Cofnięcie tego pozwu uważam za błąd. Sprawa przed sądem pracy w Niemczech nie jest żadnym skomplikowanym i uciążliwym procesem. Owszem, trzeba pojechać na rozprawę, na której sędzia może zadać parę pytań, jeśli coś nie jest jeszcze wystarczająco jasne. A w sprawach o zapłatę wynagrodzenia za pracę raczej nie ma jakichś niejasności. Na rozprawach jest tłumacz, a więc nie ma problemów językowych. Potem zostaje wydany wyrok zasądzający. I właśnie ten wyrok jest najważniejszy, bo przymusowo ściągnąć dług od dłużnika można tylko i wyłącznie na podstawie wyroku (lub sądowego nakazu zapłaty). Innej możliwości nie ma. Firmy inkasso też muszą mieć wyrok, z którym idą do komornika, ponieważ tylko komornik ma prawo przymusowo, a w razie potrzeby przy pomocy policji, zciągać długi. Takich możliwości i uprawnień firmy inkaso nie mają. Jeśli dłużnik mimo wezwań i gróźb ze strony firmy inkasso nadal nie płaci, to i firmy inkasso muszą go pozwać do sądu, czekać na wyrok i oddać go komornikowi. Nie ma innej możliwości. Zazwyczaj, tak i tak, pozew musi złożyć sam wierzyciel, czyli pracownik; nawet jeśli sprawa została przekazana do firmy inkasso. A poza tym jeszcze jest ważne, że w sprawach przed sądami I instancji sąd nie zasądza kosztów procesu wygrywającemu pracownikowi. Wynika to z § 12a Arbeitsgerichtsgesetz (niem. Ustawa o sądach pracy) A więc jeśli nawet firmie Inkasso uda się odzyskać od dłużnika zaległe wynagrodzenie, to koszty ponosi sam pracownik, ponieważ firma inkasso potrąca sobie swoje opłaty. Jeśli taka firma inkasso sama podaje do sądu pracy, to posługuje się przy tym jakimś adwokatem, który musi otrzymać swoje wynagrodzenie, a to wynagrodzenie potrącane jest z tego, co sąd zasądzi od pracodawcy, a pracodawca, jak napisałem wyżej (§ 12a ArbGG) nie jest zobowiązany do zwrotu kosztów procesu. Skutek jest taki, że większa część wyprocesowanego wynagrodzenia pracownika "pożerają" koszty firmy inkasso i jej prawnika. Wreszcie praktyka i rzeczywistość jest taka, że jeśli firmie inkasso nie uda się zciągnąć wynagrodzenia od pracodawcy, to zostawiają sprawę i nic nie robią, bo proces przed sądem pracy jest dla nich poważnym ryzykiem kosztowym. Dlatego rozsądny pracownik, któremu pracodawca zalega i nie płaci wynagrodzenia, po prostu podaje pracodawcę do sądu pracy. Nie ma żadnego ryzyka kosztów, poza kosztami podróży do sądu, i tego, że musi poświęcić na to swój czas. I jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia: Większość roszczeń pracowniczych, w zależności od tzw. Tarifvertrag-ów (umowy zbiorowe o pracę) przedawnia się bardzo szybko i w krótkim czasie; np. przy tzw. "Leihfirmach" (firmy. które zatrudniają i wypożyczają pracowników do innych firm) roszczenia pracowników o wynagrodzenia za pracę przedawnia się w ciągu dwóch miesięcy od wymagalności, czyli od dnia, w którym wynagrodzenie zgodnie z umową miało być wypłacone. Tylko wniesienie pozwu do sądu może przerwać bieg tego przedawnienia. Firmy inkasso przeważnie nie informują pracowników o tym przedawnieniu. Dlatego radzę: Sąd pracy w takich sytuacjach jest najlepszym rozwiązaniem. Taki proces nie jest ani trudny, ani uciążliwy. A po procesie pracownik ma w ręku wyrok i może zlecić komornikowi zciągnięcie długu, który ma prawo zastosować środki przymusu wobec pracodawcy dłużnika, a czego nie wolno firmie inkasso.