P
piotr1a
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2009
- Odpowiedzi
- 6
Witam,
mam problem z sąsiadem który chciał otruć naszą rodzinę,
sąsiad ma znajomości na policji więc wszystko tak zrobiono, że sprawę umorzono
i w dodatku fałszywe zeznania sąsiadów uznano za prawdziwe.
Oto dokładniejszy opis sprawy:
W październiku 2008 złożyliśmy skargę na policję z kopią do prokuratury i do urzędu gminy.
Skarga dotyczyła zanieczyszczenia wody pitnej w studni na prywatnej posesji.
Było to nasze jedyne źródło wody pitnej.
Jako podejrzanych zgłosiliśmy naszych sąsiadów.
Studnia znajduje się przy murze dzielącym naszą posesję i posesję naszego sąsiada.
Wymogliśmy na wydziale ochrony środowiska urzędu gminy przyjazd przedstawiciela w celu wizji lokalnej studni. W wyniku oględzin studni urzędnik wydał notatkę służbową, w której stwierdził, że obudowa studni jest naruszona, od strony sąsiada były wyrwane i odgięte deski, woda ma nienaturalny zapach, jest mętna i pływają w niej białe robaki i inne nieczystości(m. in. skóra z sierścią zwierzęcia w rozkładzie).
Po ponownej interwencji w urzędzie gminy wójt ze swej strony zaproponował jedynie wypompowanie wody ze studni przez straż pożarną. Powiedzieliśmy, że do zakończenia śledztwa nie będziemy wypompować, ale chętnie skorzystamy z tej propozycji po zakończeniu śledztwa. Jednak strażak powiedział, że zlecenie to dotyczy jedynie tej chwili.
Na tym zakończyła się pomoc gminy.
Mimo naszych próśb, przez następne trzy tygodnie nikt się tym nie zainteresował,.
Zrobiliśmy badania wody na własny koszt w sanepidzie.
Badania wykazały, że woda jest bardzo zanieczyszczona bakteriologicznie i chemicznie.
Sanepid wydał pismo, że woda ta nie nadaje się do spożycia.
Dostarczyliśmy wyniki badań na policję.
Dopiero po tym fakcie zechciano nas przesłuchać jako poszkodowanych.
Policja złożyła nam też propozycję, że zwróci nam pieniądze za badania wody w sanepidzie, jeśli zgodzimy się na zmianę w dokumentach, że to nie my, a policja złożyła do sanepidu wniosek o zbadanie wody. Nie zgodziliśmy się.
Po naszym przesłuchaniu zgłaszaliśmy kilkakrotnie, że sąsiad zaciera ślady istotne dla sprawy.
Policja jednak to zlekceważyła.
Podejrzani zostali przesłuchani dopiero pod koniec stycznia 2009. Nie przyznali się do winy.
W swoich zeznaniach powiedzieli, że pękła nam rura od kanalizacji, co było nieprawdą.
Przez cały czas trwania śledztwa nie było żadnej wizji lokalnej na posesji podejrzanych.
Sprawę umorzono.
W dokumencie umarzającym sprawę były istotne pomyłki np. w nazwisku podejrzanych. Nie sprawdzono też zeznań podejrzanych. Napisano, że nie byliśmy bezpośrednimi świadkami momentu wlewania do studni zanieczyszczeń, i że do zanieczyszczenia mogło dojść zupełnie bez integracji osób trzecich. Pod dokumentem podpisał się prokurator.
Nie widzieliśmy kto wlewa zanieczyszczenia do studni, ale jesteśmy pewni, że to nasz sąsiad.
Ten sąsiad robił nam na złość już wcześniej, przechodził przez płot(to widzieliśmy), pryskał rośliny środkami chemicznymi, kradł.
Nie jesteśmy jedynymi osobami, którym ten sąsiad robił na złość.
Swojemu drugiemu sąsiadowi ten sąsiad pryskał rośliny środkami chemicznymi, kradł(włamał się nawet do domu), niszczył(pociął przewód do dzwonka do domu).
Sprawa drugiego sąsiada też została umorzona.
Ten nikczemny sąsiad czuje się bezkarny, śmieje się nam w twarz, kiedyś nam powiedział, że nic mu nie zabronimy, będzie robił co będzie chciał. Z tego co wiemy ten sąsiad ma znajomości na policji i w urzędzie gminy i dzięki temu nic mu nie grozi.
Proszę o poradę co można jeszcze zrobić w tej sprawie.
Mamy jeszcze trzy dni na złożenie zażalenia na decyzję o umorzeniu sprawy.
Czy jest jakaś szansa na ukaranie tego sąsiada?
Czy można ukarać policję, prokuraturę i urząd gminy za to że nic w sprawie nie zrobili i narazili nas na utratę zdrowia, brak wody i wydatki finansowe z tym związane.
Pozdrawiam i dziękuję za każdą odpowiedź,
Piotr
mam problem z sąsiadem który chciał otruć naszą rodzinę,
sąsiad ma znajomości na policji więc wszystko tak zrobiono, że sprawę umorzono
i w dodatku fałszywe zeznania sąsiadów uznano za prawdziwe.
Oto dokładniejszy opis sprawy:
W październiku 2008 złożyliśmy skargę na policję z kopią do prokuratury i do urzędu gminy.
Skarga dotyczyła zanieczyszczenia wody pitnej w studni na prywatnej posesji.
Było to nasze jedyne źródło wody pitnej.
Jako podejrzanych zgłosiliśmy naszych sąsiadów.
Studnia znajduje się przy murze dzielącym naszą posesję i posesję naszego sąsiada.
Wymogliśmy na wydziale ochrony środowiska urzędu gminy przyjazd przedstawiciela w celu wizji lokalnej studni. W wyniku oględzin studni urzędnik wydał notatkę służbową, w której stwierdził, że obudowa studni jest naruszona, od strony sąsiada były wyrwane i odgięte deski, woda ma nienaturalny zapach, jest mętna i pływają w niej białe robaki i inne nieczystości(m. in. skóra z sierścią zwierzęcia w rozkładzie).
Po ponownej interwencji w urzędzie gminy wójt ze swej strony zaproponował jedynie wypompowanie wody ze studni przez straż pożarną. Powiedzieliśmy, że do zakończenia śledztwa nie będziemy wypompować, ale chętnie skorzystamy z tej propozycji po zakończeniu śledztwa. Jednak strażak powiedział, że zlecenie to dotyczy jedynie tej chwili.
Na tym zakończyła się pomoc gminy.
Mimo naszych próśb, przez następne trzy tygodnie nikt się tym nie zainteresował,.
Zrobiliśmy badania wody na własny koszt w sanepidzie.
Badania wykazały, że woda jest bardzo zanieczyszczona bakteriologicznie i chemicznie.
Sanepid wydał pismo, że woda ta nie nadaje się do spożycia.
Dostarczyliśmy wyniki badań na policję.
Dopiero po tym fakcie zechciano nas przesłuchać jako poszkodowanych.
Policja złożyła nam też propozycję, że zwróci nam pieniądze za badania wody w sanepidzie, jeśli zgodzimy się na zmianę w dokumentach, że to nie my, a policja złożyła do sanepidu wniosek o zbadanie wody. Nie zgodziliśmy się.
Po naszym przesłuchaniu zgłaszaliśmy kilkakrotnie, że sąsiad zaciera ślady istotne dla sprawy.
Policja jednak to zlekceważyła.
Podejrzani zostali przesłuchani dopiero pod koniec stycznia 2009. Nie przyznali się do winy.
W swoich zeznaniach powiedzieli, że pękła nam rura od kanalizacji, co było nieprawdą.
Przez cały czas trwania śledztwa nie było żadnej wizji lokalnej na posesji podejrzanych.
Sprawę umorzono.
W dokumencie umarzającym sprawę były istotne pomyłki np. w nazwisku podejrzanych. Nie sprawdzono też zeznań podejrzanych. Napisano, że nie byliśmy bezpośrednimi świadkami momentu wlewania do studni zanieczyszczeń, i że do zanieczyszczenia mogło dojść zupełnie bez integracji osób trzecich. Pod dokumentem podpisał się prokurator.
Nie widzieliśmy kto wlewa zanieczyszczenia do studni, ale jesteśmy pewni, że to nasz sąsiad.
Ten sąsiad robił nam na złość już wcześniej, przechodził przez płot(to widzieliśmy), pryskał rośliny środkami chemicznymi, kradł.
Nie jesteśmy jedynymi osobami, którym ten sąsiad robił na złość.
Swojemu drugiemu sąsiadowi ten sąsiad pryskał rośliny środkami chemicznymi, kradł(włamał się nawet do domu), niszczył(pociął przewód do dzwonka do domu).
Sprawa drugiego sąsiada też została umorzona.
Ten nikczemny sąsiad czuje się bezkarny, śmieje się nam w twarz, kiedyś nam powiedział, że nic mu nie zabronimy, będzie robił co będzie chciał. Z tego co wiemy ten sąsiad ma znajomości na policji i w urzędzie gminy i dzięki temu nic mu nie grozi.
Proszę o poradę co można jeszcze zrobić w tej sprawie.
Mamy jeszcze trzy dni na złożenie zażalenia na decyzję o umorzeniu sprawy.
Czy jest jakaś szansa na ukaranie tego sąsiada?
Czy można ukarać policję, prokuraturę i urząd gminy za to że nic w sprawie nie zrobili i narazili nas na utratę zdrowia, brak wody i wydatki finansowe z tym związane.
Pozdrawiam i dziękuję za każdą odpowiedź,
Piotr