M
Mirajne
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2011
- Odpowiedzi
- 5
Witam.
Jestem uczennicą II klasy gimnazjum. Nie narzekam na nauczycieli, bo są naprawdę dobrzy. Problem sprawia dopiero katecheta. Traktuje uczniów w zależności od tego, jaki ma humor. Ostatnio zrobił kartkówkę (niezapowiedzianą) z lekcji, która, uwaga, przepadła! I stwierdził, że powinniśmy czytać do przodu cały katechizm. Nie dochodzi do niego, że mamy wiele innych przedmiotów do nauki, tym bardziej, że moja klasa ma dosyć dobre wyniki.
Ostatnio jednak katecheta upodobał sobie mnie na swoją ofiarę. Często zabieram głos na lekcjach i jestem aktywna. Na ostatniej lekcji, gdy zrobił kartkówkę podzielił nas na grupy. Ale zrobił to w taki sposób, bym to akurat ja dostała te pytania, o których mowy nie było. I to nie jest przewrażliwienie. Patrzył wtedy na mnie. Potem zaczął zaprzeczać swoim wcześniejszym słowom. Powiedział, że nasza klasa go nie obchodzi, bo jesteśmy nikim. Wielokrotnie powtarzał, że jesteśmy głupi i nic nie potrafimy. Gdy odezwałam się cicho do koleżanki, stwierdził, że obrażałam wtedy jego, chociaż wcale tak nie było! Zwyzywał mnie i przesadził do innej ławki. Nie od dziś wiadomo, że lubi wyżywać się na uczniach. Potem lekcja minęła stosunkowo spokojnie, ale w środku godziny lekcyjnej spojrzał znów na mnie i otwarcie powiedział, że jestem głupia, niekulturalna (co według innych nie jest prawdą), że sądzę, iż jestem pępkiem świata. Nie akceptuje moich poglądów, mimo że wcale nie urażają one jego uczuć religijnych. Poniżył mnie na samym końcu, czepiając się dodatkowo mojej mamy. Poczułam się dosłownie jak nikt. Potraktował mnie jak psa. Słowa na forum tego nie oddadzą. Do tego ma swoich pupilków, którzy mogą pić, palić, ćpać, a on się ich o to nie czepia. Wręcz faworyzuje. Od starszych koleżanek dowiedziałam się także, że mówił o mnie także innym klasom i stwierdził, że to ja go zdenerwowałam.
Samo poniżenie mnie zniosłabym bez problemu, ale lubię moją klasę, a mamę szanuję. Jest dla mnie autorytetem. Więc zabolały mnie słowa księdza. Wiem, że naruszył moje prawa ucznia. Jednakże jego sposób nauczania odbiega od standardów. Przy odpowiedziach nie szczędzi także wyśmiewania się z odpowiadającego. Co mogłabym w takim wypadku zrobić? Mam już tego dosyć. To nie pierwszy raz. Pomocy.
Jestem uczennicą II klasy gimnazjum. Nie narzekam na nauczycieli, bo są naprawdę dobrzy. Problem sprawia dopiero katecheta. Traktuje uczniów w zależności od tego, jaki ma humor. Ostatnio zrobił kartkówkę (niezapowiedzianą) z lekcji, która, uwaga, przepadła! I stwierdził, że powinniśmy czytać do przodu cały katechizm. Nie dochodzi do niego, że mamy wiele innych przedmiotów do nauki, tym bardziej, że moja klasa ma dosyć dobre wyniki.
Ostatnio jednak katecheta upodobał sobie mnie na swoją ofiarę. Często zabieram głos na lekcjach i jestem aktywna. Na ostatniej lekcji, gdy zrobił kartkówkę podzielił nas na grupy. Ale zrobił to w taki sposób, bym to akurat ja dostała te pytania, o których mowy nie było. I to nie jest przewrażliwienie. Patrzył wtedy na mnie. Potem zaczął zaprzeczać swoim wcześniejszym słowom. Powiedział, że nasza klasa go nie obchodzi, bo jesteśmy nikim. Wielokrotnie powtarzał, że jesteśmy głupi i nic nie potrafimy. Gdy odezwałam się cicho do koleżanki, stwierdził, że obrażałam wtedy jego, chociaż wcale tak nie było! Zwyzywał mnie i przesadził do innej ławki. Nie od dziś wiadomo, że lubi wyżywać się na uczniach. Potem lekcja minęła stosunkowo spokojnie, ale w środku godziny lekcyjnej spojrzał znów na mnie i otwarcie powiedział, że jestem głupia, niekulturalna (co według innych nie jest prawdą), że sądzę, iż jestem pępkiem świata. Nie akceptuje moich poglądów, mimo że wcale nie urażają one jego uczuć religijnych. Poniżył mnie na samym końcu, czepiając się dodatkowo mojej mamy. Poczułam się dosłownie jak nikt. Potraktował mnie jak psa. Słowa na forum tego nie oddadzą. Do tego ma swoich pupilków, którzy mogą pić, palić, ćpać, a on się ich o to nie czepia. Wręcz faworyzuje. Od starszych koleżanek dowiedziałam się także, że mówił o mnie także innym klasom i stwierdził, że to ja go zdenerwowałam.
Samo poniżenie mnie zniosłabym bez problemu, ale lubię moją klasę, a mamę szanuję. Jest dla mnie autorytetem. Więc zabolały mnie słowa księdza. Wiem, że naruszył moje prawa ucznia. Jednakże jego sposób nauczania odbiega od standardów. Przy odpowiedziach nie szczędzi także wyśmiewania się z odpowiadającego. Co mogłabym w takim wypadku zrobić? Mam już tego dosyć. To nie pierwszy raz. Pomocy.