Problem ze znalezieniem właściciela praw

  • Autor wątku Autor wątku poiuytre
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

poiuytre

Użytkownik
Dołączył
04.2008
Odpowiedzi
74
Chciałbym wydać książkę, która ukazała się ponad 25 lat temu. Niestety mam poważny problem z odnalezieniem tłumacza - znam tylko imię i nazwisko oraz rok urodzenia. Na nieszczęście tłumacz ten nie był zbyt płodny, ponieważ w różnych bazach znalazłem tylko 2 jego przekłady i oba dosyć stare (całkiem możliwe, że już nie żyje). Oczywiście skontaktowałem się z wydawnictwem, w którym została wydana książka. Niestety niczego się nie dowiedziałem - powiedziano mi, że nic nie wiedzą i nie potrafią mi pomóc, nawet nie odpowiedzieli na pytanie, czy to oni posiadają prawa do tłumaczenia (mało prawdopodobne, ale nie jest to wykluczone). Nie wiem, czy faktycznie nie wiedzą, czy też chcieli mnie zbyć. W drugim wydawnictwie też niczego się nie dowiedziałem. Udało mi się tylko skontaktować z jednym z redaktorów, ale on też nie wie, jak skontaktować się z tłumaczem.

Mogę oczywiście dać książkę innemu tłumaczowi, ale obecny przekład bardzo mi pasuje, co jest o tyle ważne, że ma to być kolejna pozycja w serii, a przekład ładnie się komponuje z innymi tomami.

Czy jest jakieś wyjście z sytuacji? Czasami wydaje się książki z adnotacją, że dochowano należytej staranności w znalezieniu właścicieli praw i że jak taki się odnajdzie, to żeby się zgłosił, ale to najczęściej dotyczy kilku zdjęć, a nie całego przekładu.

Czy jest możliwość wydania tego przekładu bez narażenia się na kary? Uiszczenie wynagrodzenia po rynkowych stawkach po odnalezieniu się właścicieli praw jest oczywiste, ale widmo procesu i kilkakrotność opłat jakoś studzi moje zapędy.
 
poiuytre napisał:
... Czy jest jakieś wyjście z sytuacji? ...
Spróbuj skontaktować się z odpowiednią OZZ.
poiuytre napisał:
... Czy jest możliwość wydania tego przekładu bez narażenia się na kary? ...
Be uzyskania odpowiedniego zezwolenie nie ma.
 
Znalazłem autora! :)

Jeszcze mam jedno pytanie: książka ma zostać wznowiona mniej więcej w takiej formie, w jakiej ukazała się po raz pierwszy, natomiast kilka opowiadań w niej zwartych (stanowiących ok 20% całości) planuję też użyć w innej publikacji.

Czy podpisując umowę licencji okresowej, wskazuje się konkretnie w jaki sposób teksty zostaną użyte, czy też raz kupuję i mogę je dowolnie użytkować?

Wiem, że to jest kwestia jak się obie strony dogadają, ale chciałby wiedzieć jak to standardowo wygląda - czy za te 20% powinienem dwa razy zapłacić (bo użyję ich w 2 publikacjach), czy raczej płacę raz i korzystam według uznania?
 
poiuytre napisał:
... Wiem, że to jest kwestia jak się obie strony dogadają, ale chciałby wiedzieć jak to standardowo wygląda ...
Standardy nie mają znaczenia, musisz mieć dokładnie wskazany sposób korzystania, inna publikacja to inne korzystanie.
 
Opisze to tutaj, bo w zasadzie pytanie takie jak w temacie:
Przy czyszczeniu praw do innej starej publikacji natknąłem się na zdjęcia, których autorstwo jest mi nieznane. Są to fotografie elementów architektonicznych, rzeźb i płaskorzeźb oraz eksponatów muzealnych (wszystko z poprzednich wieków). Zdjęcia zrobione są tak, aby maksymalnie pokazać dany przedmiot – nie ma tu żadnego specyficznego kadrowania, gry cieni i innych artystycznych zabiegów – nawet tło zostało wymazane i jest tylko dany przedmiot (część ma jednolite czarne tło).Mimo wszystko mam wrażenie, że są to utwory w świetle PA i podlegają ochronie.

Problem w tym, że nie mogę znaleźć autorów tych zdjęć – te osoby na pewno nie żyją, ale mogły umrzeć mniej niż 70 lat temu. W pierwszym wydaniu książki nie zostało wskazane autorstwo tych zdjęć, wydawnictwo też nie wie, kto je wykonał (zdjęcia te prawdopodobnie został zrobione specjalnie na potrzeby książki i raczej nie ma ich w innych publikacjach). Co ciekawe, macierzyste wydawnictwo po latach wznawiając nakład w innym opracowaniu graficznym już nie korzystało z pierwotnych fotografii tylko zrobiło nowe – bardzo podobne, ale jednak widać, że były robione z minimalnie innej perspektywy; nie wiem, czy chodziło o niewystarczającą jakość czy prawa własności – oni zresztą też nie wiedzą).

Teraz zakładam skorzystanie z tych oryginalnych, natomiast wcześniej chcę się upewnić, jakie mogą być konsekwencje znalezienia się spadkobierców (mało prawdopodobne, ale możliwe). Rozumiem, że zgodnie z art. 79. 1. będę musiał:
ad 1) wycofać nakład
ad 2) zniszczyć nakład (?)
ad 3) zapłacić 2 lub 3-krotność ich wartości
ad 4) podzielić się zyskiem (?)

I tu pytania:
1. Czy ta krotność jest wyliczana na podstawie realnej ceny takiego zdjęcia (i kto ją ustala), czy spadkobierca sam sobie może wyznaczyć cenę oderwaną od rzeczywistości (wiem, ile kosztują pozostałe ilustracje, więc zakładam, że te powinny podobnie)?
2. Co się kryje pod „wydaniem uzyskanych korzyści” (pkt.4)? Trefne fotografie to może 10% z ogólnej liczby ilustracji w tekście i może 5% jeśli przeliczyć je na powierzchnię [cm2] (a do tego jeszcze oczywiście dużo tekstów – ilustracje to tylko uzupełnienie; w sumie mogą stanowić jakiś promil kosztów całej publikacji). Czy może żądać zwrotu całego dochodu ze sprzedaży?
3. Czy w ogóle takie fotografie jak opisałem muszą podchodzić pod definicję utworu i są objęte prawami?
4. Czy jakimkolwiek zabezpieczeniem jest formułka na stronie redakcyjnej, że wydawca dochował należytej staranności w znalezieniu wszystkich właścicieli praw, ale jeśli kogoś pominął, to ta osoba jest proszona o kontakt w celu rozliczenia się?
5. Czy za takie naruszenie mogę też ponieść odpowiedzialność karną?
6. Jakieś inne konsekwencje?
 
poiuytre napisał:
... lub 3-krotność ich wartości ...
Nie ma już czegoś takiego.

1. Art. 79. dokładnie to wskazuje.
2. Sąd oceni ich wielkość.
3. A czemu nie, czytaj mój podpis.
4. Do niczego nie uprawnia.
5. Art. 116. PA.
 
3. Sprawa nie jest jednoznaczna o czym wskazuje choćby wyrok Sądu Apelacyjny w Lublinie z dnia 12 września 2016 r. (sygn. akt I ACa 942/15). Może się więc udać, ale niekoniecznie.
 
Przyszło mi do głowy, że część wspomnianych rzeźb i innych eksponatów, o których zdjęcia chodzi, była w tamtym czasie na stanie poszczególnych jednostek muzealnych (i dalej jest). W związku z tym, zdjęcia mógł wykonać:
1) Ktoś z zewnątrz, komu muzeum je udostępniło.
2) Pracownicy muzeum, przy których prawa pozostały.
3) Pracownicy muzeum wykonujący zdjęcia w ramach swoich obowiązków.

Przypadek 1 i 2 jest jasny, natomiast co z przypadkiem 3? Prawa do zdjęć ma wtedy dane muzeum, ale kiedy one wygasają - 70 lat od pierwszego rozpowszechnienia/ustalenia utworu (czyli daty wydania książki)?
 
poiuytre napisał:
... która ukazała się ponad 25 lat temu. ...
poiuytre napisał:
... 3) Pracownicy muzeum wykonujący zdjęcia w ramach swoich obowiązków. ...
Tylko w tym problem, że utwór pracowniczy zaistniał dopiero w obecnie panującej ustawie czyli po 1994 roku.

PS.
Niektórzy zapomnieli, że prawo zmieniło się nie tak dawno.
 
LeszsekS napisał:
Tylko w tym problem, że utwór pracowniczy zaistniał dopiero w obecnie panującej ustawie czyli po 1994 roku.

PS.
Niektórzy zapomnieli, że prawo zmieniło się nie tak dawno.

A to dobre. Akurat ta publikacja ma na liczniku ponad 100 lat, więc jeszcze lepiej. Czy to znaczy, że jeśli nie odnajdzie się prawowity spadkobierca autora fotografii, to korzystać można do woli (jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś udowodni, że jego przodek wykonał te zdjęcia)?

Co w sytuacji, gdy ktoś faktycznie wykonywał te zdjęcia na polecenie szefostwa muzeum? Prawa zostają przy muzeum czy przy autorze? Jeśli przy muzeum to czy już wygasły (trochę czasu minęło)?
 
poiuytre napisał:
... Czy to znaczy, że jeśli nie odnajdzie się prawowity spadkobierca autora fotografii, to korzystać można do woli ...
A skąd taki rewolucyjny wniosek:?: Sugerujesz, że bezkarność do czegokolwiek Ciebie uprawnia:?:
poiuytre napisał:
... Co w sytuacji, gdy ktoś faktycznie wykonywał te zdjęcia na polecenie szefostwa muzeum? Prawa zostają przy muzeum czy przy autorze? Jeśli przy muzeum to czy już wygasły (trochę czasu minęło)?...
To już zadanie dla badacza historii, który powinien zacząć od ustalenia czy prawa należały do instytucji czy nie.
 
LeszsekS napisał:
A skąd taki rewolucyjny wniosek:?: Sugerujesz, że bezkarność do czegokolwiek Ciebie uprawnia:?:
To już zadanie dla badacza historii, który powinien zacząć od ustalenia czy prawa należały do instytucji czy nie.

Co do pierwszego to wycofuję pytanie - fantazja mnie poniosła, a na nią nie ma tu miejsca.
Co do drugiego to podtrzymuję - będę kontaktował się z muzeami, ale zanim to zrobię, chcę wiedzieć, czy jest w ogóle sens (czy to mi coś może dać).
 
poiuytre napisał:
... Przy czyszczeniu praw do innej starej publikacji natknąłem się na zdjęcia, których autorstwo jest mi nieznane. ...
Proponuje zapoznać się jeszcze z dozwolonym użytkiem utworów osieroconych. To bardzo świeża regulacja w Prawie autorskim.
 
Powrót
Góra