W
WRonX
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2010
- Odpowiedzi
- 17
Problem z ZUS - sprawdzanie "poprawności zatrudnienia" (L4), wstrzymany zasiłek...
Witam.
Moja żona ma problem z ZUSem. Ostatnio skończyła studia i została zatrudniona na czas nieokreślony. Nie ukrywam, że poleciłem ją pracodawcy, dla którego kiedyś pracowałem. Praca biurowa, na początek, będzie coś w CV...
W międzyczasie udało nam się postarać o dziecko i wszystko było w porządku, ale z czasem zaczęła się gorzej czuć i lekarz orzekł, że ciąża jest zagrożona i żona ma leżeć/wypoczywać.
Pod koniec listopada żona przeszła na zwolnienie. Bodajże w styczniu ZUS stwierdził, że wstrzymuje wypłacanie zasiłku "do wyjaśnienia sprawy", bo to podobno "standardowa procedura" w przypadku, gdy ktoś przechodzi na zwolnienie wcześniej niż 3 miesiące po zatrudnieniu (taak... czyli jakieś 10 dni później byłoby w porządku...). Nie byłoby problemu, gdyby sprawa nie ciągnęła się do teraz, a my musimy wybierać pomiędzy jedzeniem, a lekarstwami podtrzymującymi. Bo ZUS sprawdza, czy żona pracowała!
Ja rozumiem, że zdarzają się przekręty, ale chyba w tym kraju człowiek jest niewinny, dopóki mu się nie udowodni winy, a ZUS wstrzymał zasiłki i kazał żonie udowodnić, że pracowała. Paranoję tej sytuacji podkreśla parę faktów:
Z tego, co dowiedzieliśmy się od pracodawcy, był chodził on (jego księgowa) do ZUSu chyba trzykrotnie, za każdym razem wymagano nowych papierów.
Doszło do wezwania żony, która po konsultacji z lekarzem pojechała do ZUSu, gdzie złożyła wyjaśnienia na temat tego, co robiła, gdzie i kiedy, czy zamierza wrócić do pracy etc. I wszystko miało być "posłane dalej", a tu dowiedzieliśmy się od pracodawcy, że jest on wzywany ponownie na jutro/pojutrze... To jest już chore.
Jedynym błędem był fakt, że drugie zwolnienie było dostarczone po terminie, bo pracodawca był w trakcie zmiany księgowej i zrobił się bajzel w papierach. Od tego czasu poszły kolejne dwa zwolnienia, ZUS dowiedział się o ciąży (wcześniej nie wiedzieli) i dalej robią problemy...
O ile wiem, ustawa zasiłkowa (nie znalazłem jej) stwierdza, że ZUS ma 30 dni na wypłatę zasiłku od dnia dostarczenia dokumentów stwierdzających, że ubezpieczonemu zasiłek przysługuje. Jakie to dokumenty? Co można teraz zrobić i na jakie przepisy się powołać, żeby ktoś coś ruszył ze sprawą? Czy cała ta sytuacja jest legalna?
EDIT:
Pikanterii dodaje sprawie parę faktów:
- nikt w ZUSie nie wiedział, na jakiej podstawie jest wystawione zwolnienie. Co jest?
- żona musiała przynieść legitymację ubezpieczeniową (przecież ZUS ją wydał!) *oraz* druki RMUA (tak, musiałem jechać do jej pracodawcy po to), a podobno wystarczy jedna z tych rzeczy?!
- co z wyplata zasiłku ma wspólnego, czy żona będzie kontynuować pracę po urodzeniu? Skąd ona to ma wiedzieć?
- pytano żonę, czy jest spokrewniona z pracodawcą. "uff" - nie była. A jeśli tak, to czy to nielegalne?
Witam.
Moja żona ma problem z ZUSem. Ostatnio skończyła studia i została zatrudniona na czas nieokreślony. Nie ukrywam, że poleciłem ją pracodawcy, dla którego kiedyś pracowałem. Praca biurowa, na początek, będzie coś w CV...
W międzyczasie udało nam się postarać o dziecko i wszystko było w porządku, ale z czasem zaczęła się gorzej czuć i lekarz orzekł, że ciąża jest zagrożona i żona ma leżeć/wypoczywać.
Pod koniec listopada żona przeszła na zwolnienie. Bodajże w styczniu ZUS stwierdził, że wstrzymuje wypłacanie zasiłku "do wyjaśnienia sprawy", bo to podobno "standardowa procedura" w przypadku, gdy ktoś przechodzi na zwolnienie wcześniej niż 3 miesiące po zatrudnieniu (taak... czyli jakieś 10 dni później byłoby w porządku...). Nie byłoby problemu, gdyby sprawa nie ciągnęła się do teraz, a my musimy wybierać pomiędzy jedzeniem, a lekarstwami podtrzymującymi. Bo ZUS sprawdza, czy żona pracowała!
Ja rozumiem, że zdarzają się przekręty, ale chyba w tym kraju człowiek jest niewinny, dopóki mu się nie udowodni winy, a ZUS wstrzymał zasiłki i kazał żonie udowodnić, że pracowała. Paranoję tej sytuacji podkreśla parę faktów:
- praca polegała głównie na wyszukiwaniu ewentualnych klientów oraz monitorowaniu ofert firm konkurencyjnych, generalnie praca biurowa, czasem w domu, czasem trzeba było wydrukować fakturę, uporządkować dokumenty itp. Jak do ciężkiej *** udowodnić, że się pracowało?? Nagrywać wszystko?
- zwolnienie z powodu ciąży, a ZUS kazał pracodawcy przynieść zaświadczenie BHP (ciąża to wypadek?)
- oprócz tego dopytywanie, skąd znalazła pracę, jakie były kwalifikacje, żądanie kserokopii dyplomu z uczelni (do takiej pracy??)
- oświadczenie od jakiegoś klienta, że kontaktował się z firmą i rozmawiał z żoną... paranoja...
Z tego, co dowiedzieliśmy się od pracodawcy, był chodził on (jego księgowa) do ZUSu chyba trzykrotnie, za każdym razem wymagano nowych papierów.
Doszło do wezwania żony, która po konsultacji z lekarzem pojechała do ZUSu, gdzie złożyła wyjaśnienia na temat tego, co robiła, gdzie i kiedy, czy zamierza wrócić do pracy etc. I wszystko miało być "posłane dalej", a tu dowiedzieliśmy się od pracodawcy, że jest on wzywany ponownie na jutro/pojutrze... To jest już chore.
Jedynym błędem był fakt, że drugie zwolnienie było dostarczone po terminie, bo pracodawca był w trakcie zmiany księgowej i zrobił się bajzel w papierach. Od tego czasu poszły kolejne dwa zwolnienia, ZUS dowiedział się o ciąży (wcześniej nie wiedzieli) i dalej robią problemy...
O ile wiem, ustawa zasiłkowa (nie znalazłem jej) stwierdza, że ZUS ma 30 dni na wypłatę zasiłku od dnia dostarczenia dokumentów stwierdzających, że ubezpieczonemu zasiłek przysługuje. Jakie to dokumenty? Co można teraz zrobić i na jakie przepisy się powołać, żeby ktoś coś ruszył ze sprawą? Czy cała ta sytuacja jest legalna?
EDIT:
Pikanterii dodaje sprawie parę faktów:
- nikt w ZUSie nie wiedział, na jakiej podstawie jest wystawione zwolnienie. Co jest?
- żona musiała przynieść legitymację ubezpieczeniową (przecież ZUS ją wydał!) *oraz* druki RMUA (tak, musiałem jechać do jej pracodawcy po to), a podobno wystarczy jedna z tych rzeczy?!
- co z wyplata zasiłku ma wspólnego, czy żona będzie kontynuować pracę po urodzeniu? Skąd ona to ma wiedzieć?
- pytano żonę, czy jest spokrewniona z pracodawcą. "uff" - nie była. A jeśli tak, to czy to nielegalne?
Ostatnia edycja: