R
Radhezz
Użytkownik
- Dołączył
- 03.2010
- Odpowiedzi
- 49
Witam po jakimś czasie ponownie - niestety z kolejnym problemem, nie dotyczącym bezpośrednio mnie, ale mojej dziewczyny, a właściwie jej rodziców. Sprawę mam mniej więcej obcykaną, ale chciałem się dowiedzieć czy nigdzie nie popełniam błędu logicznego 
Otóż tak:
W sierpniu zeszłego roku rodzice dziewczyny (pod naszą nieobecność w kraju) dali się namówić na zmianę operatora telefonu naziemnego na firmę Telepolska - skusiła ich promocja na abonament, na szybko podpisali umowę i po cichutku czekali na uruchomienie usługi. Miesiące mijały i nic się nie działo - wtedy w grudniu z racji prawdopodobnie jakiejś promocji zadzwoniono z ofertą od dotychczasowego operatora, i na równie preferencyjnych zasadach z nim podpisano umowę.
Tak jak przez kilka miesięcy nikt z Telepolska się nie odzywał, tak w ciągu 3 tygodni dotarła faktura obciążająca za zerwanie umowy...
Do tego miejsca sprawa wygląda nieciekawie dla tych ludzi, ale w tym momencie wpadam ja i sprawdzam umowę pod względem wszelkich nieścisłości - i nagle okazuje się iż jest ona niezgodna z prawem telekomunikacyjnym, gdyż nie zawiera daty najpóźniejszego terminu rozpoczęcia usługi - w związku z tym umowa jest nieważna, i mogą ją sobie wsadzić :evil:
Pismo poszło, pismo zwrotne przyszło. Firma przesłała jakieś tam bla bla w zasadzie niewiele znaczące, a przy okazji niemal od razu przyszły papiery z naliczonymi odsetkami i pismem od firmy windykacyjnej (EOS), oraz kopią egzemplarza umowy operatora. Z prawdziwym rozbawieniem stwierdziłem że na umowie której kopię wysłali data rozpoczęcia świadczenia usługi jest podana. W dodatku innym pismem uzupełniona niż reszta umowy. Ale czy jest sens się szarpać o fałszerstwo, podczas gdy mam drugi egzemplarz umowy bez daty? Przepisy ogólne stwierdzają jasno, iż oba egzemplarze umowy powinny być jednobrzmiące, pod rygorem nieważności. A one się różnią w bardzo ważnym punkcie. Wniosek jeden - sprawa wygrana w przedbiegach.
Aczkolwiek zastanawiam się z kim sprawy dalej wyjaśniać - z firmą windykacyjną, czy operatorem który nawet nie próbował się dogadać tylko od razu sprzedał dług?
Żeby było śmieszniej to firma windykacyjna już przymierza się do wytoczenia sprawy (a w każdym razie tak straszą) ale w Warszawie. No nie wiem, ale coś mi się wydaje to "nie halo", bo wg. właściwości ogólnej to pozew powinien być złożony do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania pozwanego. Tym bardziej że sprawa dotyczy ustalenia istnienia umowy, rozwiązania lub unieważnienia – co też powinno być rozpatrywane przed sąd miejsca wykonania umowy (w tym wypadku tożsamy z miejscem zamieszkania pozwanego). Tak więc tutaj pytanko: w razie gdyby miało dojść do sprawy sądowej, w jaki sposób przenieść sprawę (na własne "podwórko"), tzn. w jakiej formie (wniosek do sądu?) i na jakiej podstawie (art. 34 KPC?) najlepiej?
Otóż tak:
W sierpniu zeszłego roku rodzice dziewczyny (pod naszą nieobecność w kraju) dali się namówić na zmianę operatora telefonu naziemnego na firmę Telepolska - skusiła ich promocja na abonament, na szybko podpisali umowę i po cichutku czekali na uruchomienie usługi. Miesiące mijały i nic się nie działo - wtedy w grudniu z racji prawdopodobnie jakiejś promocji zadzwoniono z ofertą od dotychczasowego operatora, i na równie preferencyjnych zasadach z nim podpisano umowę.
Tak jak przez kilka miesięcy nikt z Telepolska się nie odzywał, tak w ciągu 3 tygodni dotarła faktura obciążająca za zerwanie umowy...
Do tego miejsca sprawa wygląda nieciekawie dla tych ludzi, ale w tym momencie wpadam ja i sprawdzam umowę pod względem wszelkich nieścisłości - i nagle okazuje się iż jest ona niezgodna z prawem telekomunikacyjnym, gdyż nie zawiera daty najpóźniejszego terminu rozpoczęcia usługi - w związku z tym umowa jest nieważna, i mogą ją sobie wsadzić :evil:
Pismo poszło, pismo zwrotne przyszło. Firma przesłała jakieś tam bla bla w zasadzie niewiele znaczące, a przy okazji niemal od razu przyszły papiery z naliczonymi odsetkami i pismem od firmy windykacyjnej (EOS), oraz kopią egzemplarza umowy operatora. Z prawdziwym rozbawieniem stwierdziłem że na umowie której kopię wysłali data rozpoczęcia świadczenia usługi jest podana. W dodatku innym pismem uzupełniona niż reszta umowy. Ale czy jest sens się szarpać o fałszerstwo, podczas gdy mam drugi egzemplarz umowy bez daty? Przepisy ogólne stwierdzają jasno, iż oba egzemplarze umowy powinny być jednobrzmiące, pod rygorem nieważności. A one się różnią w bardzo ważnym punkcie. Wniosek jeden - sprawa wygrana w przedbiegach.
Aczkolwiek zastanawiam się z kim sprawy dalej wyjaśniać - z firmą windykacyjną, czy operatorem który nawet nie próbował się dogadać tylko od razu sprzedał dług?
Żeby było śmieszniej to firma windykacyjna już przymierza się do wytoczenia sprawy (a w każdym razie tak straszą) ale w Warszawie. No nie wiem, ale coś mi się wydaje to "nie halo", bo wg. właściwości ogólnej to pozew powinien być złożony do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania pozwanego. Tym bardziej że sprawa dotyczy ustalenia istnienia umowy, rozwiązania lub unieważnienia – co też powinno być rozpatrywane przed sąd miejsca wykonania umowy (w tym wypadku tożsamy z miejscem zamieszkania pozwanego). Tak więc tutaj pytanko: w razie gdyby miało dojść do sprawy sądowej, w jaki sposób przenieść sprawę (na własne "podwórko"), tzn. w jakiej formie (wniosek do sądu?) i na jakiej podstawie (art. 34 KPC?) najlepiej?
Ostatnia edycja: