r., sygn. akt II CKN 238/98, niepubl.). Skutek odstąpienia od umowy przez jedną ze stron następuje z chwilą, w której oświadczenie woli doszło do drugiej strony w taki sposób, że mogła zapoznać się z jego treścią ( art. 61 § 1 zd. pierwsze k.c.). Jest zatem oczywiste, że jeśli od umowy odstąpił już powód (choć budzi to zasadnicze wątpliwości, o czym szerzej poniżej), to tym samym nie mógł od niej odstąpić pozwany. "Odstąpienie" zaś przez obie strony jednocześnie byłoby właśnie równoznaczne ze zwykłym (tj. za obopólną zgodą) rozwiązaniem umowy, co wbrew założeniom przyjętym przez Sąd Apelacyjny prowadziłoby do zastosowania art. 394 § 3 k.c., nie zaś art. 394 § 2 k.c.
Dalej trzeba zwrócić uwagę, że rażąco sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa cywilnego jest przypisywanie zaniechaniu przez jedną ze stron, w postaci niedokonania zapłaty w terminie całej ceny sprzedaży, skutku prawnego w postaci "odstąpienia" od umowy przez drugą stronę. Odstąpienie jest bowiem czynnością prawną, której konstytutywnym elementem jest oświadczenie woli odstępującego. Oświadczenia woli nie można zaś pojmować jako fikcji prawnej, gdyż skutki prawne wywołuje tylko wola realnie powzięta i w pewien sposób uzewnętrzniona przez tę osobę, która oświadczenie woli składa (por. wyrok SN z dnia 29 marca 2006 r., sygn. akt IV CK 411/05, niepubl.).
Sąd Najwyższy uznaje zatem za błędne przypisanie pozwanemu odstąpienia od umowy, które miałoby wynikać z samego niewykonania umowy przez powoda jako dłużnika pozwanego z tytułu ceny sprzedaży udziałów. Należy zresztą podkreślić, że zgodnie z wykładnią językową art. 394 § 1 k.c. ustawowe prawo odstąpienia może zostać wykonane tylko przez stronę przeciwną tej stronie, która dopuściła się niewykonania umowy. Jeśli zatem umowy nie wykonał kupujący, to odstąpić od niej mógł tylko sprzedawca. Tego jednak Sąd drugiej instancji, oparłszy się na całkowicie chybionych założeniach, nie wykazał.
Zarzuty naruszenia art. 65 § 1 k.c. i art. 65 § 2 w zw. z art. 394 k.c. trzeba rozważać łącznie, gdyż ogniskują się one wokół tej samej kwestii, a mianowicie wokół wyjaśnienia, czy prawidłowo ustalona została wola stron odnośnie do znaczenia "zadatku" w wysokości 300.000 zł oraz skutków prawnych nieuiszczenia ceny.
Zgodzić należy się ze stanowiskiem Sądu Apelacyjnego, gdy chodzi o różnicę pomiędzy metodyką wykładni oświadczeń woli i tekstu prawnego. Niekwestionowany prymat w całym prawie cywilnym przypisuje się bowiem woli stron i ona właśnie, powołana przez ustawodawcę w art. 65 § 2 k.c., jako ich "zgodny zamiar", a także "cel" umowy, jest głównym wyznacznikiem jej treści. Jednakże takie brzmienie tego przepisu nie oznacza bynajmniej, że wykładnia oparta na "literze" umowy jest zawsze i absolutnie wykluczona. Słowo "raczej", którym posłużył się ustawodawca, wskazuje bowiem, że brzmienie umowy, jakkolwiek w dalszej kolejności, również nie jest pozbawione znaczenia.
W tym miejscu należy przypomnieć, że zgodnie z uchwałą SN z dnia 29 czerwca 1995 r., sygn. akt III CZP 66/95 (OSNC 1995, nr 12, poz. 168), na gruncie art. 65 k.c. należy przyjąć kombinowaną metodę wykładni, opartą na kryterium subiektywnym i obiektywnym. W pierwszej fazie sens oświadczenia woli ustala się mając na uwadze rzeczywiste ukonstytuowanie się znaczenia między stronami, a więc taki sens oświadczenia woli, w jakim zrozumiała go zarówno osoba składająca, jak i odbierająca to oświadczenie. Jeżeli natomiast okaże się, że strony nie przyjmowały tego samego znaczenia oświadczenia woli, konieczne jest przejście do drugiej, obiektywnej fazy wykładni, w której właściwy dla prawa sens oświadczenia woli ustala się na podstawie przypisania normatywnego, czyli tak, jak sens ten rozumiała i rozumieć powinna osoba rozsądna. Decydujący jest przy tym normatywny punkt widzenia odbiorcy oświadczenia woli, który z należytą starannością dokonuje wykładni zmierzającej do odtworzenia treści myślowych osoby ją składającej. Wykładnia obiektywna sprzyja pewności stosunków prawnych, a tym samym i pewności obrotu prawnego.
Nie można zgodzić się z bezkrytyczną akceptacją Sądu drugiej instancji dla ustalenia Sądu Okręgowego, że zgodnej woli stron dotyczącej umowy z 16 lutego 2001 r. ustalić się nie da. W braku bowiem możliwości posłużenia się wykładnią subiektywną, odwołującą się wprost do woli stron (m.in. ze względu na sprzeczności pomiędzy treścią dokumentu a zeznaniami świadków), należało oprzeć się na tym, jak rozsądny odbiorca, w danych okolicznościach, rozumiałby znaczenie umowy w jej całokształcie. W § 2 ust. 5 umowy z 16 lutego 2001 r. strony postanowiły, iż: "Brak zapłaty określonej w ust. 1 kwoty skutkuje nieważnością całej umowy i traktowany będzie jako odstąpienie od umowy przez Kupującego". Z zestawienia obu kluczowych terminów - "nieważność umowy" i "odstąpienie od umowy" - wynika, że żaden z nich racjonalnie nie mógł być rozumiany dosłownie. Nie jest wykluczone (chociaż wymagałoby to uzupełnienia postępowania dowodowego i poczynienia na tej podstawie stosownych ustaleń faktycznych), iż cytowane postanowienie umowne strony skonstruowały jako warunek rozwiązujący, tj. powodujący, zgodnie z art. 89 k.c., wygaśnięcie umowy, bez konieczności składania przez którąkolwiek ze stron oświadczenia woli.
Tak samo należy podchodzić do § 2 ust. 2 umowy, gdzie wspomniano o "wypłaceniu" przez kupującego "zadatku na poczet ceny". Kodeksowi cywilnemu nie jest znana taka instytucja prawna; art. 394 k.c. traktuje bowiem o "zadatku", który pełni zarówno funkcję zaliczki, jak i sui generis sankcji za niewykonanie zobowiązania. Skoro zatem strony już zarachowały "zadatek na poczet ceny", mimo że umowa nie została jeszcze wykonana, to tym samym jest oczywiste, że posłużono się w umowie pojęciem swoistym, nieznajdującym odpowiednika kodeksowego i odpowiadającym raczej "zaliczce". Przepis art. 394 § 1 k.c. nie znajduje w tym przypadku zastosowania. Trzeba też zwrócić uwagę, że - jak wynika z powołanego przepisu - zastrzeżenie zadatku różni się od innych postanowień umownych tym, że jego skuteczność zależy od wręczenia określonej kwoty przy zawarciu umowy. Z dokonanych w sprawie ustaleń nie wynika, aby przy zawarciu umowy sprzedaży udziałów wręczono jakąkolwiek kwotę. Ustalono bowiem, że kwota 300.000 zł wpłacona została sprzedającemu jako zadatek określony w umowie przedwstępnej, zatem zabezpieczać miała wykonanie tejże umowy, a nie umowy przyrzeczonej. Zadatek mógłby oczywiście zabezpieczać także wykonanie umowy przyrzeczonej; z ustaleń jednak - jak wskazano wyżej - nie wynika, aby przy zawarciu umowy przyrzeczonej kupujący wpłacił jakąkolwiek kwotę. Strony w umowie przyrzeczonej ustaliły jedynie, że na poczet ceny został wpłacony "zadatek" 300.000 zł i kwota ta pomniejszy należną sprzedającemu cenę. Poza użyciem słowa "zadatek" nie ma w tej umowie żadnego nawiązania do treści art. 394 § 1 k.c. i nie ma wystarczających podstaw do uznania, jak przyjęły orzekające w sprawie Sądy, że w obu umowach (przedwstępnej i przyrzeczonej) funkcja wiążąca się z wpłaceniem tej kwoty miałaby być taka sama.
Okazał się także uzasadniony ostatni z powołanych przez skarżącego w ramach podstawy naruszenia prawa materialnego zarzut naruszenia art. 6 k.c. Przepis ten wiąże się z rozkładem ciężaru dowodu. Należy zwrócić uwagę, że okoliczności, z których skutki prawne (tj. istnienie zarzutów przeciwko roszczeniu powoda) wywodzi pozwany, powinny być przez niego udowodnione (in exceptione reus actor fit). Twierdzenie, że zwrot zadatku nie powinien nastąpić z uwagi na tożsamość jego funkcji w stosunku do uprzednio zawartej umowy przedwstępnej, pochodzi z odpowiedzi na pozew. Błędnie przyjął zatem Sąd drugiej instancji, że ciężar dowodu spoczywa w tym zakresie na stronie powodowej.
Mając na względzie powyższe, Sąd Najwyższy na podstawie art. 398 15 § 1 k.p.c. orzekł, jak w sentencji.