M
makuwa
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2017
- Odpowiedzi
- 5
Szanowni Użytkownicy,
Zwracam się z serdeczną prośbą o podpowiedź.
Opiszę temat w skrócie by nie zanudzać, uzupełnię myśl w przypadku potrzeby.
Zakupiłem w marcu 2020 roku ciągnik rolniczy, w zasadzie koparkę, ale posiadającą dowód rejestracyjny. Był taki wynalazek myśli uczonych inżynierów ze wschodu jak JUMZ 6M, taki właśnie sprzęt zakupiłem, kupiłem to za przysłowiowe grosze (jak na koparkę), tyle był ten sprzęt jak się okazuje i warty, a wpędziłem się w jakieś tam małe administracyjne kłopoty. Sens zakupu tego sprzętu pozostawmy w milczeniu
- po prostu chciałem mieć taką zabawkę na własny użytek (mieszkam na wsi). Ogólnie sprzęt był jeżdżący i dało się im porównać teren czy coś wykopać. Mniejsza o to..
Poszedłem, więc do lokalnego starostwa - zaczęła się pandemia, obsługa przez pleksi raz w tygodniu, a tak wrzucanie koperty do kartonu spraw do opracowania. Składam wniosek o zarejestrowanie.
Odpisują mi po jakimś czasie ze starostwa, że odrzucają mój wniosek o zarejestrowanie pojazdu ze względu na brak aktualnego badania technicznego, ok .. więc próbuję takie badanie wykonać, wiadomo ciągnik 40 letni (zawsze się coś w nim znajdzie), diagnosta nie zatwierdzi przeglądu, skontaktowałem się z mechanikiem w celu prób podciągnięcia stanu technicznego ciągnika, tak by mógł przejść ten przegląd, ale lista napraw zrobiła się na tyle długa, że opłacalność tej inwestycji była żadna, dlatego wspólnie z mechanikiem zadecydowaliśmy o tym, że oddam pojazd do demontażu. Przyjechała laweta, zabrała pojazd, wystawiono mi zaświadczenie do demontażu i polecono się udać do starostwa właściwego do rejestracji maszyny (było to Starostwo w Suwałkach). Starostwo w Suwałkach poleciło wykonanie opłaty administracyjnej, dokumenty do nich wysłane były w porządku, wydali decyzję o wyrejestrowaniu, uchyleniu dowodu i tablicy. Dostałem dokumenty potwierdzające wyrejestrowanie, pytam urzędników telefonicznie: czy muszę gdzieś pójść, coś zrobić jeszcze, oni mi na to, że sprawa jest zamknięta zakończona i nic już nie muszę robić. Myślę sobie .. uff kłopot z głowy.
Około miesiąc temu dociera do mnie list z starostwa właściwego dla mojego miejsca zamieszkania z informacją o wszczęciu postępowania administracyjnego, że zebrano na mnie dowody, iż nie zgłosiłem zakupu pojazdu, co mi grozi etc i że mam możliwość wypowiedzi, ustosunkowania się do tematu. Opisałem starostwu to co i Państwu powyżej, że tak zostałem pokierowany przez urzędników z Suwałk, a w moim zachowaniu nie było chęci niczego ukrywać, czy czerpać korzyści. Napisałem, że ja nawet tej maszyny nie posiadam, dołączyłem zaświadczenie o wyrejestrowaniu i ze stacji demontażu.
Dostaje dziś pismo, że moje argumenty nie są przekonywujące, nałożona na mnie została kara i że przysługuje mi odwołanie do Łomży czy Białegostoku (do nadrzędnej instytucji). Argumentują to tym, że jak nie zarejestrowałem, nie oznacza, że nie musiałem zgłosić o nabyciu. Dla nich to dwa różne pojęcia. Trochę jest mi przykro, że tak zostałem potraktowany, nie uchylam się od odpowiedzialności, jeżeli coś źle zrobiłem, ale próbowałem wyczerpać temat i pytałem urzędników z Suwałk o to czy coś jeszcze mam zrobić. Nie osiągnąłem żadnych zysków, a same straty plus jeszcze kara za niedopełnienie obowiązku.
Nasuwa mi się jedna refleksja, jakby urzędnicy tak chętnie informowali i pomagali ludziom jak wystawiają kary to świat byłby piękniejszy, a nie od drzwi do drzwi i aby odepchnąć od siebie.
Moje pytanie, Państwa zdaniem, czy jest sens odwoływać się od decyzji starostwa do nadrzędnej instytucji, czy to z góry przegrana sprawa i po prostu zapłacić tą karę i nie marnować prądu na pisanie tych odwołań.
Z góry dziękuję.
Zwracam się z serdeczną prośbą o podpowiedź.
Opiszę temat w skrócie by nie zanudzać, uzupełnię myśl w przypadku potrzeby.
Zakupiłem w marcu 2020 roku ciągnik rolniczy, w zasadzie koparkę, ale posiadającą dowód rejestracyjny. Był taki wynalazek myśli uczonych inżynierów ze wschodu jak JUMZ 6M, taki właśnie sprzęt zakupiłem, kupiłem to za przysłowiowe grosze (jak na koparkę), tyle był ten sprzęt jak się okazuje i warty, a wpędziłem się w jakieś tam małe administracyjne kłopoty. Sens zakupu tego sprzętu pozostawmy w milczeniu
Poszedłem, więc do lokalnego starostwa - zaczęła się pandemia, obsługa przez pleksi raz w tygodniu, a tak wrzucanie koperty do kartonu spraw do opracowania. Składam wniosek o zarejestrowanie.
Odpisują mi po jakimś czasie ze starostwa, że odrzucają mój wniosek o zarejestrowanie pojazdu ze względu na brak aktualnego badania technicznego, ok .. więc próbuję takie badanie wykonać, wiadomo ciągnik 40 letni (zawsze się coś w nim znajdzie), diagnosta nie zatwierdzi przeglądu, skontaktowałem się z mechanikiem w celu prób podciągnięcia stanu technicznego ciągnika, tak by mógł przejść ten przegląd, ale lista napraw zrobiła się na tyle długa, że opłacalność tej inwestycji była żadna, dlatego wspólnie z mechanikiem zadecydowaliśmy o tym, że oddam pojazd do demontażu. Przyjechała laweta, zabrała pojazd, wystawiono mi zaświadczenie do demontażu i polecono się udać do starostwa właściwego do rejestracji maszyny (było to Starostwo w Suwałkach). Starostwo w Suwałkach poleciło wykonanie opłaty administracyjnej, dokumenty do nich wysłane były w porządku, wydali decyzję o wyrejestrowaniu, uchyleniu dowodu i tablicy. Dostałem dokumenty potwierdzające wyrejestrowanie, pytam urzędników telefonicznie: czy muszę gdzieś pójść, coś zrobić jeszcze, oni mi na to, że sprawa jest zamknięta zakończona i nic już nie muszę robić. Myślę sobie .. uff kłopot z głowy.
Około miesiąc temu dociera do mnie list z starostwa właściwego dla mojego miejsca zamieszkania z informacją o wszczęciu postępowania administracyjnego, że zebrano na mnie dowody, iż nie zgłosiłem zakupu pojazdu, co mi grozi etc i że mam możliwość wypowiedzi, ustosunkowania się do tematu. Opisałem starostwu to co i Państwu powyżej, że tak zostałem pokierowany przez urzędników z Suwałk, a w moim zachowaniu nie było chęci niczego ukrywać, czy czerpać korzyści. Napisałem, że ja nawet tej maszyny nie posiadam, dołączyłem zaświadczenie o wyrejestrowaniu i ze stacji demontażu.
Dostaje dziś pismo, że moje argumenty nie są przekonywujące, nałożona na mnie została kara i że przysługuje mi odwołanie do Łomży czy Białegostoku (do nadrzędnej instytucji). Argumentują to tym, że jak nie zarejestrowałem, nie oznacza, że nie musiałem zgłosić o nabyciu. Dla nich to dwa różne pojęcia. Trochę jest mi przykro, że tak zostałem potraktowany, nie uchylam się od odpowiedzialności, jeżeli coś źle zrobiłem, ale próbowałem wyczerpać temat i pytałem urzędników z Suwałk o to czy coś jeszcze mam zrobić. Nie osiągnąłem żadnych zysków, a same straty plus jeszcze kara za niedopełnienie obowiązku.
Nasuwa mi się jedna refleksja, jakby urzędnicy tak chętnie informowali i pomagali ludziom jak wystawiają kary to świat byłby piękniejszy, a nie od drzwi do drzwi i aby odepchnąć od siebie.
Moje pytanie, Państwa zdaniem, czy jest sens odwoływać się od decyzji starostwa do nadrzędnej instytucji, czy to z góry przegrana sprawa i po prostu zapłacić tą karę i nie marnować prądu na pisanie tych odwołań.
Z góry dziękuję.