X
xoxoxoxo
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2023
- Odpowiedzi
- 2
Dostałam list polecony z urzędu. Pod moją nieobecność w domu list odebrała inna osoba, która zapomniała mi go przekazać i przypomniała sobie po ponad miesiącu gdy przypadkowo natknęła się na ten list. Wiadomo terminy są ważne. I teraz:
1. URZĄD
List zawierał decyzję od której się odwołałam. Wskazałam też datę faktycznego doręczenia do mnie listu i załączyłam oświadczenie w tej sprawie osoby która list odebrała od listonosza także wskazujące datę w której list mi oddała. Dodatkowo dołączyłam wniosek o przywrócenie terminu gdyby organ uznał jego uchybienie. W odpowiedzi urząd odrzucił odwołanie jako niedopuszczalne bo po terminie i odrzucił wniosek o przywrócenie terminu uzasadniając, że ważny jest termin doręczenia przez pocztę oraz że przywrócenie terminu może nastąpić jedynie w sytuacjach szczególnych a ta taką nie jest. Dodali także, że gdyby takie oświadczeni przyjąć jako okoliczność uzasadniającą przywracanie terminu to by to skutkowało tym, ze każdy w dowolnym momencie mógłby podobne oświadczenie przedstawiać a organ nie ma żadnych możliwości jego weryfikacji, nawet po kilku latach i w ten sposób przywracać termin co by skutkowało tym że żadna decyzja nie byłaby ostatecznie rozstrzygająca a z praktyki urzędu wynika, ze wiele pism jest odbieranych przez np. członków rodziny adresata.
2. POCZTA
Zwróciłam się do poczty z pytaniem jakim prawem adresowany do mnie list polecony pod moją nieobecność został przekazany bez mojej zgody innej osobie a nie awizowany do odbioru na poczcie? W odpowiedzi napisali że zgodnie z obowiązującymi przepisami list taki może być przekazany osobie znajdującej się pod tym samym adresem pod warunkiem, za osoba ta go przyjmie i zobowiąże się przekazać adresatowi. Nie wymaga to żadnego upoważnienia.
W związku z taką odpowiedzią napisałam ponownie do poczty z wnioskiem o przekazanie mi zobowiązania osoby która list przyjęła oraz o podanie danych osobowych tej osoby. W odpowiedzi napisali że zobowiązanie takie wyrażane jest ustnie i nie jest rejestrowane a danych osobowych poczta nie posiada bo nie rejestruje, nie legitymuje itd… Załączyli mi wydruk ze średnio czytelnym podpisem z tableta.
Co ciekawe żeby odebrać list polecony w okienku pocztowym trzeba mieć pełnomocnictwo pocztowe, ale żeby odebrać od listonosza wystarczy łazić po działce adresata gdy pojawi się tam listonosz.
Czy to wszystko jest legalne? Bo o sens i logikę to już nawet nie pytam. Po co właściwie listy polecone skoro może je odebrać ktokolwiek i poczta nawet nie wie komu oddała. Kto tu za co odpowiada? Czy w takiej sytuacji mam jeszcze jakieś pole manewru?
1. URZĄD
List zawierał decyzję od której się odwołałam. Wskazałam też datę faktycznego doręczenia do mnie listu i załączyłam oświadczenie w tej sprawie osoby która list odebrała od listonosza także wskazujące datę w której list mi oddała. Dodatkowo dołączyłam wniosek o przywrócenie terminu gdyby organ uznał jego uchybienie. W odpowiedzi urząd odrzucił odwołanie jako niedopuszczalne bo po terminie i odrzucił wniosek o przywrócenie terminu uzasadniając, że ważny jest termin doręczenia przez pocztę oraz że przywrócenie terminu może nastąpić jedynie w sytuacjach szczególnych a ta taką nie jest. Dodali także, że gdyby takie oświadczeni przyjąć jako okoliczność uzasadniającą przywracanie terminu to by to skutkowało tym, ze każdy w dowolnym momencie mógłby podobne oświadczenie przedstawiać a organ nie ma żadnych możliwości jego weryfikacji, nawet po kilku latach i w ten sposób przywracać termin co by skutkowało tym że żadna decyzja nie byłaby ostatecznie rozstrzygająca a z praktyki urzędu wynika, ze wiele pism jest odbieranych przez np. członków rodziny adresata.
2. POCZTA
Zwróciłam się do poczty z pytaniem jakim prawem adresowany do mnie list polecony pod moją nieobecność został przekazany bez mojej zgody innej osobie a nie awizowany do odbioru na poczcie? W odpowiedzi napisali że zgodnie z obowiązującymi przepisami list taki może być przekazany osobie znajdującej się pod tym samym adresem pod warunkiem, za osoba ta go przyjmie i zobowiąże się przekazać adresatowi. Nie wymaga to żadnego upoważnienia.
W związku z taką odpowiedzią napisałam ponownie do poczty z wnioskiem o przekazanie mi zobowiązania osoby która list przyjęła oraz o podanie danych osobowych tej osoby. W odpowiedzi napisali że zobowiązanie takie wyrażane jest ustnie i nie jest rejestrowane a danych osobowych poczta nie posiada bo nie rejestruje, nie legitymuje itd… Załączyli mi wydruk ze średnio czytelnym podpisem z tableta.
Co ciekawe żeby odebrać list polecony w okienku pocztowym trzeba mieć pełnomocnictwo pocztowe, ale żeby odebrać od listonosza wystarczy łazić po działce adresata gdy pojawi się tam listonosz.
Czy to wszystko jest legalne? Bo o sens i logikę to już nawet nie pytam. Po co właściwie listy polecone skoro może je odebrać ktokolwiek i poczta nawet nie wie komu oddała. Kto tu za co odpowiada? Czy w takiej sytuacji mam jeszcze jakieś pole manewru?