Kolega twerdzi,że w ciągu 3 sekundowego kontaktu z nim w szatni (on już wychodził z szatni a ja wchodziłem) ukradłem mu prtfel. On przed przed kradzieża był jeszcze w sklepiku zakładowym. Po czym przyszedł do sztatni się przebrać. Ja wszedłem do sztni, gdy on już praktycznie wychodził. Saszetkę z portfelem położyl na ławce. Rzeczywiście stracił ją z oczu. Mnie nie widział przez cały czas, ale wiedział że jestem i też się przebierałem. Potem poszedł na przystanek autobusowy i stwierdził brak portfela z saszetki. Wrócił do szatni a ja tam jeszcze byłem i mnie oskarżył twierdząc,że w sklepiku portfel mniał bo płacił za zakupy.Przyjechała policja spisała zaznania moje jako świadka. Nie przeprowasdzili żadnej, kontroli , przeszukania, nie pobrali odcisków palców. W pracy czuje się zaszczuty. Jak mam udowodnić swoja niewinność. Koledzy twierdzą że na pewna tamten zgubił portfel po drodze do szatni albo na przystanek. Proszę o radę co robić dalej?