Nie przestrzegacie praw nauczycieli - POWINNIŚCIE PRZESTRZEGAĆ PRAW SZKOŁY I SPOŁECZEŃSTWA!
Praw szkoły? Doprawdy? A nauczyciele to już nie?
Zamiast hodować w sobie pieniacza i skarżypytę, należy wykształcić w sobie OBYWATELA: nauczyć się rozumieć prawo w sposób właściwy, współżyć z innymi osobami na zasadzie pokojowej - no i walczyć o swoje prawa mądrze! Pyskujesz, a dlaczego nie zapytasz wychowawcy: dlaczego są przekraczane pewne normy procesu nauczania, dlaczego w szkole nie ma rzecznika praw ucznia?
Ponieważ mój wychowawca nie jest osobą, z którą można porozmawiać i nawet jeśliby przyznała nam rację nie pomogłaby nic z tym zrobić, ponieważ droga wychowawczyni zbytnio boi się o posadę i reputację, aby się wychylać. Wsypała nawet własną klasę, dlatego nie oczekuje od niej żadnej pomocy, ponieważ wiem, że się nie doczekam. Do kogo przepraszam ja pyskuje?
Owszem, "bohatersko" trzaskacie książkami (w oczach kolegów zaraz stajecie się wyjątkowo waleczni), odzywacie sie po chamsku, a nie potraficie stosować ugruntowanych argumentów, prowadzić dyskusji - nie pyskówki.
Proszę nie mówić w moim imieniu, ponieważ ja takimże sposobem nie robię, a nauczycieli czasem bardziej przerasta zwykła rozmowa od odzywania się po chamsku, bo przynajmniej z tym drugim mogą coś zrobić, np. metodą pedagogiczną wpisać uwagę.
Jak was nie nauczyli rodzice, szkoła (wiem, czym naprawdę jest WOS, oj, wiem - sama mam syna w liceum), uczcie się sami.
No cóż nie wiem do jakiej szkoły chodzi pan/pani syn, ale u mnie przykładowo lekcja Wos polega na przeczytaniu tematu, a dalej róbta co chceta
Po pierwsze, przyda się na całe życie, po drugie, właśnie w nauce prowadzenia dyskusji, argumentowania można się naprawdę wykazać.
I jeszcze jedno: jeżeli uczeń nie zachowuje się jak nieodpowiedzialny smarkacz, lecz jak osoba dorosła, potrafiąca uzywać głowy i argumentów, a w dodatku nie wrzeszczy i nie ciska przedmiotami, nauczyciele przeważnie z taką osobą się liczą.
Właśnie nie. Spróbuj się odezwać na lekcji sensownie i przedstawić argumenty, to już wiadomo, że masz przechlapane u nauczyciela do końca szkoły.
A że regulamin nie wisi na ścianie, lecz w necie - chyba potrafisz go tam odnaleźć. No i napisać wniosek do dyrekscji o jego wywieszenie na widocznym miejscu.
Oczywiście, że potrafię go znaleźć, to było tylko i wyłącznie w kwestii sprostowania
Do "PAROVUZ":
Niestety, nie masz racji w sprawie statutu szkoły, regulaminu oraz prac społecznych w nim zapisanych. Szkoła ma prawo je wyznaczać, i nie jest to sprzątanie WC, korytarzy czy inne tego rodzaju.
Jak to nie jest to sprzątanie WC?! Często i gęsto moi koledzy sprzątali toalety za np. przyłapanie ich na paleniu
Mushu "ciskasz się", że nauczyciele nie przestrzegają praw uczniów. A pomyślałaś nad tym, czy Twoja koleżanka przestrzega poszczególne punkty Statutu Szkoły? W każdym statucie jest zapis, mówiący iż uczeń ma obowiązek odnosić się z szacunkiem do nauczycieli i innych pracowników szkoły.
Właśnie o to chodzi, nauczyciele nie przestrzegają naszych praw, więc my ich też nie zamierzamy
Czytając tego typu posty nasuwa mi się jedno: niedługo nauczyciel będzie bał się poprosić ucznia o zmazanie tablicy, albowiem pojawi się obawa iż uczeń zacznie szukać artykułów i paragrafów, mówiących że nauczyciel naruszył przepisy itp. Nie dajmy się zwariować.
Czyli mam na to pozwalać, aby nauczyciele robili sobie, co chcieli, bo choć raz jakby ktoś chciał walczyć o swoje prawa to już by było: ,,nie dajmy się zwariować"? Bo na to w tej chwili wychodzi. Skoro już o tym mowa. Nie przesadzajmy, że moja koleżanka zrobiła coś złego trzaskając książkami o ławkę, bo dostała taką samą karę jaką uczniowie dostali za palenie.
Nauczycielka miała prawo postawić za takie zachowanie uwagę.
Zgadzam się, że miała prawo wpisać jej uwagę i co do tego nie widzę żadnych zastrzeżeń. Chodzi mi tylko i wyłącznie o te prace społeczne, bo z tego nie można ich nakazać uczniom choćby nie wiem, co zrobili.
Tak jak autorka powyżeszego postu napisała, walczcie o przestrzeganie praw ucznia - ale z głową, mądrze.
Mądrze, to znaczy jak? Jeślibyście kiedyś poznali moich nauczycieli, byłabym pewna, że zrozumielibyście, że do nich nic nie dociera. Tak nie twierdzą tylko uczniowie, ale również rodzice.