A
altruistka
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2009
- Odpowiedzi
- 21
Witam Państwa,
bardzo proszę o radę, jaki sąd i postępowanie wybrać jeśli chodzi o dochodzenie zwrotu pieniędzy od os. prywatnej?
Sprawa przestawia się następująco:
na początku roku pożyczyłam swojemu (ówczesnemu) partnerowi ok 10tys zł... przezornie spisałam z nim umowę, z deklaracją zwrotu całości pożyczki do końca marca. Nasze drogi się rozeszły, ale ex obiecał, że odda kase w terminie...niestety tego nie zrobił do dziś. Od Kwietnia monituję go telefonami, smsami i mailami , przypominając, że termin zwrotu środków dawno minął...bez skutku. Zamierzam w tym tygodniu wysłać ostateczne wezwanie do zapłaty z informacją, że w razie braku wpłaty skieruję sprawę do sądu.
Wiem, że człowiek ma pieniądze (a jeśli nie gotówkę to majątek, który mogłby sprzedać) i mogłby oddać dług. Prowadzi firmę i ma obroty na koncie firmowym, ma w domu towar wart tysiące złotych.
Myślałam na początku o sądzie cywilnym, ale jak zobaczyłam, że przy złożeniu wniosku trzeba uiścic opłate w postaci 5% wartości sporu to szczęka mi opadła... nie stać mnie na taki wydatek... Znajomi podpowiedzieli, że podobno w postępowaniu karnym, jest jakiś przepis, mówiący o naprawieniu szkody, który można zastosować do tego typu przypadków...czy to prawda? jeśli tak, to wolałabym "postraszyć" więzieniem i nie płacić za złożenie wniosku w cywilnym...
Bardzo proszę o Państwa rady. Jestem zrospaczona...wyciągając pomocną dłoń do potrzebującego stałam się ofiarą (jak się teraz okazuje) naciągacza. Nie mam w tej chwili wolnych środków na pomoc prawnika lub innych specjalistów
bardzo proszę o radę, jaki sąd i postępowanie wybrać jeśli chodzi o dochodzenie zwrotu pieniędzy od os. prywatnej?
Sprawa przestawia się następująco:
na początku roku pożyczyłam swojemu (ówczesnemu) partnerowi ok 10tys zł... przezornie spisałam z nim umowę, z deklaracją zwrotu całości pożyczki do końca marca. Nasze drogi się rozeszły, ale ex obiecał, że odda kase w terminie...niestety tego nie zrobił do dziś. Od Kwietnia monituję go telefonami, smsami i mailami , przypominając, że termin zwrotu środków dawno minął...bez skutku. Zamierzam w tym tygodniu wysłać ostateczne wezwanie do zapłaty z informacją, że w razie braku wpłaty skieruję sprawę do sądu.
Wiem, że człowiek ma pieniądze (a jeśli nie gotówkę to majątek, który mogłby sprzedać) i mogłby oddać dług. Prowadzi firmę i ma obroty na koncie firmowym, ma w domu towar wart tysiące złotych.
Myślałam na początku o sądzie cywilnym, ale jak zobaczyłam, że przy złożeniu wniosku trzeba uiścic opłate w postaci 5% wartości sporu to szczęka mi opadła... nie stać mnie na taki wydatek... Znajomi podpowiedzieli, że podobno w postępowaniu karnym, jest jakiś przepis, mówiący o naprawieniu szkody, który można zastosować do tego typu przypadków...czy to prawda? jeśli tak, to wolałabym "postraszyć" więzieniem i nie płacić za złożenie wniosku w cywilnym...
Bardzo proszę o Państwa rady. Jestem zrospaczona...wyciągając pomocną dłoń do potrzebującego stałam się ofiarą (jak się teraz okazuje) naciągacza. Nie mam w tej chwili wolnych środków na pomoc prawnika lub innych specjalistów