E
El Muerto
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2026
- Odpowiedzi
- 4
Dzień dobry, mam krótkie pytanie. Od 2021 mieszkam w Holandii. W listopadzie 2024 zostało mi zatrzymane (korespondencyjnie) prawo jazdy w polsce. Dodam, iż nie posiadałem samochodu, oraz nie prowadziłem samochodu na terytorium polski od 2021 roku. W 2024 przebywałem przez pół roku w areszcie śledczym, gdzie przez jakiś czas miałem przepisywane benzodiazepiny. Prawo jazdy zostało zatrzymane ponieważ być może jestem zagrożeniem dla ruchu drogowego, ze względu na pomówienie mojej osoby odnośnie rzekomego uzależnienia od benzodiazepin. Co jest bzdurą, ponieważ odstawiono mi je w maju, a z aresztu wyszedłem 29 sierpnia.
1-Czy w polskim prawie naprawdę można zatrzymać prawo jazdy bez badań, osobie która nie prowadziła samochodu w polsce od kilku lat oraz w niej nie mieszka?
2-czy to nie powinno przypadkiem być tak, iż powinno mi zostać udowodnione, że jestem uzależniony? Miliony alkoholików jeżdżą każdego dnia w naszym kraju, i mają się dobrze. Nie twierdzę, że jeżdżą oni pijani.
3-rozumiem, że jest to jakaś nowość w przepisach naszego kraju. Czy istnieje jakiś wykaz środków od których można oraz nie można być uzależnionym? Naprawdę sytuacja jest dla mnie CHORA. W lutym 2024 przyleciałem do polski samolotem na 2 tygodnie. Trafiłem do aresztu śledczego. Nie prowadziłem samochodu od 2021 roku. Nie mam żadnych punktów karnych ani mandatów. Od lat nie miałem żadnej kontroli drogowej, testów badania alkomatem na poziom alkoholu we krwi, ani badań antynarkotykowych. W listopadzie 2024 dostałem pismo, iż zatrzymano mi prawo jazdy, ponieważ nie stawiłem się na badania lekarskie. Poprosiłem Panią w urzędzie miejskim o pokazanie mi daty oraz podpisu odebranych przeze mnie rzekomo wezwań. Odpowiedź którą dostałem była mniej więcej taka "i tutaj dochodzimy do makamentu państwa polskiego. Otóz awizo, które nie zostało odebrane 2 razy, traktowane jest jako odebrane. Moje mieszkanie w PL stoi puste, nie latam co tydzień do kraju sprawdać czy może któś mi nie zatrzymał prawa jazdy.. Sami Państwo rozumieją. Sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, iż zawiadomienia te przychodziły do mieszkania, kiedy przebywałem w areszcie śledczym. Brak mi słów...
4-w piśmie jest zawarte, iż na podstawie wywiadu ze mną, biegli stwierdzili (kwiecień 2024), iż jest uzależniony od benzodiazepin, spuszczanych przeze mnie w toalecie.
Podczas gdy powiedziałem im, iż leczę się paroksetyną, oraz doraźnie benzodiazepinami. Prawo jazdy zabrał o urząd miejski w imieniu prezydenta miasta, na wniosek prokuratora.. Ponieważ być może oraz być może..
5-badania kosztują około 1500zł. Byłem wtedy oraz jestem teraz osobą bezrobotną. Mieszkam u mojej dziewczyny w Holandii.. Czy mogę starać się o zwrot pieniędzy bądź zwolnienie z opłat? Przypominam-nie jechałem samochodem, nie mam samochodu, punktów, mandatów, nie miałem badań alkomatem itd..
6-zatrzymanie mi prawa jazdy praktycznie uniemożliwia mi podjęcie pracy w PL. Mieskam w miejscu, gdzie praca na 2 zmiany nie wchodzi w grę, nie posiadając samochodu. Mało tego-od wielu lat leczę się na depresję oraz fobię społeczną-nie wsiądę do autobusu, czuję się w nim niepewnie. Czy mogę ubiegać się o zadośćuczynienie z racji pogmatwania mi życia w taki oto sposób?
7-od 1 marca do prawie końca kwietnia ani razu nie dostałem paroksetyny, przez co mój stan psychiczny bardzo się pogorszył. Informowałem psychiatrę w areszcie oraz rodzinę (listownie) iż nie dostaje leków i czuje się tragicznie. Powiedziano mi, że leku NIE MA!!!! na stanie. Kilka dni później upomniałem się pielęgniarce, że nadal nie dostaje antydepresantów. Powiedziała mi, że NIE MA!!! Oraz dała do zrozumienia, żebym więcej nie pytał. Strażnik więzienny zaproponował, że może mi w**** gumowym młotkiem w twarz-że użyje takiego słowa.
Czy mogę się tutaj ubiegać o zadośćuczynienie finansowe, bądź chociażby poniesienie przez kogoś jakiejkolwiek odpowiedzialności? Nie rozumiem, jak można osobie chorej od ponad dekady na nerwicę lękową, depresję oraz fobię społeczną odstawić leki, nie dając niczego w zamian? O zamiennikach nawet nie wspomnę. Tutaj pan prokurator oraz pan prezydent miasta w żaden sposób się nie wykazali.
8-przez otocznie oraz rodzinę jestem nazywany "ćpunem" któremu zabrano prawo jazdy. Czuję się pomówiony oraz szykanowany. Nie zasłużyłem sobie na to w żaden sposób. Ogólnie moje życie legło w gruzach. Nie mam pracy, pieniędzy ani nawet prawa jazdy. Moje dobre imię zostało zniszczone. Czy jest jakaś realna szansa na odszkodowanie z racji nie podawania mi antydepresantu, którego miesięczna dawka kosztuje 8,60zł, szykanowania oraz pomawiania mojej osoby, zabrania prawa jazdy co de facto uniemożliwia mi podjęcie pracy? Dodam jeszcze, że zostałem wywieziony na drugi koniec polski, do aresztu w poznaniu, gdzie miałem być na oddziale szpitalnym/terapeutycznym. NIGDY TAM NIE TRAFIŁEM. Siedziałem w "normalnej" części. Z leków miałem tylko benzo przez pierwsze 2 miesiące... Nie będę opisywać jaką katorgą jest dla kogoś cierpiącego na depresję, nerwicę lękową oraz fobię społeczną odstawienie antydepresantu i "olanie" mojego zdrowia. Chciałem jeszcze dodać iż w momencie aresztowania studiowałem. To też runęło. Pozostały tylko długi za miesiące w które nie chodziłem oraz nie płaciłem.
9-jeszcze jedno-rozprawę miałem mieć 28 czerwca, jednak prokuratura z jakiegoś powodu nie wysłała (zapomniała. nie zdążyła?) odpowiedzi na moje odwołanie się od przedłużenia aresztu śledczego. 1go marca zostałem aresztowany na 3 miesiące, pod koniec maja przedłużono mi areszt, od czego się odwołałem... Skutek odwołania był taki, jak Państwo widzą w tym podpunkcie. NIGDY nie dostałem żadnego pismo ani jakichkolwiek wyjaśnień dlaczego przed zaniedbanie/błąd/celowe działanie prokuratury musiałem czekać na kolejny termin rozprawy ponad DWA MIESIĄCE, to jest do 29 sierpnia.
Opiszę jak to wyglądało w dniu w którym miała być rozprawa:
7 rano-prowiant i hasło szykuj się
7 50 <tu nazwisko> szykuj się, za 5 minut wychodzisz na rozprawę
7 55 <tu nazwisko> nigdzie nie jedziesz, cyrk jest jakiś. Nie wysłali Twojego odwołania do sądu. Sprawa odwołana.
Po 2-3 tygodniach łaskawie przysłano mi datę rozprawy oraz kolejne przedłużenie sankcji
Czy tutaj również nie należy mi się żadne zadośćuczynienie, słowo przepraszam, jakieś wyjaśnienia, cokolwiek?
Przepraszam za chaotyczność, ale jestem wykończony nerwowo
1-Czy w polskim prawie naprawdę można zatrzymać prawo jazdy bez badań, osobie która nie prowadziła samochodu w polsce od kilku lat oraz w niej nie mieszka?
2-czy to nie powinno przypadkiem być tak, iż powinno mi zostać udowodnione, że jestem uzależniony? Miliony alkoholików jeżdżą każdego dnia w naszym kraju, i mają się dobrze. Nie twierdzę, że jeżdżą oni pijani.
3-rozumiem, że jest to jakaś nowość w przepisach naszego kraju. Czy istnieje jakiś wykaz środków od których można oraz nie można być uzależnionym? Naprawdę sytuacja jest dla mnie CHORA. W lutym 2024 przyleciałem do polski samolotem na 2 tygodnie. Trafiłem do aresztu śledczego. Nie prowadziłem samochodu od 2021 roku. Nie mam żadnych punktów karnych ani mandatów. Od lat nie miałem żadnej kontroli drogowej, testów badania alkomatem na poziom alkoholu we krwi, ani badań antynarkotykowych. W listopadzie 2024 dostałem pismo, iż zatrzymano mi prawo jazdy, ponieważ nie stawiłem się na badania lekarskie. Poprosiłem Panią w urzędzie miejskim o pokazanie mi daty oraz podpisu odebranych przeze mnie rzekomo wezwań. Odpowiedź którą dostałem była mniej więcej taka "i tutaj dochodzimy do makamentu państwa polskiego. Otóz awizo, które nie zostało odebrane 2 razy, traktowane jest jako odebrane. Moje mieszkanie w PL stoi puste, nie latam co tydzień do kraju sprawdać czy może któś mi nie zatrzymał prawa jazdy.. Sami Państwo rozumieją. Sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, iż zawiadomienia te przychodziły do mieszkania, kiedy przebywałem w areszcie śledczym. Brak mi słów...
4-w piśmie jest zawarte, iż na podstawie wywiadu ze mną, biegli stwierdzili (kwiecień 2024), iż jest uzależniony od benzodiazepin, spuszczanych przeze mnie w toalecie.
Podczas gdy powiedziałem im, iż leczę się paroksetyną, oraz doraźnie benzodiazepinami. Prawo jazdy zabrał o urząd miejski w imieniu prezydenta miasta, na wniosek prokuratora.. Ponieważ być może oraz być może..
5-badania kosztują około 1500zł. Byłem wtedy oraz jestem teraz osobą bezrobotną. Mieszkam u mojej dziewczyny w Holandii.. Czy mogę starać się o zwrot pieniędzy bądź zwolnienie z opłat? Przypominam-nie jechałem samochodem, nie mam samochodu, punktów, mandatów, nie miałem badań alkomatem itd..
6-zatrzymanie mi prawa jazdy praktycznie uniemożliwia mi podjęcie pracy w PL. Mieskam w miejscu, gdzie praca na 2 zmiany nie wchodzi w grę, nie posiadając samochodu. Mało tego-od wielu lat leczę się na depresję oraz fobię społeczną-nie wsiądę do autobusu, czuję się w nim niepewnie. Czy mogę ubiegać się o zadośćuczynienie z racji pogmatwania mi życia w taki oto sposób?
7-od 1 marca do prawie końca kwietnia ani razu nie dostałem paroksetyny, przez co mój stan psychiczny bardzo się pogorszył. Informowałem psychiatrę w areszcie oraz rodzinę (listownie) iż nie dostaje leków i czuje się tragicznie. Powiedziano mi, że leku NIE MA!!!! na stanie. Kilka dni później upomniałem się pielęgniarce, że nadal nie dostaje antydepresantów. Powiedziała mi, że NIE MA!!! Oraz dała do zrozumienia, żebym więcej nie pytał. Strażnik więzienny zaproponował, że może mi w**** gumowym młotkiem w twarz-że użyje takiego słowa.
Czy mogę się tutaj ubiegać o zadośćuczynienie finansowe, bądź chociażby poniesienie przez kogoś jakiejkolwiek odpowiedzialności? Nie rozumiem, jak można osobie chorej od ponad dekady na nerwicę lękową, depresję oraz fobię społeczną odstawić leki, nie dając niczego w zamian? O zamiennikach nawet nie wspomnę. Tutaj pan prokurator oraz pan prezydent miasta w żaden sposób się nie wykazali.
8-przez otocznie oraz rodzinę jestem nazywany "ćpunem" któremu zabrano prawo jazdy. Czuję się pomówiony oraz szykanowany. Nie zasłużyłem sobie na to w żaden sposób. Ogólnie moje życie legło w gruzach. Nie mam pracy, pieniędzy ani nawet prawa jazdy. Moje dobre imię zostało zniszczone. Czy jest jakaś realna szansa na odszkodowanie z racji nie podawania mi antydepresantu, którego miesięczna dawka kosztuje 8,60zł, szykanowania oraz pomawiania mojej osoby, zabrania prawa jazdy co de facto uniemożliwia mi podjęcie pracy? Dodam jeszcze, że zostałem wywieziony na drugi koniec polski, do aresztu w poznaniu, gdzie miałem być na oddziale szpitalnym/terapeutycznym. NIGDY TAM NIE TRAFIŁEM. Siedziałem w "normalnej" części. Z leków miałem tylko benzo przez pierwsze 2 miesiące... Nie będę opisywać jaką katorgą jest dla kogoś cierpiącego na depresję, nerwicę lękową oraz fobię społeczną odstawienie antydepresantu i "olanie" mojego zdrowia. Chciałem jeszcze dodać iż w momencie aresztowania studiowałem. To też runęło. Pozostały tylko długi za miesiące w które nie chodziłem oraz nie płaciłem.
9-jeszcze jedno-rozprawę miałem mieć 28 czerwca, jednak prokuratura z jakiegoś powodu nie wysłała (zapomniała. nie zdążyła?) odpowiedzi na moje odwołanie się od przedłużenia aresztu śledczego. 1go marca zostałem aresztowany na 3 miesiące, pod koniec maja przedłużono mi areszt, od czego się odwołałem... Skutek odwołania był taki, jak Państwo widzą w tym podpunkcie. NIGDY nie dostałem żadnego pismo ani jakichkolwiek wyjaśnień dlaczego przed zaniedbanie/błąd/celowe działanie prokuratury musiałem czekać na kolejny termin rozprawy ponad DWA MIESIĄCE, to jest do 29 sierpnia.
Opiszę jak to wyglądało w dniu w którym miała być rozprawa:
7 rano-prowiant i hasło szykuj się
7 50 <tu nazwisko> szykuj się, za 5 minut wychodzisz na rozprawę
7 55 <tu nazwisko> nigdzie nie jedziesz, cyrk jest jakiś. Nie wysłali Twojego odwołania do sądu. Sprawa odwołana.
Po 2-3 tygodniach łaskawie przysłano mi datę rozprawy oraz kolejne przedłużenie sankcji
Czy tutaj również nie należy mi się żadne zadośćuczynienie, słowo przepraszam, jakieś wyjaśnienia, cokolwiek?
Przepraszam za chaotyczność, ale jestem wykończony nerwowo