Prawo autorskie w pracy

  • Autor wątku Autor wątku deltus
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
deltus

deltus

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2008
Odpowiedzi
8
Pracuję w Domu Kultury, który jest działem Spółdzielni Mieszkaniowej. Spółdzielnia wydaje gazetkę i co jakiś czas jestem zobowiązany przez moją zwierzchniczkę do pisania krótkich artykułów, jednak zwierzchniczka zabrania mi podpisania się pod moimi artykułami oraz fotografiami. Ostatnio przygotowałem dużą ekspozycję zdjęć w korytarzu Domu Kultury. Zdjęcia z działalności sekcji wykonywałem w ramach godzin pracy, ale swoim sprzętem gdyż służbowy jest bardzo stary i kiepskiej jakości. Pozwoliłem sobie podpisać zdjęcia treścią: Fotografował /i tu imię i nazwisko/. Podczas mojego urlopu zwierzchniczka nakazała usunąć karteczki z informacją o autorze. Czy to zwykła złośliwość czy może szefowa ma prawo do takich zachowań? Co Państwo myślicie na ten temat? Uważam, że mam prawo do podpisywania treści i fotografii mojego autorstwa. Nie chodzi mi o dodatkową zapłatę. Kto z Państwa podpowie mi podstawę prawną w tej kwestii? Będę bardzo wdzięczny.
 
Nie ma prawa. Autorskie prawa osobiste.

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Art. 16.
Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i nie podlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu,
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo,
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania,
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności,
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.

Oczywiście reszta praw (majątkowe) należy do pracodawcy.
 
Ja myślę że masz pełne prawo do udostepniania swoich zdjęc anonimowo i tak się z szefową umówiłeś lub umówisz.
 
tylko ze on nie chce anonimowo, wręcz przeciwnie...

Odpowiedz w poście Stefana Batorego, nie może Tobie szefowa zakazać podpisywania Twoich zdjęc, nawet jak przejdą na nią prawa autorskie majątkowe.
 
[cytat:1x0f6a7s]tylko ze on nie chce anonimowo, wręcz przeciwnie...[/cytat:1x0f6a7s]
z treści jego postu to niestety nie wynika. Wyczytałem z niego że chce się dowiedzieć:
[cytat:1x0f6a7s]Co Państwo myślicie na ten temat? [/cytat:1x0f6a7s]
 
Nie chce mi się w każdym temacie wpadać w jakąs utarczkę słowną...
Cytat z pierwszego posta.
[cytat:jk3bijrj]Podczas mojego urlopu zwierzchniczka nakazała usunąć karteczki z informacją o autorze. Czy to zwykła złośliwość czy może szefowa ma prawo do takich zachowań? Co Państwo myślicie na ten temat? Uważam, że mam prawo do podpisywania treści i fotografii mojego autorstwa.[/cytat:jk3bijrj]

Dodam jeszcze do autora, że ewentualne konsekwencje naruszenia Twoich praw masz opisane w art. 78 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych.
 
deltus chce załatwic sprawę polubownie. Nie chce kasy, ani wylecieć z roboty, ani wyciągać konsekwencji.
Najprostszą polubowną metodę załatwienia sprawy podałem - umówienie się z szefową o anonimowe udostępnienie swoich zdjęć w majestacie Prawa Autorskiego.
 
[cytat="zolko":180tzhur]Ja myślę że masz pełne prawo do udostepniania swoich zdjęc anonimowo i tak się z szefową umówiłeś lub umówisz.[/cytat:180tzhur]
....... nie bardzo rozumiem "zolko" w tej wypowiedzi. W tej drugiej juz bardziej.
Oczywiście, że prawo do udostępniania zdjęć anonimowo mam i z szefową umawiać się nie muszę. Wcześniej też nie musiałem. Chodzi o to, że w tej ekspozycji znajduje się kilkanaście fotografii o innym niż dotąd /wyższym/poziom artystycznym nad którymi można powiedzieć - napracowałem się. Wcześniej były to zwykłe reporterskie zdjęcia na które nikt pod kątem artystycznym nie patrzył.. Właśnie niedawno postanowiłem zaryzykować i przyznaję się , że bez konsultacji z szefową podpisać się pod moimi pracami. Teraz wiem, ze było to ryzykowne. Śmiem uważać , że szefowa chciała sama być posądzona /hehe/ o te fotografie. Podobnie było z artykułami prasowymi. Kiedy pisałem zwykłe zapowiedzi lub opisywałem bez emocji artykuły prasowe wtedy było wszystko w porządku. Kiedy jednak kusiłem się o poważniejszą eseistykę zaczynały się schody, które doprowadziły do wielkiej awantury / między mną a szefową/. A w awanturze ukazało się drugie dno sprawy. Okazało się, że nie może występować w periodyku moje nazwisko ponieważ pieniądze za wierszówki bierze jeden z członków Rady Nadzorczej. Tak więc gazeta musiała wyglądać , tak jakby on ją prowadził z inną koleżanką redaktorką. Co nie zmienia faktu, że jak wcześniej wydawało mi się i sądząc po wypowiedziach prawo leży po mojej stronie.
Zolko-------- anonimowo to blondynki jeżdżą do 'czech". Ja nie bede nikogo o to prosił ani sie w tej kwestii umawiał z nikim. Chodzi o ten jeden przypadek, który zakrawa na swoisty mobbing.
 
[cytat:3bjfv8am]anonimowo to blondynki jeżdżą do 'czech"[/cytat:3bjfv8am]
Być może jeżdżą, ale nie przyjmują propozycji sfinansowania wycieczki w ramach "wynagrodzenia" bo mają za darmo.
Prawo leży po twojej stronie ale nie masz roszczeń... Gdybyś miał to sprecyzuj je i sprawdż z pomocą tego forum czy są realne. Ostateczna ocena ryzyka i jego ewentualne podjęcie i tak należy do ciebie.
 
zolko:
Roszczenie jest jasno okreslone: autor chce aby fotki byly podpisane jego nazwiskiem.
Mysle ze jakby szefowej uswiadomic ze fotograf ma do tego prawo (a lamanie tego jest karalne i potencjalnie kosztowne) to problem zniknie.
 
Wątpię. Gdyby tak było, to by jej o tym powiedział. Deltus albo chce kolekcjonować "haki" na szefową "na wszelki wypadek" albo chce kompromisu podobnego jak pracownik, który przychodzi do szefa i chce podwyżkę albo odejdzie z pracy. Po krótkiej wymianie zdań dochodzi do kompromisu - pracownik nie odchodzi a szef nie daje podwyżki.
W tym przypadku szefowa szybko uświadomiłaby go również że dochodzenie swoich praw Deltusowi się nie opłaca.
 
Zolko masz trochę racji z hakami. Mogą się przydać. Czasem w Domu Kultury dzieje się coś co jest dobrym tematem fotografii więc nie chcę teraz "wielkiej wojny" bo wychodzi na to, że dostałbym do podpisania swoistą lojalkę co do praw autorskich, które cedowane byłyby na instytucję. A w takim układzie zdjęcia wykorzystam na poważnej wystawie, a tu chodzi o zwykłą "gazetkę". Jednak chciałem wiedzieć jakie paragrafy stoją za mną. Bo to, że od jakiegoś czasu stoi czyjaś zazdrość, złośliwość chęć pokazania jak może ktoś przycierać komuś nos. Ktoś ma władzę, a nie ma autorytetu, wiedzy i zazdrości umiejętności każdemu i na każdym kroku. Ktoś kto zajął stanowisko dzięki całowaniu kogoś w mało szacowną część ciała i kto myśli, że ludzie go nie widzą i nie podsumowują. Ktoś kto dotarł na jakieś stanowisko w myśl aforyzmu: Najdalej dociera postać w kształcie zera. Pozdrawiam Forumowiczów i dziękuję za informacjehttp://forumprawne.org/o,3,89326.html#
:ok:
 
Moja ostatnia porada dla Deltusa w tej sprawie:
Rozważ czy nie zmienić pracy na taką, w której będziesz mógł się realizować jako fotograf i gdzie będą szanować twoje prawa jako autora.
 
Rzeczpospolita 22 lipiec 2008
[cytat:2pcj8wwv]Firma może rozpowszechniać utwory stworzone przez swego pracownika, ale powinny być one podpisane nazwiskiem twórcy
Firma, w której pracowałem jako ilustrator,opublikowała w gazecie branżowej mój rysunek bez podpisu. Nie ujęto mnie jako autora rysunku ani pod nim, ani w żadnym innym miejscu. W umowie o pracę znajdował się zapis, że mam zajmować się ilustrowaniem (już tam nie pracuję). Czy firma ma prawo nadal korzystać z moich ilustracji i to bez wskazywania mnie jako autora? – pyta czytelnik DF.
Zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, o ile umowa o pracę niestanowi inaczej, prawa autorskie majątkowe do utworu stworzonego przez pracownika w ramach stosunku pracy przechodzą na pracodawcę. A zatem, jeżeli umowa o pracę czytelnika nie mówiła nic innego,przekazując wykonaną ilustrację pracodawcy, wyraził on zgodę na jej rozpowszechnianie.
Inaczej jednak sprawa się ma w przypadku osobistych praw autorskich. Te pozostają przy twórcy, a więc konkretnej osobie, która dany utwór wykonała. Nie można się ich ani zrzec, ani zbyć. Jednym z nich jest właśnie prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem, pseudonimem albo udostępnienia go anonimowo. Od decyzji czytelnika zależy więc, czy ilustracja ma być podpisana, czy też chce swoje dane zataić – przy czym przyjmuje się, że jeżeli tylko nie zastrzegł wyraźnie swojej anonimowości, opublikowana ilustracja powinna była być podpisana nazwiskiem czytelnika.
Skoro takiego podpisu brakowało, może on zażądać od pracodawcy, aby usunął skutki na-ruszenia jego praw, np. poprzez publiczne oświadczenie, że to czytelnik jest autorem opublikowanej ilustracji (najlepiej na łamach pisma, w którym ją opublikowano), albo poprzez ponowne opublikowanie ilustracji,tym razem podpisanej nazwiskiem twórcy. Ponadto może się też domagać zadośćuczynienia za doznaną krzywdę moralną lub uiszczenia przez byłego pracodawcę kwoty pieniężnej na wskazany cel społeczny, ale tylko wtedy, gdy działanie firmy było zawinione. Czytelnik musiałby wykazać przed sądem winę pracodawcy, co w praktyce może okazać się niełatwe. Trzeba też zaznaczyć, że sąd może odmówić zasądzenia zadośćuczynienia, jeżeli uzna, że doznana krzywda została powetowana winny sposób. Może się też oczywiście okazać, że naruszenie praw czytelnika nie było skutkiem działania pracodawcy, lecz niedopatrzenia wydawcy. W takiej sytuacji pracodawca powinien zwrócić się do wydawcy o zamieszczenie stosownego sprostowania w najbliższym numerze pisma.
Podstawa prawna: art. 12, 16 i 78 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (DzU z 2006 nr 90 poz. 631 z późn. zm.)Autor jest partnerem w kancelarii Kaczor Klimczyk Pucher Wypiór[/cytat:2pcj8wwv]
http://www.rp.pl/artykul/165549.html
 
Jeżeli nie nowa praca, to Deltus mógłby publikowac zdjęcia pod pseudonimem i umówić się z szefową, żeby tym pseudonimem było imię i nazwisko szefowej. Sądząc z poprzednich postów, szefowej po prostu nie wypadało tego zaproponować. Dlatego Deltus powinien przejąć inicjatywę - złożyć taką propozycję i oczekiwać korzyści typu podwyżka, awans, uznanie itp.
 
"publikowac zdjęcia pod pseudonimem i umówić się z szefową, żeby tym pseudonimem było imię i nazwisko szefowej." zolko to kapitalny pomysł. Pozostawię sobie tę propozycję dla tej chorej kobiety na odpowiedni moment. Jak dotąd temat nie został poruszony. Upiorna złośliwa kobieta przysnęła i uważa, że wszystko w porządku bo ""głupi" się nie domyślił, albo mu nie zależało skoro się nie odzywa". I tu się myli bo chmurki się zbierają. Ale, że należę do tych, którzy lubią przejaśnienia i słońce na moim podwórku i jak dotąd spełnia mi się to, to po prostu nie mieszam w tych chmurkach / porównanie do czegoś co jak się rusza pasowałoby bardziej/ Pies, pieseczek, pogrzebany leży bowiem tam gdzie zabrakło boskiej sprawiedliwości w dzieleniu dla tej pani wszystkim dosłownie co zwie się urokiem osobistym i zdolnością.No niech mi ktoś powie, że nie ma brzydkich kobiet tylko są nie zadbane to chyba przesilę tę panią na fotografii a chyba wierzycie, że zrobiłem trochę odpowiednich. Naprawdę chodzi mi tylko by być "po prawie" co do moich prac. Chyba dlatego, że od lat kilku nie tylko ja ale także inni pracownicy doświadczam y mobbingu ze strony tej pani. Sprawa jednak nie do ruszenia względem porządku z tą kobietą ponieważ to co się dzieje nie dzieje się co dzień, czy co tydzień. Częściej raz na miesiąc ale o dziwo dość przewlekle. Najczęściej jest to wrzask w kierunku pracownika z powodów wymyślanych przez wrzeszczącą, która potrafi mówić o czymś czego nie było, albo o czymś co było w sposób zupełnie odwrotny. Może ktoś zna sposób prawny na takie zdziczenie dyrektora, który czuje się bezkarny bo wybrany przez kogoś tam. Czy nagranie na dyktafon takiego zachowania może być później dowodem przeciwko? Mam kilka takich chorych wystąpień.Pozdrawiam i proszę o poradę
 
Prawo autorskie a organizacja wystawy oświatowej

Nie chcę zakładać nowego tematy, a moja sprawa dotyczy podobnego problemu. Otóż mam przygotować wystawę starych zdjęć znajdujących się w archiwum ośrodka kultury. Problem jest taki, że większość z nich jest "anonimowa", nie ma ani podpisu autora, ani daty zrobienia zdjęcia, ani miejsca wykonania. W kilku przypadkach jest na odwrocie pieczątka z nazwiskiem autora. Czy mam wystarać się o jego zgodę na rozpowszechnianie fotografii, na udostępnienie do celów edukacyjnych teraz na wystawę i później, jak np. ktoś przyjdzie i będzie szukał materiałów do pracy magisterskiej? A co w przypadku, kiedy autor już nie żyje? Czy muszę skontaktować się z kimś z jego rodziny i wyprosić o zgodę? Dodam, że fotografie są z lat 1939-1979. Autorami, co udało mi się ustalić, były osoby związane z ówczesnymi władzami samorządowymi i zakładami pracy. Co w przypadku, jak nie uda mi się ustalić autora? Czy mogę wykorzystać takie zdjęcie i wystarczy tylko adnotacja, że autor nieznany? Nie mam też pojęcia, czy któreś już nie były publikowane na łamach prasy wcześniej. Tematem fotografii jest architektura oraz wydarzenia z życia miasta, nie ma tam żadnych prywatnych fotografii. I czy można wykorzystać fotografie (tzw. legitymacyjne) osób będących niegdyś u władzy miasta czy też konieczna jest zgoda tych osób lub ich rodzin? Wszystko to oczywiście wyłącznie do celów edukacyjnych. Proszę o wyjaśnienia, bo im więcej czytam na temat prawa autorskiego, tym więcej mam wątpliwości...
 
Ryzyko niewielkie. W przypadku naruszeń do polubownego załatwienia. Zdrowy Rozsądek górą.
 
Powrót
Góra