B
boobos
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2011
- Odpowiedzi
- 10
Z góry przepraszam za tak obszerny tekst.
Witam, w zeszłym roku wzięłam kredyt tj. w 2011 roku. Niestety tak się przydarzyło, że w sierpniu straciłam pracę. Kredyt miałam ubezpieczony więc ubezpieczyciel, w związku z tym, iż spełniałam wszystkie warunki zobowiązał się przez rok spłacać mi ten kredyt. Co miesiąc dosyłałam im wymagane dokumenty, świadczące o tym, że jestem zarejestrowana jako bezrobotna i że nie podjęłam pracy zarobkowej. W między czasie zmieniłam miejsce zamieszkania nie zgłaszając tego do banku (mój błąd). Do tej pory byłam święcie przekonana, że wszystko jest w porządku bo nikt nie wykonał do mnie telefonu. W zeszłym tygodniu dostałam telefon z firmy windykacyjnej Casus. Nie rozmawiałam z Pania bo była bardzo niemiła. Zainteresował mnie jednak ten telefon i zadzwoniłam na infolinię do mojego banku. Okazało się, że mój kredyt został wypowiedziany w czerwcu(mamy pąździernik). Byłam w ogromnym szoku i zapytałam dlaczego tak się stało. w odpowiedzi usłyszałam, że kredyt od marca nie był spłacany. Zadzwoniłam więc do ubezpieczyciela, a tam pracownik powiedział, że nie dostawał ode mnie zaświadczeń(były wysyłane) i że pieniądze za ten okres zostaną mi zwrócone ale poza tym nic w tej sprawie nie mogą zrobić. Skontaktowałam się z Panią, która zajmuje się moja sprawą i wyjaśniłam całą sytuację. Ta jednak powiedziała, że to już moja sprawa i mam się kontakować z firmą Casus. Stwierdziła, że monity i pisma z wypowiedzeniem umowy były wysyłane na adres, który miałam podany do korespondencji(od dłuższego czasu tam nie mieszkam) a telefonowali raz do mojego byłego pracodawcy, do mnie nie mają obowiązku. skontaktowałam się ponownie z firmą casus. Pani była bardzo niemiła, wypytała mnie o bardzo wiele rzeczy, po czym powiedziała, że mam 4 dni żeby wpłacić 1000 zł bo jeżeli nie to windykator przyjedzie do mojego miejsca zameldowania(czyli do mojej babci, gdzie nie mieszkam) i wszystko na co babcia nie ma dokumentów windykator zabierze. Powiedziałam, że tam nie przebywam i podałam moje obecne miejsce zamieszkania i korespondencji, tym jednak nie była zainteresowana i się rozłączyła. Pieniędzy nie wpłaciłam, bo niestety nie mam takiej możliwości. Po kilku dniach otrzymałam kolejny telefon tej samej treści. W miedzy czasie kontaktowałam się z windykacja banku i Pani po wielu telefonach poiformowała mnie, że jest wyjście z sytuacji a mianowicie kredyt restrukturyzacyjny, z tym że muszę mieć 1000 zł na koncie na odsetki i wtedy mogę złożyć wniosek. Czekam na pieniądze od ubezpieczyciela by móc zrobić tak jak mi powiedziano. Zanim jednak je dostanę, postanowiłam zrobić coś w tej sprawie i zadzwoniłam ponownie do Casus by poprosić o numer konta na który moge wpłacić minimalną kwotę. i tym razem spotkałam się z oburzeniem, że kwota jaką chcę wpłacić jest absolutnie nie do przyjęcia i mam wpłacić 1000 zł dzisiaj a jeśli nie to sprawa trafi do kancelarii prawnej. Konsultantka chciała mi podac nr konta przez telefon, ale się nie zgodziłam i poprosiłam o pisemną formę. Oświadczyła, że pismo zostało wysłane na adres zameldowania(pomimo tego, że adres do korespondencji podałam za pierwszym razem). Takie pismo jednak nie dotarło. Zadzwoniłam wieczorem ponownie. Inna już osoba powiedziała, że zostało wysłane na adres zamieszkanie(niestety tu też go nie ma) i dała mi termin spłaty na jutro, jeśli nie to przyjdzie windykator i babcia ma mieć przygotowane dokumenty na wszystko co posiada w mieszkaniu. Ogólna kwota zadłużenia wynosi 10800 zł. Co mogę zrobić w tej sytuacji?? proszę o jakąkolwiek radę...jestem nękana telefonami i zastraszana. Nie chcę by sprawa trafiła do sądu, chcę spłacać swoje zadłużenie(gdbym wiedziała, ze ubezpieczyciel nawalił robiłabym to sama) ale tez nie jestem w stanie sprostac kwotom jakie wymaga ode mnie Casus. Jestem bezrobotna i nie mam majątku, samochodu i dochodów. Proszę o radę. Pozdrawiam
Witam, w zeszłym roku wzięłam kredyt tj. w 2011 roku. Niestety tak się przydarzyło, że w sierpniu straciłam pracę. Kredyt miałam ubezpieczony więc ubezpieczyciel, w związku z tym, iż spełniałam wszystkie warunki zobowiązał się przez rok spłacać mi ten kredyt. Co miesiąc dosyłałam im wymagane dokumenty, świadczące o tym, że jestem zarejestrowana jako bezrobotna i że nie podjęłam pracy zarobkowej. W między czasie zmieniłam miejsce zamieszkania nie zgłaszając tego do banku (mój błąd). Do tej pory byłam święcie przekonana, że wszystko jest w porządku bo nikt nie wykonał do mnie telefonu. W zeszłym tygodniu dostałam telefon z firmy windykacyjnej Casus. Nie rozmawiałam z Pania bo była bardzo niemiła. Zainteresował mnie jednak ten telefon i zadzwoniłam na infolinię do mojego banku. Okazało się, że mój kredyt został wypowiedziany w czerwcu(mamy pąździernik). Byłam w ogromnym szoku i zapytałam dlaczego tak się stało. w odpowiedzi usłyszałam, że kredyt od marca nie był spłacany. Zadzwoniłam więc do ubezpieczyciela, a tam pracownik powiedział, że nie dostawał ode mnie zaświadczeń(były wysyłane) i że pieniądze za ten okres zostaną mi zwrócone ale poza tym nic w tej sprawie nie mogą zrobić. Skontaktowałam się z Panią, która zajmuje się moja sprawą i wyjaśniłam całą sytuację. Ta jednak powiedziała, że to już moja sprawa i mam się kontakować z firmą Casus. Stwierdziła, że monity i pisma z wypowiedzeniem umowy były wysyłane na adres, który miałam podany do korespondencji(od dłuższego czasu tam nie mieszkam) a telefonowali raz do mojego byłego pracodawcy, do mnie nie mają obowiązku. skontaktowałam się ponownie z firmą casus. Pani była bardzo niemiła, wypytała mnie o bardzo wiele rzeczy, po czym powiedziała, że mam 4 dni żeby wpłacić 1000 zł bo jeżeli nie to windykator przyjedzie do mojego miejsca zameldowania(czyli do mojej babci, gdzie nie mieszkam) i wszystko na co babcia nie ma dokumentów windykator zabierze. Powiedziałam, że tam nie przebywam i podałam moje obecne miejsce zamieszkania i korespondencji, tym jednak nie była zainteresowana i się rozłączyła. Pieniędzy nie wpłaciłam, bo niestety nie mam takiej możliwości. Po kilku dniach otrzymałam kolejny telefon tej samej treści. W miedzy czasie kontaktowałam się z windykacja banku i Pani po wielu telefonach poiformowała mnie, że jest wyjście z sytuacji a mianowicie kredyt restrukturyzacyjny, z tym że muszę mieć 1000 zł na koncie na odsetki i wtedy mogę złożyć wniosek. Czekam na pieniądze od ubezpieczyciela by móc zrobić tak jak mi powiedziano. Zanim jednak je dostanę, postanowiłam zrobić coś w tej sprawie i zadzwoniłam ponownie do Casus by poprosić o numer konta na który moge wpłacić minimalną kwotę. i tym razem spotkałam się z oburzeniem, że kwota jaką chcę wpłacić jest absolutnie nie do przyjęcia i mam wpłacić 1000 zł dzisiaj a jeśli nie to sprawa trafi do kancelarii prawnej. Konsultantka chciała mi podac nr konta przez telefon, ale się nie zgodziłam i poprosiłam o pisemną formę. Oświadczyła, że pismo zostało wysłane na adres zameldowania(pomimo tego, że adres do korespondencji podałam za pierwszym razem). Takie pismo jednak nie dotarło. Zadzwoniłam wieczorem ponownie. Inna już osoba powiedziała, że zostało wysłane na adres zamieszkanie(niestety tu też go nie ma) i dała mi termin spłaty na jutro, jeśli nie to przyjdzie windykator i babcia ma mieć przygotowane dokumenty na wszystko co posiada w mieszkaniu. Ogólna kwota zadłużenia wynosi 10800 zł. Co mogę zrobić w tej sytuacji?? proszę o jakąkolwiek radę...jestem nękana telefonami i zastraszana. Nie chcę by sprawa trafiła do sądu, chcę spłacać swoje zadłużenie(gdbym wiedziała, ze ubezpieczyciel nawalił robiłabym to sama) ale tez nie jestem w stanie sprostac kwotom jakie wymaga ode mnie Casus. Jestem bezrobotna i nie mam majątku, samochodu i dochodów. Proszę o radę. Pozdrawiam