ArielkaPoland
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2022
- Odpowiedzi
- 12
Proszę o poradę.
Postaram się opisać wszystko w miarę "krótko", bo naprawdę jest to długa historia... ale wolę nie przedłużać..
Byłam w związku z moim partnerem, starszym o prawie 10 lat. Byłam z nim przez prawie 4 lata, ale.. co chwilę się rozstawaliśmy i wracaliśmy do siebie. Typowy toksyczny związek, gdybym to miała określić... poznaliśmy się w barze, później zaczęliśmy się spotykać i tak jakoś wyszlo, że zostaliśmy "parą". Ale to był bardzo dziwny związek. On codziennie pił alkohol, po pracy pierwsze co, to piwo. Mówił, ze piwo to nie alkohol, ze kazdy prawdziwy mężczyzna musi się "napić browara". Potrafił wypijać DZIENNIE nawet 10 piw. Do tego rowniez mieszał piwo z wódką i wtedy był agresywny. Zdarzało się, że po alkoholu coś mu "odwalało" I zaczynał mnie wyzywać, przeklinać, poniżać i podnosić na mnie ręke. Mówił, ze to "lubię", że jestem "dziw...", nie cjce tutaj cytować, ale.. byl bardzo agresywny. Albo.. gdy go przylapywalam na klamstwie, to potrafił sie wypierac, twierdząc, ze "wymyslam l", ze jwstem chora, ze sobie cos ubzduralam. I dodawał na koniec, ze jesli mi cos nie pasuje, to droga wolna. A ja głupia i naiwna, dalej z nim bylam, bo go kochalam. Wiele razy rozstawalismy sie przez to, ze On pił alkohol, ze wiecznie mu mówiłam, aby z tym skończył, ale On nie słuchał. Finalnie zawieszę prowokowal kłótnie, aby bylo na "mnie", wtedy mogl bez przeszkod pic i chodzic do baru.. ale zawsze wracał do mnie po kłótniach pijany, stał pod domem, darł sie, lub walil na drzwi, mowil, ze mnie kicha, ze nie moze beze mnie zyc. Ale zmierzam do finału.. dwa miesiące temu rozstaliśmy sie. Myślałam, ze to faktycznie koniec.. ale.. oboje bylismy pijani, On wrócił z bilarda, bo byk z kolegami na piwie i bilardzie. Pokłóciliśmy się o to, ze ja nie chcialam zatrzymać na YouTube filmiku, bo On chcial sie myć i w złości powiedzial mi, ze rodzina go zaprosila na weekend na obiad a ja zapytalam sie go, czy ja tez jestem zaproszona a On, ze nie. Wtedy sie wkurzylam, bylo mi przykro, oczywiście powiedział, ze to MOJA WINA L, ZE RODZINA jego nie chce mnie widzieć. Bo On to aniołek, grzeczny, ułożony a ja to ta "najgorsza". Bo młodsza... i wiecie co? Zwyczajnie w świecie cos we mnie pękło.. mielismy na stole pizze, ja tą pizzą w tej złości w niego rzuciłam, powiedziałam mu, ze to koniec, ze dlaczego traktuję mnie jak zabawkę do jednego, dlaczego ja z nim tyle lat bylam i znosilam to wszystko, to ponizanie, kłamstwa, przemoc. On dodal, ze nie ma zamiaru nigdy mi sie oświadczyć i wtedy... nie wytrzymałam.. w tym całym amoku ja zaczelam rzucać talerzami, cos we mnie pękło, nie moglam znieść tego, ze przez tyle lat, ten człowiek byl ze mna tak naprawdę nie wiem po co. Ze ja dałam sie tak wykorzystywać.. emocje zrobiły swoje, to wszystko się we mnie kumulowalo tyle miesięcy.. zaczęłam rozwalać wszystko wokół, niestety w tych emocjach i bólu rozwaliłam mu komputer, domofon... bylam wściekła, ze zmarnowałam sobie 4 lata z kimś, kto tak naprawdę nigfy nie myślał o mnie poważnie. Wiem, ze moje zachowanie bylo złe i emocjonalne, wiem, ze nie powinnam byla tak postąpić i rozwalać mu mieszkania.. ale to bylo silniejsze ode mnie. Jestem tylko człowiekiem i mam uczucia. Nie jestem z kamienia. To ze jestem młodsza, nie oznaczało, ze mógł mnie tak traktować. To mnie po prostu bolało. Ja marzyłam o ślubie, o założeniu rodziny, a On? Po co to wszystko? Po co ten związek byl? Dlaczego... a do tego... w tym całym amoku, wzielam mu w złości karte do bankomatu i wypłaciłam z konta 1800zl jakos tak, nie wiem, co ja sobie wtedy myślałam, chcialam mu zrobić na zlosc, ale później do mnie dotarło, ze to bylo dziecinne i nie miałam prawa tak postąpić. Jego kuzynka przyszła do jego mieszkania, bo On oczywiście polecial sie jej poskarżyć, ze On to poszkodowany, no coz, cos w tym akurat bylo.. I ta jego kuzynka, znając tylko jedna część historii, zadzwoniła ponoc na policje i rzeczoznawca wycenił "szkody" na 8 tysięcy. Ja po 2 miesiącach od rozstania dostałam pismo abym sie stawiła na komisariat w charakterze podejrzewanej o art 288 1 kk I art 279 1 kk . Po 2 miesiącach od rozstania takie pismo dostałam od Pana Policjanta do rąk własnych.. a gdy sie zapytałam go, czy to cos poważnego, to sie uśmiechnął i powiedział " a nieee".. no cóż... wiem, ze postąpiłam źle, pod wpływem emocji, tego, co sie we mnie kumulowalo przez te 4 lata.. pomimo, ze On mnie wiele razy pobił, mam nawet nagrania, zdjecia, na których widac i słychać co On do mnie mowi i jak ja krzyczę i wolałam pomocy, jak jestem napuchnieta i pluje krwią. A ja? Nie zgłosiłam go na policje, gdy mnie krzywdził, siedziałam cicho. A On? On po rozstaniu na mnie doniósł.. zastanawiam sie teraz, kto tu kogo kochał.. wiem, ze ten związek byl toksyczny i chaotyczny, ale zastanawiam sie, co mam teraz zrobic? Czy jak będę zeznawać na policji, to mam wspomnieć o tym, co on mi robil i pokazać te wszystkie nagrania i filmiki na których widac, co On mi robi? Sama juz nie wiem...
Postaram się opisać wszystko w miarę "krótko", bo naprawdę jest to długa historia... ale wolę nie przedłużać..
Byłam w związku z moim partnerem, starszym o prawie 10 lat. Byłam z nim przez prawie 4 lata, ale.. co chwilę się rozstawaliśmy i wracaliśmy do siebie. Typowy toksyczny związek, gdybym to miała określić... poznaliśmy się w barze, później zaczęliśmy się spotykać i tak jakoś wyszlo, że zostaliśmy "parą". Ale to był bardzo dziwny związek. On codziennie pił alkohol, po pracy pierwsze co, to piwo. Mówił, ze piwo to nie alkohol, ze kazdy prawdziwy mężczyzna musi się "napić browara". Potrafił wypijać DZIENNIE nawet 10 piw. Do tego rowniez mieszał piwo z wódką i wtedy był agresywny. Zdarzało się, że po alkoholu coś mu "odwalało" I zaczynał mnie wyzywać, przeklinać, poniżać i podnosić na mnie ręke. Mówił, ze to "lubię", że jestem "dziw...", nie cjce tutaj cytować, ale.. byl bardzo agresywny. Albo.. gdy go przylapywalam na klamstwie, to potrafił sie wypierac, twierdząc, ze "wymyslam l", ze jwstem chora, ze sobie cos ubzduralam. I dodawał na koniec, ze jesli mi cos nie pasuje, to droga wolna. A ja głupia i naiwna, dalej z nim bylam, bo go kochalam. Wiele razy rozstawalismy sie przez to, ze On pił alkohol, ze wiecznie mu mówiłam, aby z tym skończył, ale On nie słuchał. Finalnie zawieszę prowokowal kłótnie, aby bylo na "mnie", wtedy mogl bez przeszkod pic i chodzic do baru.. ale zawsze wracał do mnie po kłótniach pijany, stał pod domem, darł sie, lub walil na drzwi, mowil, ze mnie kicha, ze nie moze beze mnie zyc. Ale zmierzam do finału.. dwa miesiące temu rozstaliśmy sie. Myślałam, ze to faktycznie koniec.. ale.. oboje bylismy pijani, On wrócił z bilarda, bo byk z kolegami na piwie i bilardzie. Pokłóciliśmy się o to, ze ja nie chcialam zatrzymać na YouTube filmiku, bo On chcial sie myć i w złości powiedzial mi, ze rodzina go zaprosila na weekend na obiad a ja zapytalam sie go, czy ja tez jestem zaproszona a On, ze nie. Wtedy sie wkurzylam, bylo mi przykro, oczywiście powiedział, ze to MOJA WINA L, ZE RODZINA jego nie chce mnie widzieć. Bo On to aniołek, grzeczny, ułożony a ja to ta "najgorsza". Bo młodsza... i wiecie co? Zwyczajnie w świecie cos we mnie pękło.. mielismy na stole pizze, ja tą pizzą w tej złości w niego rzuciłam, powiedziałam mu, ze to koniec, ze dlaczego traktuję mnie jak zabawkę do jednego, dlaczego ja z nim tyle lat bylam i znosilam to wszystko, to ponizanie, kłamstwa, przemoc. On dodal, ze nie ma zamiaru nigdy mi sie oświadczyć i wtedy... nie wytrzymałam.. w tym całym amoku ja zaczelam rzucać talerzami, cos we mnie pękło, nie moglam znieść tego, ze przez tyle lat, ten człowiek byl ze mna tak naprawdę nie wiem po co. Ze ja dałam sie tak wykorzystywać.. emocje zrobiły swoje, to wszystko się we mnie kumulowalo tyle miesięcy.. zaczęłam rozwalać wszystko wokół, niestety w tych emocjach i bólu rozwaliłam mu komputer, domofon... bylam wściekła, ze zmarnowałam sobie 4 lata z kimś, kto tak naprawdę nigfy nie myślał o mnie poważnie. Wiem, ze moje zachowanie bylo złe i emocjonalne, wiem, ze nie powinnam byla tak postąpić i rozwalać mu mieszkania.. ale to bylo silniejsze ode mnie. Jestem tylko człowiekiem i mam uczucia. Nie jestem z kamienia. To ze jestem młodsza, nie oznaczało, ze mógł mnie tak traktować. To mnie po prostu bolało. Ja marzyłam o ślubie, o założeniu rodziny, a On? Po co to wszystko? Po co ten związek byl? Dlaczego... a do tego... w tym całym amoku, wzielam mu w złości karte do bankomatu i wypłaciłam z konta 1800zl jakos tak, nie wiem, co ja sobie wtedy myślałam, chcialam mu zrobić na zlosc, ale później do mnie dotarło, ze to bylo dziecinne i nie miałam prawa tak postąpić. Jego kuzynka przyszła do jego mieszkania, bo On oczywiście polecial sie jej poskarżyć, ze On to poszkodowany, no coz, cos w tym akurat bylo.. I ta jego kuzynka, znając tylko jedna część historii, zadzwoniła ponoc na policje i rzeczoznawca wycenił "szkody" na 8 tysięcy. Ja po 2 miesiącach od rozstania dostałam pismo abym sie stawiła na komisariat w charakterze podejrzewanej o art 288 1 kk I art 279 1 kk . Po 2 miesiącach od rozstania takie pismo dostałam od Pana Policjanta do rąk własnych.. a gdy sie zapytałam go, czy to cos poważnego, to sie uśmiechnął i powiedział " a nieee".. no cóż... wiem, ze postąpiłam źle, pod wpływem emocji, tego, co sie we mnie kumulowalo przez te 4 lata.. pomimo, ze On mnie wiele razy pobił, mam nawet nagrania, zdjecia, na których widac i słychać co On do mnie mowi i jak ja krzyczę i wolałam pomocy, jak jestem napuchnieta i pluje krwią. A ja? Nie zgłosiłam go na policje, gdy mnie krzywdził, siedziałam cicho. A On? On po rozstaniu na mnie doniósł.. zastanawiam sie teraz, kto tu kogo kochał.. wiem, ze ten związek byl toksyczny i chaotyczny, ale zastanawiam sie, co mam teraz zrobic? Czy jak będę zeznawać na policji, to mam wspomnieć o tym, co on mi robil i pokazać te wszystkie nagrania i filmiki na których widac, co On mi robi? Sama juz nie wiem...