N
NDM
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2016
- Odpowiedzi
- 2
Witam
Mam problem ze znanym już serwisem Regeneris i salonem Orange.
Otóż oddałem mojego Htc 820 na gwarancję z powodu problemów z ładowaniem i ogólnie z baterią. Telefon zaniosłem do najbliższego salonu Orange. Pani go dokładnie obejrzała, włączyła,sprawdziła IMEI. Stan telefonu dokładnie opisała w formularzu.
Po tygodniu pobytu telefonu w Regeneris dostałem informację o uszkodzeniu mechanicznym wyświetlacza, nie podlegającym warunkom naprawy gwarancyjnej, oraz zdjęcie przedstawiające usterkę. Kosztorys naprawy to 884,79 zł, czyli cena nowego telefonu.
Kiedy to przeczytałem, myślałem, że dostanę wylewu. Od razu udałem się do salonu, w którym go zostawiłem. Przedstawiam sprawę i zonk. Każdy umywa ręce. Konsultant serwisu informuje mnie, że oni nie będą dociekać jak to się stało. Nie interesuje ich czy uszkodzenie powstało podczas transportu, czy uszkodził to pracownik. Salon natomiast po sprawdzeniu nagrania z kamer nie ma pewności, czy telefon był włączany, wiec nie może potwierdzić, że wyświetlacz nie był uszkodzony. Nie ważne, że w protokole nie ma słowa o uszkodzeniu wyświetlacza, co pozwala zakładać, że był cały w chwili oddania.
Pomijam fakt, że Pani, która go oglądała, musiała go włączyć aby sprawdzić numer IMEI, oraz musiałem odblokowywać ekran, co zapewne widać na nagraniu...
Kosztorysu oczywiście nie przyjąłem. Nie wiem co dalej robić z tym fantem.
Czytając opinie w internecie na temat tego, pożal się Boże serwisu, czuję, że będzie to walka z wiatrakami.
Może macie jakieś sugestie co powinno się znaleźć w reklamacji. Do kogo najpierw udzerzyć, do Orange czy Regeneris?
Pozdrawiam
Mam problem ze znanym już serwisem Regeneris i salonem Orange.
Otóż oddałem mojego Htc 820 na gwarancję z powodu problemów z ładowaniem i ogólnie z baterią. Telefon zaniosłem do najbliższego salonu Orange. Pani go dokładnie obejrzała, włączyła,sprawdziła IMEI. Stan telefonu dokładnie opisała w formularzu.
Po tygodniu pobytu telefonu w Regeneris dostałem informację o uszkodzeniu mechanicznym wyświetlacza, nie podlegającym warunkom naprawy gwarancyjnej, oraz zdjęcie przedstawiające usterkę. Kosztorys naprawy to 884,79 zł, czyli cena nowego telefonu.
Kiedy to przeczytałem, myślałem, że dostanę wylewu. Od razu udałem się do salonu, w którym go zostawiłem. Przedstawiam sprawę i zonk. Każdy umywa ręce. Konsultant serwisu informuje mnie, że oni nie będą dociekać jak to się stało. Nie interesuje ich czy uszkodzenie powstało podczas transportu, czy uszkodził to pracownik. Salon natomiast po sprawdzeniu nagrania z kamer nie ma pewności, czy telefon był włączany, wiec nie może potwierdzić, że wyświetlacz nie był uszkodzony. Nie ważne, że w protokole nie ma słowa o uszkodzeniu wyświetlacza, co pozwala zakładać, że był cały w chwili oddania.
Pomijam fakt, że Pani, która go oglądała, musiała go włączyć aby sprawdzić numer IMEI, oraz musiałem odblokowywać ekran, co zapewne widać na nagraniu...
Kosztorysu oczywiście nie przyjąłem. Nie wiem co dalej robić z tym fantem.
Czytając opinie w internecie na temat tego, pożal się Boże serwisu, czuję, że będzie to walka z wiatrakami.
Może macie jakieś sugestie co powinno się znaleźć w reklamacji. Do kogo najpierw udzerzyć, do Orange czy Regeneris?
Pozdrawiam