Próba oszustwa internetowego

  • Autor wątku Autor wątku Mia95
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Mia95

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2023
Odpowiedzi
2
Cześć, piszę jako sprzedająca. Sprzedałam kartę graficzną na portalu OLX. Wszystko było okej, kupujący odebrał paczkę i przez tydzień nie działo się nic niepokojącego. Natomiast po tygodniu kupujący zapytał mnie w wiadomości, czy przedmiot był sprawny. Oczywiście odpisałam twierdząco-sprzedawałam sprawną kartę graficzną. Od tego momentu zostałam zasypana wiadomościami od kupującego. Sugerował on, iż sprzedałam mu niesprawny sprzęt. Przekonywał, że oddał ją do serwisu w celu uruchomienia i niby nic to nie dało. Sporządził odpowiednie "potwierdzenie" serwisowe. Kupujący podał również odpowiedni art. 556-576 kodeksu cywilnego, na który chciał się powoływać. Natomiast ja na tamten czas nie uzyskałam żadnego oficjalnego dokumentu z rzekomym "potwierdzeniem" serwisowym od kupującego, więc czekałam na dalszy rozwój sytuacji-przeglądając podobne sprawy co moja przedstawione na tym serwisie. W tamtym czasie kupujący rozpoczął próbę zastraszania, iż zgłosi sprawę organom ścigania, że portal pośredniczący sprzedaży udzieli mu moich danych osobowych w celu ścigania mnie, ponadto wyliczał mi czas na odpowiedź, a nie minął nawet 1 dzień od otrzymania wcześniejszej wiadomości. Wówczas stwierdziłam, iż
odpiszę i przypomnę kupującemu, że jeżeli chce się powoływać na ten artykuł musi mi podesłać rzekomy raport serwisowy oraz opis wady wraz z ewentualnymi żądaniami. Powiadomiłam również kupującego, że czuję się nękana i ewentualną sprawę zgłoszę na policję. Dopiero po 2 dniach otrzymałam zdjęcie dwóch dokumentów. Jeden z opisem żądania (zwrot gotówki lub naprawa) oraz drugi rzekoma ekspertyza serwisowa, na której nie wyszczególniono numeru seryjnego sprzedanej karty, daty przyjęcia karty w serwisie, daty sporządzenia dokumentu oraz brak pieczątki. Wówczas poprosiłam o przesłanie skanu, bo obawiałam się, iż zdjęcie nie uchwyciło tych dat. Kupujący odpisał mi, że potrzebuje czasu, by wysłać skany bo nie ma dostępu do komputera. Przypomniał mi również, że brak mojej natychmiastowej odpowiedzi będzie skutkował przesłaniem sprawy na policję. Sugerował również iż gram na zwłokę. Minęły 2 dni, przypominałam się o wysłanie tych skanów, kupujący zapewniał, że wyśle. Finalnie wysłał i znowu zaczął mnie rozliczać z czasu na odpowiedź. Wybrał sobie również formę zwrotu za towar- gotówkę. Ponownie straszył policją. Natomiast ja jestem w trakcie pisania dokumentu rozpatrującego reklamację. Przypomniałam delikatnie kupującemu, że przysługuje mi 14 dni na rozpatrzenie jego żądania oraz odpisałam, że nie może mnie punktować i ustanawiać własnych zasad i poprosiłam o doinformowanie jaki jest tok działań reklamacyjnych. Niestety kupujący nie odpuszcza, po chwili otrzymałam wiadomość z próbą zastraszenia mnie. Kupujący przytacza, że może dojść do zawiadomienia na policji, do ewentualnego procesu cywilnego, że mogę stracić więcej niż karta jest warta( koszt procesu, ekspertyzy) powołuje się na rzecznika praw konsumenta. Ponadto straszy mnie tym, że jeżeli przegram proces w mojej kartotece zostanie to i owo- sugeruje, że jestem oszustem internetowym i mogę mieć problemy w zatrudnieniu. Powołuje się również na moje sumienie. Finalnie kupujący stwierdził, że sprawę zgłasza. Gdzie, sama nie wiem nie napisał. Natomiast ja odpisałam, że reklamację przygotuje mam na to czas. Uważam, że jestem zastraszana przez kupującego, długo zastanawiałam się, czy sprawę opisać na forum, ostatnie jego wiadomości przekonały mnie, aby poprosić o pomoc do Państwa. Jestem osobą fizyczną, kartę graficzną wysyłałam sprawną. Mam na to odpowiedni dokument. Zastanawiam się również, czy sama nie zgłosić sprawę na policję o nękanie i ewentualne pomówienia. Dlatego zwracam się z pytaniem co robić dalej?
 
Wobec nie przeslania przez Pana przedmiotu reklamacji i braku możliwości weryfikacji wady, reklamację rozpatruję negatywnie.
Równocześnie informuję, że w przypadku przesłania karty graficznej i ekspertyzy z serwisu, zobowiązuję się reklamację rozpatrzyć ponownie.
 
Rozumiem dziękuję serdecznie za odpowiedź. Mam jeszcze jedno pytanie. W tym przypadku mamy do czynienia z "ekspertyza serwisowa" A nie opinią,czy też raportem przez co rozumiem, że takie dokumenty może wystawiać osoba z odpowiednimi uprawnieniami czyli rzeczoznawca/biegły sądowy. Uważam że taka informacja powinna się tam znaleźć. Nie mniej jednak, czy mogłabym odrzucić reklamację z powodu wadliwie sporządzonej ekspertyzy, w której brak jak podstawowych danych takich jak data wykonania, data przekazania karty do serwisu, numeru seryjnego karty (że to właśnie moja była badana) ponieważ nie wskazuje to, że wada została stwierdzoną jeszcze u osoby sprzedające czyli mnie?
 
Reklamację odrzuca się na podstawie stwierdzonego stanu rzeczy.
Treść i wartość pisma niewiele zmienia, może najwyżej przekonać Cię do zmiany stanowiska
 
Powrót
Góra