Praca, aplikacja, doktorat i dziecko

  • Autor wątku Autor wątku Jurysprudensja
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
J

Jurysprudensja

Nowy użytkownik
Dołączył
06.2018
Odpowiedzi
16
Jestem na piątym roku, za miesiąc obrona, od trzech lat pracuje na etacie w kancelarii, od pół roku jestem mamą (na macierzyńskim). Wczoraj moja promotor zapytała, czy nie byłabym zainteresowana doktoratem. Chodzi konkretnie nie o studia doktoranckie, a seminaria, pisanie artykułów, no i oczywiście pracy (do wczoraj nie wiedziałam, że coś takiego jest możliwe).
Zawsze o tym marzyłam i na pytanie: po co ci to? Odpowiedziałabym: Bo chcę:) Generalnie uważam, że to byłoby coś, co mogłabym zrobić tylko dla siebie, co dałoby mi bardzo dużo satysfakcji.
Nie pytam, czy warto, bo w mojej skromnej ocenie tak (choć jeśli ktoś bardzo chce mnie przekonać, ze to głupota, to nie zabraniam;)). Chciałabym jednak poznać zdanie osób, którym udaje się to wszystko połączyć. Czy są w ogóle tacy ludzie? Czy to jest możliwe? Najbardziej boje się o moje życie rodzinne. Córeczka jest malutka, ale wiadomo, że jeszcze chwilę z nią posiedzę. Jest grzeczna, udało mi się przy niej pozdawać najgorsze egzaminy, napisać magisterkę, teraz zamierzam uczyć się na wstępny na aplikację. Potem idzie do żłobka, ale jednak chcę trochę widywać dziecko i spędzać z nim trochę czasu;) Z drugiej strony bardzo mi zależy żeby się rozwijać. Co o tym sądzicie?
 
Co prawda sam nie mam doświadczeń w tym względzie ale mam szereg znajomych, którzy taką próbę podejmowali (aplikacja korpo/kssip plus doktorat). Większość osób zrezygnowała z doktoratu (i to osoby bez dzieci). Nie twierdzę, że nie jest to możliwe ale bardzo trudne. Zwłaszcza kiedy ma się rodzinę i nie chce się być ojcem/matką w weekendy.
 
Nic nie stracisz próbując, ale zrobienie doktoratu jest po prostu potwornie nudne i wymaga ogromnej dozy samozaparcia do przeklejania setek stron tych samych głupot, które są przeklejane od 50 lat. Jeśli pisanie magisterki nie było dla Ciebie fascynującą przygodą, to pewnie zabraknie Ci motywacji. Niestety proza życia prawnika-naukowca jest taka, że trzeba wyprodukować setki stron bełkotu, żeby przemycić jakąś jedną błyskotliwą myśl.
 
No tak podejrzewałam, że raczej nikt mnie po plecach nie poklepie;)
Jeśli o przeklejanie chodzi, to mam świadomość, że trzeba to robić, aczkolwiek gdzieś na końcu jest perspektywa, że kiedyś ktoś będzie przeklejał mnie;) Tak czy siak pomyślę jeszcze o tym i się zorientuję. W końcu koszty niemałe, życie jedno... nie lubię rezygnować, jak już coś zaczynam, no ale z drugiej strony też nie mam pojęcia jak to wygląda, a może się okazać, ze faktycznie to nie do końca dla mnie. Dzięki za odzew!:)
 
musisz sobie odpowiedzieć na pytanie co chcesz w życiu robić i jakie są tego konsekwencje

ile pracy, jaki dochód, jaka satysfakcja i jak to będzie rzutować na Twoje perspektywy zawodowe i być może rodzinne

ja jestem orędownikiem aplikacji (bez aplikacji prawnik nie może być samodzielny)... skończ, którą wybierzesz i zacznij zarabiać i wtedy, jak znajdziesz czas realizuj się naukowo z zabezpieczonym zapleczem zawodowym - z tym, że każdy takie decyzje musi podjąć sam.
 
Skoro pracujesz w kancelarii i marzy Ci się doktorat to po co robić wszystko? Pracuj, zrób doktorat i wpisz się na listę bez egzaminu. Nie widzę zwyczajnie sensu, w Twojej sytuacji, jednocześnie pracować w zawodzie, robić aplikację i doktorat. Przepracujesz 4 lata i podejdziesz do egzaminu bez aplikacji albo zrobisz ten doktorat i się zwyczajnie wpiszesz na listę bez egzaminu.

A co do rozwijania się, to jak widzę tematy niektórych doktoratów i tytuły książek, które są później na ich podstawie wydawane, to serio mam dużo wątpliwości czy doktorat to rozwój ;)
 
DemPlays napisał:
Skoro pracujesz w kancelarii i marzy Ci się doktorat to po co robić wszystko? Pracuj, zrób doktorat i wpisz się na listę bez egzaminu. Nie widzę zwyczajnie sensu, w Twojej sytuacji, jednocześnie pracować w zawodzie, robić aplikację i doktorat. Przepracujesz 4 lata i podejdziesz do egzaminu bez aplikacji albo zrobisz ten doktorat i się zwyczajnie wpiszesz na listę bez egzaminu.

A co do rozwijania się, to jak widzę tematy niektórych doktoratów i tytuły książek, które są później na ich podstawie wydawane, to serio mam dużo wątpliwości czy doktorat to rozwój ;)

Od kiedy doktor prawa może wpisać się na listę bez egzaminu?:) Trzeba mieć doktora habilitowanego lub profesora głupcze..
 
Ostatnia edycja:
Od kiedy doktor prawa może wpisać się na listę bez egzaminu? Trzeba mieć doktora habilitowanego lub profesora głupcze..

Art. 25 ust. 1 pkt 5 ust. o radcach prawnych:
1. Wymogu odbycia aplikacji radcowskiej i złożenia egzaminu radcowskiego nie stosuje się do:
(...)
5) osób, które posiadają stopień naukowy doktora nauk prawnych oraz w okresie 5 lat przed złożeniem wniosku o wpis na listę radców prawnych, łącznie przez okres co najmniej 3 lat:
a) zajmowały stanowisko referendarza sądowego, starszego referendarza sądowego, aplikanta sądowego, aplikanta prokuratorskiego, asystenta sędziego, asystenta prokuratora lub
b) wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej w kancelarii adwokackiej, zespole adwokackim, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej, komandytowej lub komandytowo-akcyjnej (...)

Nie mniej szkoda by mi trochę było praktyki przed sądem (reprezentacji), na doktoracie tego nie doświadczę. No i podejrzewam, ze mój pracodawca byłby mocno niezadowolony, bo liczy na to, że w końcu będzie miał kogo wysyłać na rozprawy, czasem mamy duże kolizje. W ogóle... wiadomo, ze aplikant jest taki trochę przynieś, wynieś, pozamiataj, no a mi zależy na pracy. No i to chyba też nie za dobrze być lepiej wykształconym od szefa.
 
PrawoManiak napisał:
Od kiedy doktor prawa może wpisać się na listę bez egzaminu?:) Trzeba mieć doktora habilitowanego lub profesora głupcze..

Ten post to defincja słowa "samozaoranie" :brawo:

Jesteś w takim momencie, że najważniejszy powinien być rozwój zawodowy, a dr przed imieniem wiele nie wniesie. Trochę filozoficznie to zabrzmi, ale życie to nie jest wyścig i nie musisz wszystkiego robić od razu. Zobacz sobie, jeśli połączysz pracę z aplikacją i doktoratem, jak to będzie wyglądać czasowo. W tygodniu normalna praca do ok 18 i przygotowania do rozpraw. Zostaje Ci okresowe przygotowywanie się do kolokwiów na aplikacji i regularne pisanie artykułów oraz doktoratu w weekend. I tak to będzie wyglądało przez 3-4 lata, a na finiszu pozostaje egzamin zawodowy i sama rozprawa doktorska. Nie mówię, że się nie da, ale chyba chcesz złapać za dużo srok za ogon jednocześnie.

Wybór aplikacji, jeśli chce się korzystać i zarabiać na uprawnieniach procesowych, to dobry wybór. Nie wiem jakie masz relacje z pracodawcą, ale jeśli nie będzie finansował aplikacji lub/i nie zwiększy wynagrodzenia ze względu na zdobyte uprawnienia, to nie widzę sensu tego robić. Aplikant to nie jest "przynieś, wynieś, pozamiataj", tylko dorosła osoba z własnym rozumem, jak się godzi na złe warunki i robienie za darmowe taxi po sądach, to już jest jego sprawa.

Zauważ też, że jeśli zdecydujesz się na ścieżkę 'z doświadczenia', to zaoszczędzone pieniądze możesz przeznaczyć na podniesienie swoich kwalifikacji np. w formie podyplomówki z dziedziny, którą się interesujesz.
 
Z pracodawcą mam relacje bardzo dobre, wręcz koleżeńskie, natomiast nie mam pojęcia jak to będzie wyglądać z finansowym aspektem aplikacji. Nie będę pierwszą aplikantką w kancelarii, a podejrzewam, że inni nie dostawali z tego tytułu żadnej pomocy (a w ogóle to jest częsta praktyka w dużych miastach, że pracodawca finansuje aplikację?- tak z ciekawości pytam).
Pewnie jednak zrezygnuję z tego doktoratu na ten czas. (i na zawsze- wszak moja promotorka nie dalej jak za pięć lat wyjeżdża stąd na stałe). Trochę mi szkoda, ale cóż. Raczej się nie rozdwoję, ani nie rozciagnę doby. A moje dziecko potrzebuje matki.
Dzięki!
 
Powrót
Góra