problem z Casus Finanse

  • Autor wątku Autor wątku kejt86
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

kejt86

Nowy użytkownik
Dołączył
12.2011
Odpowiedzi
29
Witam,
szukałam na wielu forach, czytałam wiele artykułów, ale znalazłam w nich trochę sprzeczności. Postanowiłam zadać pytanie tutaj, w nadziei, że ktoś pomoże mi uporządkować mętlik.

Myślałam, że nie ma nic gorszego, niż przekazanie windykacji do Kruka. Myliłam się. Przekazanie windykacji do Casus Finanse przebiło wszystko.

Z Krukiem dogadałam się bez problemu. Nie uchylam się od spłaty, więc nie widziałam powodów, dla których miałabym z Krukiem nie rozmawiać - dług istnieje, jestem tego świadoma i nie będę udawała, że jest inaczej. Dostałam pismo informujące o tym, ze bank przekazał sprawę do nich (nie o sprzedaży długu, tylko o zleceniu im windykacji wierzytelności). Panie z Kruka, z którymi rozmawiałam, były na tyle uprzejme, że wysłuchały tego, w jakiej znajduję się sytuacji, wykazały zrozumienie i zgodziły się na spłatę takiej kwoty i w takim terminie, żebym nie miała problemu z jej zdobyciem i wpłatą. Jednocześnie byłam informowana, że to nie od nich zależy, one tylko wszystko opiszą w raporcie do banku, ale muszę być świadoma tego, że bank w każdej chwili może skierować sprawę do sądu i komornika. Oczywiście, świadomość mam, umawiam się na kolejne wpłaty, jest super. Kontaktują się tylko na numer telefonu, który im podałam i rozumieją, ze są godziny, w których nie mogę rozmawiać - oddzwaniają wtedy o umówionej porze.

Kilka tygodni po telefonie z Kruka otrzymałam telefon w zgoła innym tonie, od Casus Finanse. Spieszyłam się do pracy, nie mogłam rozmawiać, poprosiłam o telefon za kilka godzin - o, naiwności... Bardzo nieprzyjemna kobieta stwierdziła, że ona w takim razie kieruje sprawę do kancelarii prawnej. Ale-ale, ja przecież się nie uchylam od spłaty, zależy mi na polubownym załatwieniu sprawy, ja tylko proszę o telefon o innej godzinie, a nie o 7.55, kiedy o 8.00 zaczynam pracę i muszę być zalogowana do systemów! Teraz już wiem, że powinnam się z nią po prostu rozłączyć, ale cóż - jestem mądrzejsza o lekturę kilku artykułów, wtedy mnie po prostu zaskoczyła. Zaczęła zadawać pytania w stylu: co pani zrobiła z pieniędzmi mojego klienta, gdzie pani pracuje, jaki ma pani telefon, ile zarabia mąż, jakim samochodem pani jeździ, gdzie są pieniądze mojego klienta, na co brała pani kredyt, gdzie są te pieniądze... Na moją informację, ze kwota 500 zł, której spłaty zażądała natychmiast jest dla mnie zwyczajnie nieosiągalna, powiedziała "to niech zastawi pani obrączkę".
Kolejne rozmowy nie były lepsze. Okazało się mianowicie, że pójdę siedzieć, że windykator przyjdzie do domu ocenić mój majątek, że wyślą kogoś do mnie do pracy, żeby zweryfikować, czy faktycznie tam pracuję... Cały czas straszą mnie, że to oni oddadzą sprawę do sądu, są bardzo nieprzyjemni i chamscy. Udzielają mi nieprawdziwych informacji (jak np. fakt, że spłacam indykowany przez kruka inny kredyt w tym samym banku jest według nich faworyzowaniem wierzyciela, czyli czynem karalnym). Nie udzielają jasnych informacji o na temat czy rozmowa jest nagrywana (kurczę, no, jest albo nie jest, a nie "zgodnie z pani umową z bankiem, w ogóle co to za odpowiedź?). Na moje stwierdzenie, że ma obowiązek poinformować mnie o nagrywaniu rozmowy, stwierdziła, że nie ma wobec mnie żadnych obowiązków. Kiedy poinformowałam ich, że nie zamierzam z nimi dalej rozmawiać, ponieważ złożyłam w banku wniosek o restrukturyzację, pani powiedziała, że "bank nie restrukturyzuje wypowiedzianych kredytów" i że nie mogę uchylać się od kontaktów z Casusem, bo "bank już mój wniosek odrzucił". Na moje pytanie, czy jest pracownikiem banku odpowiedzialnym za weryfikację wniosków, ze udziela mi takich informacji, uznała, że widocznie jej nie zrozumiałam, bo nic takiego nie powiedziała. Na koniec spytała retorycznie, jakim sposobem osoba, która w rozmowach z nimi tak często powołuje się na prawo może tak bardzo tego samego prawa nie przestrzegać - to chyba znaczy, że nazwała mnie przestępcą? Recydywistą chyba też, bo było coś o ciągłym i uporczywym działaniu na swoją szkodę.
Czekam na zapowiedzianą wizytę windykatora, który miał być o 19, ale chyba zabłądził.

Rozumiem, że to bank przekazał im informację o tym, gdzie pracuję, zgodnie z umową kredytu. Nie rozumiem natomiast, czy:
- firma Casus ma podstawę twierdzić, że spłata innego kredytu w Kruku jest faworyzowaniem wierzyciela, skoro wierzyciel jest jeden?
- prawdą jest, że windykator może przyjść do mnie do pracy?
- czy firma Casus może przekazać moją sprawę do komornika, jeżeli wierzycielem nadal jest bank, a oni jedynie obsługują zadłużenie?
- czy mają prawo wymagać ode mnie informacji na temat mojego majątku, samochodu (którego nie posiadam), dochodów męża (który w czasie zaciągania kredytu mężem jeszcze nie był), stanu prawnego mieszkania, w którym jestem zameldowania, stanu majątku pozostałych członków rodziny i jednocześnie grozić mi, że nie przekazanie tych informacji spowoduje przekazanie sprawy do komornika?
- jeśli nie podpisywałam z nimi ugody, a telefony o rożnych porach po kilka razy dziennie są dla mnie zwyczajnie męczące i denerwujące, czy mogę im zabronić kontaktu telefonicznego i wystąpić o kontakt wyłącznie na piśmie?
- czy tego typu telefony, w których jestem straszona, jak mi się wydaje, nieprawdziwymi sankcjami i karmiona nieprawdziwymi informacjami podchodzą już pod stalking, czy nadal są legalnym działaniem firmy?
- czy mogę nagrywać te rozmowy, żeby mieć dowód przy składaniu ewentualnej skargi?
- ewentualną skargę składać do UOKiKu czy gdzie?
- przede wszystkim - jeśli informację o tym, że zajmują się windykacją tego kredytu na rzecz banku dostałam pisemnie po prawie dwóch tygodniach od pierwszego telefonu (nawet data nadania na piśmie jest datą prawie tydzień późniejszą niż ich pierwszy telefon), czy informacje, których udzieliłam im w czasie pierwszej rozmowy (tej z zaskoczenia), mogę uznać za wyłudzone?

Będę wdzięczna za odpowiedź i chociaż częściowe uporządkowanie informacji co dokładnie wolno a czego nie wolno firmie windykacyjnej, bo już się zupełnie pogubiłam...
 
1. Jeśli jest jeden wierzyciel, to kto miałby być faworyzowany względem kogo? Czy aby na pewno jest jeden dług? Może w tym samym banku miała Pani dwa produkty kredytowe (np. pożyczka ratalna i karta kredytowa)? Jeden z długów mógł zostać sprzedany i wtedy mamy już dwóch wierzycieli.

2. Do Pani do pracy teoretycznie może przyjść każdy. Czy zostanie wpuszczony, to już zależy przede wszystkim od pracodawcy. Windykator nie ma uprawnień, aby przymusem dokonać jakichkolwiek czynności - zapewne takie postępowanie ma Panią "zmęczyć i zirytować" do tego stopnia, żeby Pani sama spłaciła zadłużenie.

3. Windykator działa na zlecenie Wierzyciela i jeśli umowa zawarta pomiędzy nimi to umożliwia, to może reprezentować go w Sądzie, a potem podczas postępowania egzekucyjnego. Nie można jednak wszcząć egzekucji komorniczej bez tytułu wykonawczego, a takim jest Nakaz Zapłaty opatrzony klauzulą wykonalności wydany przez Sąd.

4. Pytać mogą - Pani nie musi udzielać odpowiedzi. Z tego co czytam, to są w większości pytania, które zadaje komornik. Prawdopodobnie zbierają informację, aby zbadać opłacalność kontynuowania procedury windykacyjnej (czy koszty, które poniesie windykator będą w stanie odzyskać) oraz ewentualnego uproszczenia postępowania egzekucyjnego.

5. Oczywiście, że może Pani zażądać wyłącznie kontaktu pisemnego. Oni jednak nie koniecznie takiemu zakazowi się podporządkują. Były głośne sprawy, w których dłużnicy skarżyli firmy windykacyjne o nękanie.

6. j/w jeśli uzna Pani, że doszło do naruszenia prawa i może Pani to udowodnić, to proszę zawiadomić prokuraturę. Mało osób tak robi i zapewne dlatego prokuratura niechętnie zajmuje się takimi sprawami. Niemniej jednak ma Pani takie prawo.

7. Dla własnego bezpieczeństwa proszę informować rozmówcę, że rejestruje Pani rozmowę. Jeśli się nie zgodzi, to proszę mu przekazać, aby skontaktował się pisemnie (poczta, e-mail).

8. Nie mam doświadczenia z UOKiK choć wydaje mi się, że tam mogłaby Pani uzyskać jakąś pomoc. Jeśli nie zależy Pani na wszczynaniu sprawy karnej, zawsze można powiadomić zwierzchników firmy windykacyjnej o nadużyciach jej pracowników - może to coś pomoże?

9. Nie - podała Pani informacje dobrowolnie. Poza tym została Pani poinformowana telefonicznie, że zmieniła się firma windykacyjna, więc wiedziała Pani z kim rozmawia.
 
2,4,5, 7, 8 - dziękuję za rozjaśnienie tematu.

1. Kredyty są trzy, windykowane jak dotąd przez dwie firmy (Kruk i Casus). Wierzyciel nadal pozostał jeden, bo bank tylko zlecił im windykację, ale długu nie sprzedał.

3. Casus straszy mnie nie tym, ze bank założy mi sprawę w sądzie, tylko, że oni to zrobią, jako firma windykacyjna. O ile dobrze rozumiem, jeśli bank nie sprzedał im mojego długu, nadal taki pozew może wyjść wyłącznie ze strony banku?

6. Jeszcze rozmów nie zaczęłam nagrywać, więc ja dowodu nie mam. Oni podobno rozmowy nagrywają (choć nie wiem, dwie osoby udzieliły mi różnych informacji) - czy w przypadku, kiedy to Casus jest w posiadaniu nagrań rozmów, w których mnie okłamują i zastraszają, mogę z tym coś zrobić? Czy jeśli złożyłabym takie zawiadomienie w prokuraturze, prokurator może wystąpić do Casusa o obciążające ich nagrania?

9. Firma się nie zmieniła, bank zlecił windykację dwóch kredytów dwóm różnym firmom. Kredyt A, windykowany jest przez Kruka, kredyt B przez Casus, kredytem C jeszcze zajmuje się bank. Pisemną informację o tym, że kredytem B zajmuje się Casus dostałam prawie dwa tygodnie po ich pierwszym telefonie. Czy nie powinno być odwrotnie, najpierw pisemna informacja, a potem telefony?
 
ad 1.
Skoro ma Pani 100% pewność, że długi nie zostały sprzedane, to w sumie nie ma się czym przejmować. Prawdopodobnie firma CASUS chce podwyższyć wskaźniki swojej efektywności.

ad. 3
Powodem może być tylko Wierzyciel - oni mogą być pełnomocnikiem procesowym. Możliwe jednak, że bank w umowie z nimi upoważnił ich do swobodnego decydowania o sposobie windykacji z drogą sądową włącznie. W takim wypadku decyzję faktycznie mogą podjąć przedstawiciele firmy windykacyjnej i fizycznie, to oni "założą" sprawę, choć z powództwa banku.

ad 6.
A czy Pani udostępniłaby dobrowolnie dowody przemawiające przeciwko niej? Prokuratura bez dowodu nie zajmie się sprawą. Dowody musi dostarczyć Pani. Nie słyszałem jeszcze, żeby jakakolwiek firma dobrowolnie przekazała nagrania z rozmów call-center z klientami.

Ad 9.
Takie kwestie nie są uregulowane przepisami, więc windykator ma dowolność.
 
Powrót
Góra