Prawo zaoczne - przeniesienie

  • Autor wątku Autor wątku max11111
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

max11111

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2018
Odpowiedzi
7
Hej,
Jestem studentem 2 roku Prawa zaocznego i mam do Was jedno bardzo ważne dla mnie pytanie. Tak się złożyło, że studia rozpoczęłem na prywatnej uczelni. Według wielu rankingów najlepszej wśród niepublicznych, jednak rzeczywistość mocno rozmija się z tymi rankingami. Po I roku liczyłem, że może tylko poczatek był taki straszny i z kolejnym rokiem zajęcia będa nieco lepsze. Niestety tak nie jest i dlatego przed 3 rokiem studiów chciałbym zmienić uczelnie na pewno na publiczna. I tu powstaje podstawowy problem- przejrzałem sporo programów studiów na różnych uniwerkach i różnice jakieś w programach zawsze będa ale obawiam się też tego, że część ocen z przedmiotów może mi nie zostać uznanych tylko ze względu na to, że zostały mi wpisane na prywatnej uczelni. Czy według Was to realne i czy ktoś miał może podobne doświadczenia?
Będę wdzięczny za wszystkie odpowiedzi.
 
Nie zawracaj sobie głowy, na publicznych uczelniach poziom nauczania będzie równie niski.
 
Skoro się zdecydowałeś przenieść to wybierz uczelnię i tam pytaj. Nawet jak się przenosisz z dziennych publicznej uczelni na inną uczelnię i ten sam tryb to jest dość normalne, że wszystkich ocen nie przepisują, bo jakiś profesor zawsze będzie kręcił nosem, ale to jest wszystko do zrobienia. Bardziej bym się skupił na pójściu do przyzwoitej pracy, jesli traktujesz prawo poważnie. Jak skończysz studia, to kilka lat doświadczenia w jakiejś działce będą dużo bardziej istotne, niż czwórka z cywila.
 
DemPlays napisał:
Skoro się zdecydowałeś przenieść to wybierz uczelnię i tam pytaj. Nawet jak się przenosisz z dziennych publicznej uczelni na inną uczelnię i ten sam tryb to jest dość normalne, że wszystkich ocen nie przepisują, bo jakiś profesor zawsze będzie kręcił nosem, ale to jest wszystko do zrobienia. Bardziej bym się skupił na pójściu do przyzwoitej pracy, jesli traktujesz prawo poważnie. Jak skończysz studia, to kilka lat doświadczenia w jakiejś działce będą dużo bardziej istotne, niż czwórka z cywila.

A czy student prawa może dostać przyzwoitą pracę ? Jeżeli tak to gdzie?:)
 
Jeśli jesteś studentem prawa, który jest zainteresowany rozwojem swojej kariery, to załóż sobie odrębny wątek, a nie komentuj ironicznie temat kogoś, kto ma problem z przeniesieniem na inną uczelnię.
 
Ogółem można poradzić tak- studia gdzie to na serio mniej istotne (sama mam skończone tzw. wśród najlepszych uczelni niepublicznych w Polsce), liczy się PRAKTYKA. Czym wcześniej tym lepiej, na początek warto wziąć pod uwagę, że to może być 1-2 miesiące za dosłowne grosze lub nawet bezpłatnie, a potem za trochę lepiej. Więc najlepiej to studia zaoczne + praca, na początek nawet jako układacz zwrotek.

A jak już musisz zmienić- znam mnóstwo osób, które zmieniały uczelnię i zawsze czegoś nie chcieli przepisać, nawet chodziło o ten sam przedmiot, ale pod inną nazwą, więc na to się musisz nastawić.
 
To zależy czego oczekujesz:) z jednej strony moi przedmówcy mają rację - najważniesze jest doświadczenie (szczególnie jeżeli jesteś zainteresowany pracą w kancelariach).

Z drugiej zaś strony - jeżeli interesuje Cię np. aplikacja specjalistyczna - to największa zdawalność jest wśród absolwentów studiów dziennych na najlepszych publicznych uczelniach tzn. UJ i UW etc.

Teraz sam sobie odpowiedz na pytanie na ile pomoże Ci w przygotowaniu do egzaminów wstępnych do KSSIP parzenie kawy za najniższą krajową w jakiejść kancelarii na śmieciówce ?:)
 
Dziękuję za wszystkie Wasze wpisy.
Kilka dni temu, na jednym z uniwerków zaproponowano mi umówienie na spotkanie z prodziekanem, z którego pewnie skorzystam i być może dowiem się nieco więcej na temat ewentualnych warunków przeniesienia. Wspominaliście o tym, że istotne jest zdobywanie praktyki jak najwcześniej. Czy uczelnia, na której się studiuje ma tu jakiekolwiek znaczenie tzn, mam na myśli głównie pierwsze praktyki/staże,czy ktokolwiek odrzucał wasze kandydatury na staż/ praktykę tylko ze względu na uczelnię na której studiujecie?
 
Ja nigdy nie byłam dyskryminowana akurat jeśli jeśli chodzi o fakt, że mam ukończone studia na uczelni prywatnej.

Chociaż akurat moim zdaniem studia prawnicze to w obecnych czasach nie najlepszy wybór, to jeśli już mam podpowiedzieć to lepiej prywatne zaoczne+praktyka niż dzienne na państwowej z 5 na dyplomie i bez doświadczenia (a najlepiej to wszystko połączyć z angielskim na poziomie C1 i angielskim prawniczym jeśli chodzi o radcę/adwokaturę).
 
I co dostałaś się na apkę po tej prywatnej szkole?:)
 
Nie podchodziłam, bo kończyłam studia z myślą, że albo podejdę na jedną konkretną aplikację albo nie zawracam sobie głowy prawem. A że w tej chwili sytuacja w zawodzie, który mnie interesuje jest mocno niepewna, więc siedzę w czymś innym (ale moi znajomi się na aplikacje podostawali i to jeszcze z dobrym wynikiem, więc można).
 
egzaminy na aplikacje to w wiekszości testy, w czym uczelnia miałaby pomóc?
Trochę inaczej jest na ogólnej, ale i tak przeważająca większość punktów jest za test.
 
IslaNegra napisał:
egzaminy na aplikacje to w wiekszości testy, w czym uczelnia miałaby pomóc?
Trochę inaczej jest na ogólnej, ale i tak przeważająca większość punktów jest za test.

Uczelnia i poziom kształcenia ma kluczowe znaczenie. To nie przypadek, ze zdawalnosc absolwentów uj na aplikacje korporacyjne jest na poziomie 86 % a po jakims lazarskim czy kozminie zdawalnosc jest o połowę mniejsza. W ramach studiów przerabiasz te same kodeksy które stanowią znaczna część aktów wymaganych na egzaminie wstępnym.
 
Myślę, ze mylisz skutek z przyczyną. na UJ na studia dzienne przeważnie dostają się osoby, które miały bardzo dobre wyniki z matury i to z reguły nie jest przypadek tylko fakt, że dużo się uczyły albo są po prostu zdolne. Z kolei na uczelnię prywatną może iść każdy, kto w ogóle zda maturę, wymagania są znacznie mniejsze. Moim zdaniem logiczne że potem te osoby na studiach/przed egzaminem też mniej się uczą. No i domyślam się, że jeśli ktoś w ogóle nie ma chęci do nauki na UJ to będzie miał poważne problemy, a na gorszych uczelniach łatwiej będzie mu skończyć.

W związku z tym uważam, że jeśli na uczelnię prywatną pójdzie osoba, która ma dużą chęć do nauki, w tym samodzielnego czytania kodeksów, to na pewno poradzi sobie z tym testem.
 
IslaNegra napisał:
Myślę, ze mylisz skutek z przyczyną. na UJ na studia dzienne przeważnie dostają się osoby, które miały bardzo dobre wyniki z matury i to z reguły nie jest przypadek tylko fakt, że dużo się uczyły albo są po prostu zdolne. Z kolei na uczelnię prywatną może iść każdy, kto w ogóle zda maturę, wymagania są znacznie mniejsze. Moim zdaniem logiczne że potem te osoby na studiach/przed egzaminem też mniej się uczą. No i domyślam się, że jeśli ktoś w ogóle nie ma chęci do nauki na UJ to będzie miał poważne problemy, a na gorszych uczelniach łatwiej będzie mu skończyć.

W związku z tym uważam, że jeśli na uczelnię prywatną pójdzie osoba, która ma dużą chęć do nauki, w tym samodzielnego czytania kodeksów, to na pewno poradzi sobie z tym testem.

No ok:) przekonalas mnie:)
 
PrawoManiak napisał:
Uczelnia i poziom kształcenia ma kluczowe znaczenie. To nie przypadek, ze zdawalnosc absolwentów uj na aplikacje korporacyjne jest na poziomie 86 % a po jakims lazarskim czy kozminie zdawalnosc jest o połowę mniejsza. W ramach studiów przerabiasz te same kodeksy które stanowią znaczna część aktów wymaganych na egzaminie wstępnym.

ostatnio na uczelni, na której studiuję (Łazarski) przeprowadzono symulację egzaminu wstępnego na aplikacje, z tego co usłyszałem od jednego z wykładowców to wyniki "przerosły" oczekiwania samej uczelni. Na bodajże kilkadziesiąt osób podchodzących do tej symulacji zdała okrągła liczba 0 ...
więc trudno się nie zgodzić z tym co piszesz
 
max11111 napisał:
ostatnio na uczelni, na której studiuję (Łazarski) przeprowadzono symulację egzaminu wstępnego na aplikacje, z tego co usłyszałem od jednego z wykładowców to wyniki "przerosły" oczekiwania samej uczelni. Na bodajże kilkadziesiąt osób podchodzących do tej symulacji zdała okrągła liczba 0 ...
więc trudno się nie zgodzić z tym co piszesz

Ale na pocieszenie mogę napisać, że wszystko zależy od Ciebie. Możesz sam się uczyć :)
 
Procenty na egzaminie wstępnym nie mają absolutnie nic do uczelni.

Nie ma sensu bezkrytycznie patrzeć na same liczby, bo bez kontekstu są bezwartościowe. Statystyka pokazuje pewien generalny trend - studenci uczelni publicznych chcą się uczyć, a studenci uczelni prywatnych nie chcą. Koleżanka IslaNegra uchwyciła już istotę, dlaczego absolwenci dobrych uczelni zwyczajnie lepiej sobie radzą na egzaminie wstępnym, więc nie ma co powielać odpowiedzi, z którą się zgadzam, ale chcę się podzielić pewnym spostrzeżeniem.

W mojej okolicy jest kilka szkół niepublicznych oferujących prawo i, co ciekawe, wykładowcami jest kadra uczelni publicznej, a niektórzy prowadzą też zajęcia z aplikantami. Wykłady i ćwiczenia prowadzą uznane autorytety w swoich dziedzinach prawa. To nie tyczy się tylko i wyłącznie sytuacji na wydziale prawa, bo np architektura na uczelni prywatnej, czy inne kierunki techniczne, są prowadzone przez kadrę lokalnej politechniki.

Do czego zmierzam, skoro kadra jest praktycznie ta sama, wiedza jest przekazywana w ten sam sposób, a studenci mają na czym siedzieć w salach, to jak myślicie – gdzie leży problem? ;)

Jak ktoś dostał się na wspomiany wyżej UJ to nie jest tak, że przekroczył mury i nagle spływa na niego jakaś wiedza tajemna. To jest konsekwencja tego, że był dobrym uczniem, a jak był dobrym uczniem to i pewnie będzie dobrym studentem. Z drugiej strony macie kategorię osób, którym na niczym nigdy nie zależało, bo przecież mogą zapłacić i mieć dyplom. To jest właśnie główny target uczelni prywatnych.

Ciekawostka na koniec: UJ można skończyć nie zdając jednego z „głównych przedmiotów” typu gih czy kpk, a przecież pytań kodeksowych na wstępnym jest najwięcej i jakoś udaje im się zdać ;)
 
DemPlays napisał:
...

Ciekawostka na koniec: UJ można skończyć nie zdając jednego z „głównych przedmiotów” typu gih czy kpk, a przecież pytań kodeksowych na wstępnym jest najwięcej i jakoś udaje im się zdać ;)

Nie prawda, że UJ można skończyć nie zdając KPK. Prawdą jest natomiast, iż na tej uczelni przedmiotami obowiązkowymi są m.in. KC (w tym KRO i inne mniejsze ustawy), KPC, KK, KPK, pr. admin. i KPA, PSA. Tak jest przynajmniej od kilku/kilkunastu lat. Nieobowiązkowy jest taki GIH czy KP.

Wracając do meritum, również zgadzam się, że niemal wszystko zależy od studenta, a uczelnia tylko w pewnym, niewielkim zakresie pomaga bądź motywuje do nauki.
 
DemPlays napisał:
W mojej okolicy jest kilka szkół niepublicznych oferujących prawo i, co ciekawe, wykładowcami jest kadra uczelni publicznej, a niektórzy prowadzą też zajęcia z aplikantami. Wykłady i ćwiczenia prowadzą uznane autorytety w swoich dziedzinach prawa. To nie tyczy się tylko i wyłącznie sytuacji na wydziale prawa, bo np architektura na uczelni prywatnej, czy inne kierunki techniczne, są prowadzone przez kadrę lokalnej politechniki.

Do czego zmierzam, skoro kadra jest praktycznie ta sama, wiedza jest przekazywana w ten sam sposób, a studenci mają na czym siedzieć w salach, to jak myślicie – gdzie leży problem? ;)

Z tymi wykładowcami, którzy powszechnie uznawani sa za autorytety niestety nie do końca tak jest. Oczywiście nie wiem, o którym mieście mówisz i jakich uczelniach. Znam przykład uczelni prywatnych, na których wykładowcy z dużym dorobkiem naukowym pracujacy na co dzień na uniwerku wyrażaja zasadę "studenci udaja, że się ucza a my udajemy że pracujemy". Jeśli ktoś na starcie zajęć formułuje takie tezy, to trudno oczekiwać od niego zaangażowania.
Drugi problem to godziny zajęciowe, których co do zasady na uczelniach prywatnych jest mniej, co na pewno wpływa niekorzystnie na przerobienie materiału, ale uczelnia musi zarabiać. Akurat o godzinach zajęciowych nie powinienem chyba mówić, bo na uczelni na której jestem pod tym względem jest całkiem dobrze... tzn. na papierze bo w rzeczywistości godzin jest znacznie mniej. Co do samych studentów, to niestety prawda. Wiele osób, z którymi miałem okazję rozmawiać nie powinno studiować czegokolwiek.
Słyszałem podczas zajęć już takie pytania jak np. czy w naszym kraju istnieja jeszcze powiaty? (prawo administracyjne) albo co to za ksiażka i dlaczego ma takie rowki?( to był zbiór cywilny), co w mojej ocenie świadczy już nawet nie o nieprzygotowaniu do zajęć, co o pewnym stanie umysłowym ( w mojej ocenie nieodwracalnym)
 
Powrót
Góra