G
gregmoto
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2009
- Odpowiedzi
- 2
Oto konkretne problemy z ZUS-em:
Gdy zrezygnowałem już ze studiów w styczniu 2008 i wrociłem do domu, to złożyłem papiery do studium policealnego we W... (aby nie ścignęło mnie wojsko i żeby móc nadal otrzymywać rentę po tacie) i w weekendy przyjeżdzałem na zajęcia. Ale później (dokłądnie to był czerwiec) wyjechałem do Czech do pracy (moje zarobki nie przekraczały 2000 zł.) i nie przystapiłem do sesji, więc w lipcu wziąłem sobie wolne i przyjechałem i złożyłem rezygnację. Było to dokładnie 13 lipca. Jak tylko przyjechałem do W... pod koniec września to złożyłem papiery do innej szkoły, żeby mieć zaświadczenie do ZUS-u. Dodam, że renta jest podzielona na dwie osoby (na mnie i moją mamę), ale chciałem się uczyć więc dostarczałem zaświadczenia do ZUS-u. W październiku uczelnia z której zrezygnowałem w styczniu przysłała zawiadomienie do ZUS-u, że od stycznia nie jestem studentem. Czyli minął pewien okres czasu a uczelnia dopiero wysłała takie zawiadomienie (nie wiem jak to powinno się odbywać, ale to właśnie od ich pisma wszystko się zaczęło). Na początku stycznia 2009 dostałem wezwanie, że mam oddać ZUS-owi prawie 10 tyś zł. Na tym "papierku" jest napisane, że uczelnia wystosowała do nich takie pismo i muszę im zwrócić pieniądze, bo niby się nie uczyłem. No to ja od razu udałem się do tej starej szkoły i do tej nowej i wziąłem nowe zaświadczenia. Ale jak wiadomo ZUS nie jest taką instytucją, z która łatwo się wygrywa. Udałem się więc do K.... w celu wyjaśnienia tej sprawy. Okazało się, że moje wszystkie papiery są w W... i pani je musi ściągnąć do oddziału w K..., powiedziała więc, że muszę przyjechać za tydzień. Przy okazji poprosiła o pozostawienie tych nowych zaświadczeń. Gdy przyjechałem na następny tydzień okazało się, że jest niby ok, uczyłem się ale na tym zaświadczeniu z tej pierwszej szkoły policealnej było napisane, że zostałem skreślony z listy dnia 13 lipca, czyli w tym dniu kiedy przyjechałem zrezygnować i odebrać papiery. Usłyszałem również, że i tak muszę oddać im te pieniądze ponieważ zostałem wyrzucony ze szkoły (dla nich skreślony z listy oznacza wyrzucony). Teraz szkoła próbuje wyjaśnić tę sprawę w taki sposób, aby uchronić siebie i mówi, że zostałem skreślony z listy 3 lipca czyli 10 dni wcześniej niż ja osobiście zrezygnowałem. I teraz trwa wielka walka pomiędzy ZUS-em, szkołą a mną. Próbuję uzyskać takie zaświadczenie dla ZUS-u od szkoły, w którym napiszą mi w jakich terminach byłem na zajęciach, abym nie musiał oddawać im aż takiej kwoty za tyle miesięcy. Ale pani w sekretariacie twierdzi, że jeśli ZUS wystąpi do nich z taką prośbą to oni udzielą im takich informacji. Nie wiem jak to się wszystko skończy. Chyba będę musiał złożyć odwołanie do sądu bo inaczej nie wygram tej sprawy. Co mam zrobić?? Zgodzę się, że za miesiąc np czerwiec (bo nie chodziłem do szkoły) lipiec, sierpien (bo nie złożyłem w tym czasie papierów) powinienem oddać im pieniądze. Jak to wygląda w świetle prawa. Proszę o pomoc
Gdy zrezygnowałem już ze studiów w styczniu 2008 i wrociłem do domu, to złożyłem papiery do studium policealnego we W... (aby nie ścignęło mnie wojsko i żeby móc nadal otrzymywać rentę po tacie) i w weekendy przyjeżdzałem na zajęcia. Ale później (dokłądnie to był czerwiec) wyjechałem do Czech do pracy (moje zarobki nie przekraczały 2000 zł.) i nie przystapiłem do sesji, więc w lipcu wziąłem sobie wolne i przyjechałem i złożyłem rezygnację. Było to dokładnie 13 lipca. Jak tylko przyjechałem do W... pod koniec września to złożyłem papiery do innej szkoły, żeby mieć zaświadczenie do ZUS-u. Dodam, że renta jest podzielona na dwie osoby (na mnie i moją mamę), ale chciałem się uczyć więc dostarczałem zaświadczenia do ZUS-u. W październiku uczelnia z której zrezygnowałem w styczniu przysłała zawiadomienie do ZUS-u, że od stycznia nie jestem studentem. Czyli minął pewien okres czasu a uczelnia dopiero wysłała takie zawiadomienie (nie wiem jak to powinno się odbywać, ale to właśnie od ich pisma wszystko się zaczęło). Na początku stycznia 2009 dostałem wezwanie, że mam oddać ZUS-owi prawie 10 tyś zł. Na tym "papierku" jest napisane, że uczelnia wystosowała do nich takie pismo i muszę im zwrócić pieniądze, bo niby się nie uczyłem. No to ja od razu udałem się do tej starej szkoły i do tej nowej i wziąłem nowe zaświadczenia. Ale jak wiadomo ZUS nie jest taką instytucją, z która łatwo się wygrywa. Udałem się więc do K.... w celu wyjaśnienia tej sprawy. Okazało się, że moje wszystkie papiery są w W... i pani je musi ściągnąć do oddziału w K..., powiedziała więc, że muszę przyjechać za tydzień. Przy okazji poprosiła o pozostawienie tych nowych zaświadczeń. Gdy przyjechałem na następny tydzień okazało się, że jest niby ok, uczyłem się ale na tym zaświadczeniu z tej pierwszej szkoły policealnej było napisane, że zostałem skreślony z listy dnia 13 lipca, czyli w tym dniu kiedy przyjechałem zrezygnować i odebrać papiery. Usłyszałem również, że i tak muszę oddać im te pieniądze ponieważ zostałem wyrzucony ze szkoły (dla nich skreślony z listy oznacza wyrzucony). Teraz szkoła próbuje wyjaśnić tę sprawę w taki sposób, aby uchronić siebie i mówi, że zostałem skreślony z listy 3 lipca czyli 10 dni wcześniej niż ja osobiście zrezygnowałem. I teraz trwa wielka walka pomiędzy ZUS-em, szkołą a mną. Próbuję uzyskać takie zaświadczenie dla ZUS-u od szkoły, w którym napiszą mi w jakich terminach byłem na zajęciach, abym nie musiał oddawać im aż takiej kwoty za tyle miesięcy. Ale pani w sekretariacie twierdzi, że jeśli ZUS wystąpi do nich z taką prośbą to oni udzielą im takich informacji. Nie wiem jak to się wszystko skończy. Chyba będę musiał złożyć odwołanie do sądu bo inaczej nie wygram tej sprawy. Co mam zrobić?? Zgodzę się, że za miesiąc np czerwiec (bo nie chodziłem do szkoły) lipiec, sierpien (bo nie złożyłem w tym czasie papierów) powinienem oddać im pieniądze. Jak to wygląda w świetle prawa. Proszę o pomoc