Prawnik i brak odpowiedzi na pisma z sądu

  • Autor wątku Autor wątku olekkurczyk
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
O

olekkurczyk

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2012
Odpowiedzi
9
Witam,

Moja mama założyła w sądzie sprawę korzystając z usług prawnika. Sprawa się ciągnie już rok i polega na wymianie pism między stronami. Raz na 3 miesiące sąd przysyła nam ogromną kopertę z pismami oraz kserami tych poprzednich. Za każdym razem każda ze stron przedstawia swoje postulaty.

Prawnik z którego usług korzystamy unika telefonów mojej Mamy. Gdy już uda się go złapać i umówić na jakiś termin to nigdy nie stawia się na spotkanie. Gdy po godzinie od takiego terminu Mama do niego dzwoni, okazuje się że jest w Zakopanym, Wrocławiu itp. Umawia się na inny termin. I często trzeba być bardzo namolnym żeby w ogóle się spotkać. Niestety, nie jestem w stanie wytłumaczyć Mamie żeby poszukała innego prawnika... Mam wrażenie że może on działać na naszą niekorzyść. Po ostatnim takim piśmie z sądu, powiedział że sam odpowie do sądu, że właściwie nie trzeba składać odpowiedzi i że dogada się z radcą prawnym drugiej strony po cichu.

Czy mógłbym prosić o info czy nieodpowiedzenie na pismo nie poskutkuje przyjęciem warunków drugiej strony? Mam duże wątpliwości czy on złoży odpowiedź, albo czy złoży ją w terminie który mija jutro - mama próbowała umówić się z prawnikiem od ponad tygodnia, dzisiaj zmusiła go żeby przyszedł.

Mam jeszcze jedno pytanie tak BTW, czy skoro sąd korzysta z usług czegoś co bardziej przypomina pocztę pantoflową niż pocztę, czy istnieje możliwość sprawdzenia jakie pisma zostały wysłane do nas z sądu? Zazwyczaj pisma przychodziły co 3 miesiące, teraz minęło trochę więcej czasu, a z tego co słyszałem w telewizji te pisma teraz często giną gdzieś u rzeźnika albo w kiosku.

Bardzo prosił bym o odpowiedź.
 
olekkurczyk napisał:
czy istnieje możliwość sprawdzenia jakie pisma zostały wysłane do nas z sądu?
Bardzo prosił bym o odpowiedź
Zaiste, taka możliwość to zawsze istnieje.

Można spróbować dowiedzieć się tego telefonicznie poprzez Biuro Obsługi Interesantów.
Nie należy się jednak w żadnym wypadku zrażać komunikatem : jesteś 38 w kolejce. Najważniejsze, że w ogóle udało się nam dodzwonić do sądu i ktoś ( albo raczej coś ) odebrało telefon.

Rozmowa z miłą panią, a która udziela informacji na podstawie systemu informatycznego - pewnie nie da oczekiwanych przez nas rezultatów. Pamiętajmy jednak, iż to nie koniecznie musi być wina miłej pani. Czy to nie od dziś jest wiadomo, iż w tym systemie informatycznym - to znaleźć coś może najprędzej chyba tylko CBA ?

Nie mamy zatem innego wyboru i musimy udać się do sądu.
Wcześniej nie zapomnijmy jednak zamówić akt sprawy do czytelni sądowej. Będą naprawdę bardzo prędziutko - najwcześniej za co najmniej jakieś 7 dni. Ale co to jest tydzień wobec całej wieczności !

I wreszcie doczekaliśmy się utęsknionej wizyty w sądzie.
Po odstaniu niewielkiej kolejki do punktu obsługi interesanta - podajemy Pani sygnaturę akt sprawy i dowiadujemy się tego samego co przez telefon - czyli nic nas do końca zadowalającego.

Jednak to nic straconego.
Przecież akta zamówiliśmy do czytelni - musimy tam iść !

Po podaniu sygnatury akt i okazaniu dokumentu tożsamości oraz pozostawieniu swojego autografu w księdze pamiątkowej czytelni - Pani z uśmiechem wręczy nam piękną szarą teczkę zawierającą akta sprawy.

Oczywiście, o ile nie okaże się że przybyliśmy zupełnie na daremno.
A to dlatego bo np. pani z sekretariatu pomyliła sygnaturę i do czytelni poszły nie te akta. Albo że np. akta naszej sprawy są dołączone do akt innej sprawy.

Wtedy nie pozostaje nam nic innego jak tylko obrócić się na pięcie i zamawiać akta jeszcze raz na przyszły tydzień.

Ale miejmy nadzieję, iż niespodzianek nie będzie i po przewertowaniu 50 albo 500 stron akt znajdziemy interesujące nas informacje. Oczywiście jedynie pod tym warunkiem, że umiemy właściwie odczytywać zgromadzone tam informacje i takie hasła jak np. : doręczono ,weszło , wydano - nie są nam zupełnie obce.

Czy w aktach sprawy na pewno jest wszystko co powinno być ?
Ależ wszyściutko, oczywiście ma się rozumieć z wyjątkiem tego czego nie ma bo np. nie zostało jeszcze wpięte do akt albo coś jeszcze inszego.

Jeśli jednak znamy się na tym i mamy nieodparte wrażenie ( graniczące czasami nawet z pewnością ) że w aktach coś brakuje - to nie martwmy się tym na zapas !

Na pewno to czego brakuje zostanie wpięte za tydzień albo za jakieś może trzy tygodnie, a o czym możemy się przekonać zupełnie naocznie - ponownie zamawiając akta do czytelni aby je sobie znów poczytać.

Bo czytanie akt to pożyteczne i nader interesujące zajęcie - a o czym zapewnia Was wszystkich -- osobiście sam ekspert Bedek ;)
 
Ostatnia edycja:
Zawsze całość złożonych pism procesowych w sprawie znajduje się w aktach sprawy w sądzie, dodatkowo Wasz prawnik (nie precyzujesz czy to adwokat czy radca prawny) powinien mieć teczkę z dokumentami w prowadzonej przez siebie sprawie. Wystarczy, jak pisał Bedek - udać się do sądu podając sygnaturę akt sprawy. Jeśli uważacie, że pełnomocnik nie spełnia Waszych oczekiwań należy wypowiedzieć mu pełnomocnictwo i poinformować o tym fakcie sąd. Poszukać innego adwokata/radcy prawnego, który specjalizuje się w sprawach, o które się procesujecie.

Z praktyki: adwokat/radca prawny nie ma tylko jednej jedynej sprawy właśnie tego klienta, w związku z tym zazwyczaj nie spędza całych dni na zajmowaniu się daną sprawą - klienci powinni sobie coś takiego uświadomić. Codzienne telefony do pełnomocnika z zapytaniem co nowego w sprawie, również nie powodują przyspieszenia jej biegu, a wręcz przeciwnie adwokat/radca prawny jest nimi zmęczony i nie odbiera telefonów, od klientów-natrętów. Niestety, ale sprawy sądowe wyglądają tak, że strony przerzucają się pismami procesowymi ze wskazaniem swoich twierdzeń i dowodów przez co te postępowania trwają, zwłaszcza jeśli pomiędzy stronami nie ma konsensusu. Pomijam fakt ilości rozpraw. Dlatego też radzę - więcej cierpliwości. Jeśli jednak jest jej Wam brak radzę zmienić pełnomocnika.
Nasze sądy to nie Sędzia Anna Maria i 45 minut trwająca rozprawa, która od razu kończy się wyrokiem, a kilka ładnych miesięcy, jeśli nie lat.

Odnośnie przesyłanej przez sąd korespondencji również znajduje się w aktach sprawy w postaci tzw. zwrotek (ZPO) - sprawdzicie kiedy sąd wysłał pismo, do kogo i kiedy ten ktoś je odebrał lub nie.
 
olekkurczyk napisał:
Bardzo prosił bym o odpowiedź.

Ekspert Bedek dokładnie wyjaśnił Ci, jak działają polskie sądy i w ogóle polskie prawo.
Nic dodać, nic ująć. Opcja zmiany prawnika jest ok. Proponuję zaciagnąć języka, bo możecie trafić na jeszcze 'zdolniejszego".
 
Zgadzam sie z przedmowcami-zapoznac sie z aktami i wowczas pidjac decyzje odnosnie zmiany pelnomocnika.
Ale prosze byc dobrej mysli-nie we wszystkich sadach jest az tak zle....,,
 
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi :-)
 
Ja nawet w Wa-wie nie spotkałem się z taką litanią, którą podał Bedek. Dziś zamawiam na jutro rano - i mam. Nawet stronom udaje się akta przejrzeć w sekretariacie. Owszem, są problemy z dodzwonieniem się, ale jak już się uda, wiele informacji z wydziałów można otrzymać przez telefon.
 
Bardzo dziękuję za zainteresowanie, otrzymałem zbyt wiele zapytań oraz różnych wątpliwości, tak że nie dam rady na wszystkie odpowiedzieć.

Ale wiele z nich dot. takiej sytuacji gdy w sądzie nie ma ani Biura Obsługi Interesanta ani czytelni akt. I pytacie co wtedy robić ?

Już śpieszę z wyjaśnieniem.

W takiej sytuacji nie ma już innego wyjścia i musimy odszukać w sądzie pokój, na którym będzie pisało coś w takim stylu : "Sekretariat" albo "Kierownik Sekretariatu".

Jak znajdziemy taką tabliczkę - to znaczy że dobrze trafiliśmy i śmiało wchodzimy do pokoju. Podajemy miłej pani numer sygnatury akt i mówimy że chcemy sobie trochę poczytać akta sprawy - bo zupełnie nie mamy czego innego do roboty.

Całe szczęście, że na przygotowanie akt do czytania musimy poczekać na korytarzu, bo możemy bardzo owocnie wykorzystać ten czas. Poznamy zwyczaje i obrządki pań w sądzie, które snują się raz w tą a raz w tamtą stronę oraz możemy posłuchać ich ciekawych gawęd na różne interesujące tematy dot. np. nowo kupionej bluzki albo nowego makijażu.

Gdyby jednak chwila spędzona na korytarzu zaczęła się nam przeciągać więcej niż godzinę - to warto ponownie zapukać do pokoju miłej pani i uprzejmie zagadnąć : przepraszam bardzo że przeszkadzam , czy ja nadal mam czekać ?

Bo jeśli tego nie zrobimy - to może się okazać, że będziemy musieli spędzić nawet i cały dzień na korytarzu. Po prostu miła pani zapomniała sobie o naszym istnieniu a to każdemu się przecież często zdarza.

Z zupełnym zrozumieniem przyjmujemy wyjaśnienie miłej pani, że już dawno znalazła szarą teczkę naszej sprawy - ale sygnaturę na teczce ktoś wpisał zupełnie inną i nie zgadza się żadne cyfra.

Wreszcie jednak uzyskujemy to co chcemy - czyli znaną nam już piękną szarą teczkę, zupełnie wygodne krzesełko oraz maleńki stoliczek na którym ( o dziwo ! ) jakoś udało się nam zmieścić akta po ich rozłożeniu. Co prawda na stoliczku nie ma już miejsca na robienie notatek - ale przecież od czego wreszcie mamy kolano.

My jesteśmy jednak bardzo sprytni, mamy coś jeszcze w zanadrzu !
Przyszliśmy do sądu uzbrojeni w aparat fotograficzny, wyciągamy go i nie zawahamy się go użyć !

I nagle, zupełnie niepodziewanie pada : a czy zgoda na fotografowanie to jest ?
Nie da się ukryć, to pytanie to jednak skierowane jest do nas.
Na udawanie głuchego ( albo ślepego ) to już chyba zupełnie jest za późno - no to odpowiadamy nieśmiało : a to trzeba mieć jakąś zgodę ?

Okazuje się, że trzeba i do tego jeszcze pisemną.
No to nie ma innego wyjścia : piszemy podanie, wyszczególniamy które strony będziemy fotografować i.... udajemy się na znany nam już aż za dobrze korytarz sądowy.

O dziwo, tym razem czekamy niecałe 20 minut i miła Pani już nas woła. Jest zgoda na fotografowanie ale uwaga : pod żadnym pozorem nie wolne fotografować stron, na których starożytny postawił hieroglify !

Jasne, oczywiście - hieroglifów nie wolno , ale po co nam one ?
Przecież w aktach jest tyle różnych innych znacznie ciekawszych stron.
I wreszcie nadeszła ta utęskniona i długo oczekiwana chwila - pstrykamy, pstrykamy i pstrykamy na lewo i na prawo naszym aparatem.

Oczywiście hieroglify musimy staranie omijać - bo jak później miła pani każe nam pokazać aparat i jak znajdzie choćby jedną stronę z tymi hieroglifami - to :wow:

W końcu naszej pasjonującej przygody musimy jeszcze złożyć podpis na specjalnym pergaminie, który pani wydrukuje i nam podsunie. A to jest po to aby potomni wiedzieli i pamiętali o naszych odwiedzinach w szacownym gmachu sądowym.

I teraz jesteśmy już zupełnie wolni i możemy powrócić do innych - już naprawdę znacznie mniej ciekawszych zajęć jak np. majowa randka w parku.
 
Jeszcze owej pani można zlecić skserowanie stron, tych bez hieroglifów.
Oczywiście skrobiąc pismo, lub wypełniając gotowy druczek. Proszę nie zapominać o kilkunastu zeta - usługa odpłatna.:D
 
Tak jest, korf właśnie zapowiedział 3 część mojego poradnika.
Ukaże się ona niebawem...
 
bedek, muszę ci powiedzieć że zabiłeś mnie pierwszym swoim postem w tym temacie.
 
Powrót
Góra