B
bogdano
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2007
- Odpowiedzi
- 5
Witam,
Mam pytanie w związku z odpowiedzią Sądu Najwyższego:
"nie można stawiać zarzutu składania fałszywych zeznań komuś, kto przesłuchany jako świadek w śledztwie dotyczącym innego przestępstwa może usłyszeć zarzut popełnienia przestępstwa".
Wydaje mi się że z powodu tego traci sens ściganie kogokolwiek pod zarzutem składania fałszywych zeznań. W związku z tym odpowiedzialność za składanie fałszywych zeznań staje się martwym przepisem i każdy składający zeznania może bezkarnie kłamać. Zawsze przecież obrońca może się powołać na tę decyzję Sądu.
I nawet jeśli broniący się przed zarzutami składania fałszywych zeznań nie zostanie o nic oskarżony to przecież zawsze "mógłby usłyszeć zarzut popełnienia przestępstwa", bo tak nigdy nie wiadomo co próbuje ukryć.
Chyba że w świetle tej decyzji aby postawić zarzuty składania fałszywych zeznań można udownić tylko wtedy, gdy wcześniej prokuratura udowodni że świadek jest nieskazitelnie czysty, nie ma zupełnie nic na sumieniu i w związku z tym nie ma prawa do składania fałszywych zeznań. Ale czy udowadnianie totalniej niewinności świadka aby postawić mu zarzut składania fałszych zeznań nie jest absurdem?
Sąd w uzasadnieniu decyzji powołuje się na spisane prawa do obrony i nieszkodzenia samemu sobie, bardzo chetnie bym przeczytał jak to się ma do prawa - obowiązku składania zeznań, które dzięki temu stają się bez sensu.
Czy ktoś z Was może mi opisać przykład kiedy komuś można postawić zarzuty i skazać za składanie fałszywych zeznań?
Nie jestem prawnikiem i z góry przepraszam za "niebranżowe" słownictwo.
Pozdrawiam,
bogdan
Mam pytanie w związku z odpowiedzią Sądu Najwyższego:
"nie można stawiać zarzutu składania fałszywych zeznań komuś, kto przesłuchany jako świadek w śledztwie dotyczącym innego przestępstwa może usłyszeć zarzut popełnienia przestępstwa".
Wydaje mi się że z powodu tego traci sens ściganie kogokolwiek pod zarzutem składania fałszywych zeznań. W związku z tym odpowiedzialność za składanie fałszywych zeznań staje się martwym przepisem i każdy składający zeznania może bezkarnie kłamać. Zawsze przecież obrońca może się powołać na tę decyzję Sądu.
I nawet jeśli broniący się przed zarzutami składania fałszywych zeznań nie zostanie o nic oskarżony to przecież zawsze "mógłby usłyszeć zarzut popełnienia przestępstwa", bo tak nigdy nie wiadomo co próbuje ukryć.
Chyba że w świetle tej decyzji aby postawić zarzuty składania fałszywych zeznań można udownić tylko wtedy, gdy wcześniej prokuratura udowodni że świadek jest nieskazitelnie czysty, nie ma zupełnie nic na sumieniu i w związku z tym nie ma prawa do składania fałszywych zeznań. Ale czy udowadnianie totalniej niewinności świadka aby postawić mu zarzut składania fałszych zeznań nie jest absurdem?
Sąd w uzasadnieniu decyzji powołuje się na spisane prawa do obrony i nieszkodzenia samemu sobie, bardzo chetnie bym przeczytał jak to się ma do prawa - obowiązku składania zeznań, które dzięki temu stają się bez sensu.
Czy ktoś z Was może mi opisać przykład kiedy komuś można postawić zarzuty i skazać za składanie fałszywych zeznań?
Nie jestem prawnikiem i z góry przepraszam za "niebranżowe" słownictwo.
Pozdrawiam,
bogdan