Całe zdarzenie wyglądało następująco. Przyszedłem naprawiać drzwi balkonowe. W górnym zawiasie wysunęła się ośka ponieważ zniknęło zabezpieczenie. Dokonałem prowizorycznej naprawy (zawinąłem drucik miedziany) aby chwilowo można było używać drzwi. Powiedziałem, że jak gdzieś kupię zawleczkę to wpadnę i dokonam naprawy.Potem klient zapytał się mnie jakie wykonuję jeszcze usługi. Powiedziałem, że robię meble na wymiar. Ucieszył się i zapytał czy mógłbym naprawić drzwiczki w regałach. Powiedziałem,że tak. Obejrzałem i stwierdziłem, że zawiasy wymagają regulacji. Ale dokonam tego wtedy gdy będę miał zawleczkę do balkonu i przyjadę mając więcej czasu (regulacja zawiasów jest dość czasochłonna). I na tym skończyła się moja rola.Klient zapytał sieę ile się należy za robotę. Stwierdziłem, że za robotę nie wezmę teraz bo tak naprawdę nic nie naprawiłem (prowizorka) a tylko 20 zł za dojazd. Zgodził się . Wyszedł do przedpokoju po portfel. Wyjął 50 zł stwierdzając, że nie ma drobniej. A że ja miałem tylko 100 zł przy sobie, Powiedziałem, że nie ma sprawy. Jak przyjadę ponownie to doliczę sobie te 20 zł do całej usługi. Oczywiście tych 50 nie wziąłem , nawet nie miałem w rękach. I tak rozstaliśmy się. Po tygodniu zadzwonił z pretensjami, że wziąłem 50 zł na NA NOWE ZAWIASY??? ( a miała być tylko regulacja) i do tej pory nie zjawiłem się. Powiedziałem, że jeszcze nie udało mi się kupić tej części i dlatego mnie nie ma i że żadnych pieniędzy nie brałem od niego. Facet się zdenerwował i powiedział, że zgłosi to na policje (wydarzenie miał miejsce 16.10.2008 a zgłosił na policję dopiero przedwczoraj tj.17.11.2008 ). A ja powiedziałem, że nie ma sprawy. Po tym telefonie, nie wiedząc jak dalej postąpić pojechałem do dzielnicowego z prośbą o poradę. Oficjalnie mnie nie przesłuchał bo jak stwierdził, na razie nie zaszło przestępstwo i kazał czekać. A resztę Pan już wie.