E
Elofubu
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2013
- Odpowiedzi
- 1
Witam wszystkich forumowiczów,
Zacznę może od początku, w styczniu tego roku moja dziewczyna chciała wziąć na raty telefon w jednym z popularnych sklepów ze sprzętem RTV/AGD, wniosek wysłany do dwóch banków - odpowiedź odmowna - brak informacji z jakiego powodu, w kolejnym kroku były raty z allegro, również odpowiedź negatywna. W tej sytuacji, wyczuwając, że coś chyba jest nie tak skorzystaliśmy z możliwości sprawdzenia informacji o samym sobie w Krajowym Rejestrze Długów, proszę sobie wyobrazić jakie było nasze zdziwienie gdy zobaczyliśmy, że w raporcie moja dziewczyna widnieje jako dłużnik firmy Provident od 2008 roku, dalej w raporcie czytamy że imię, nazwisko, PESEL się zgadza, lecz brak jest w rubryce numer dokumentu jakiegokolwiek wpisu, oraz rzekomy adres jest w zupełnie innej miejscowości, w której nigdy nie mieszkała ani nie była zameldowana.
Długo się nie zastanawiając złapałem za telefon w celu kontaktu z konsultantem KRD, odpowiedzieliśmy na standardowe pytania, typu czy dziewczyna brała kiedyś kredyt w Providencie, czy nie zgubiła dowodu osobistego(nie zgubiła od 2007 roku posiada ten sam dowód osobisty), kolejna rada konsultanta to wysłanie listownie wniosku o usunięcie z KRD, tak jak nam poradzono tak zrobiliśmy.
Idąc dalej moja dziewczyna udała się na lokalny posterunek policji, gdzie policjant poinformował ją w skrócie, że bez umowy z Providentem nic nie zdziałają, jakby była umowa to można by porównać jej podpis z podpisem na umowie.
Następny był kontakt telefoniczny z firmą Provident. Telefon do konsultanta nic nowego nie wniósł, gdyż proponował nam on jedynie kontakt z lokalnym przedstawicielem, a co za tym idzie pozostawienie numeru telefonu, co nie było możliwe, gdyż nie chcieliśmy być nękani telefonicznie przez windykację. Ostatecznie otrzymaliśmy odpowiedź, że możemy wysłać takie pismo listownie, tak też uczyniliśmy, lecz dopiero po konsultacji z Rzecznikiem Praw Konsumenta, który poradził wyraźne zaznaczenie żądanego czasu na odpowiedź. List za potwierdzeniem odbioru został wysłany do firmy Provident, po około tygodniu przyszło potwierdzenie odbioru. W liście zaznaczyliśmy że żądamy odpowiedzi w terminie 14 dni od daty odbioru, do listu dołączyliśmy raport z Krajowego Rejestru Długów, oraz adres zwrotny podaliśmy mój a nie mojej dziewczyny.
W czwartek mijają dwa tygodnie(14 dni roboczych) od daty otrzymania listu przez Providenta. W dniu wczorajszym sąsiad, który spotkał moją dziewczynę na klatce schodowej poinformował ją, że ktoś jej szuka....
Wysoki, tęgi, łysy facet...
Po godzinie 20 w dniu wczorajszym uraczył nasze uszy dzwonek domofonu, podniosłem słuchawkę, pan przedstawił się jako przedstawiciel firmy Provident, oraz poinformował mnie, że szuka pani XY, odpowiedziałem, że nie znam takiej pani i żadna taka pani tutaj nie mieszka, wyglądając przez okno zauważyłem, że sąsiad nie przesadził z opisem...
W dniu dzisiejszym staraliśmy się skontaktować z tym rzekomym przedstawicielem Providenta, lecz bez skutecznie. W końcu otrzymaliśmy numer telefonu do kierownika regionu, który o niczym nie wie i wątpi, że to był jeden z jego ludzi, obiecał się wywiedzieć w temacie i poprosił o kontakt w czwartek.
W dniu dzisiejszym, znowu "odwiedził" nas pan, który szukał mojej dziewczyny, również odpowiedziałem, że nie znam takiej pani i że taka pani tutaj nie mieszka, lecz tym razem wydawało mi się, że był to inny pan niż poprzedniego dnia, inny głos.
Teraz zaczynamy powątpiewać, że Provident wyśle nam kopię umowy rzekomo zawartej przez moją dziewczynę, gdyż tylko w liście do Providenta napisaliśmy mój adres zamieszkania...
Troszkę się rozpisałem, ale historia wydaje mi się warta opowiedzenia.
W tym miejscu prosiłbym bardzo o jakiekolwiek rady co możemy jeszcze zrobić aby tę sprawę wyjaśnić
Dziękuje i pozdrawiam
Zacznę może od początku, w styczniu tego roku moja dziewczyna chciała wziąć na raty telefon w jednym z popularnych sklepów ze sprzętem RTV/AGD, wniosek wysłany do dwóch banków - odpowiedź odmowna - brak informacji z jakiego powodu, w kolejnym kroku były raty z allegro, również odpowiedź negatywna. W tej sytuacji, wyczuwając, że coś chyba jest nie tak skorzystaliśmy z możliwości sprawdzenia informacji o samym sobie w Krajowym Rejestrze Długów, proszę sobie wyobrazić jakie było nasze zdziwienie gdy zobaczyliśmy, że w raporcie moja dziewczyna widnieje jako dłużnik firmy Provident od 2008 roku, dalej w raporcie czytamy że imię, nazwisko, PESEL się zgadza, lecz brak jest w rubryce numer dokumentu jakiegokolwiek wpisu, oraz rzekomy adres jest w zupełnie innej miejscowości, w której nigdy nie mieszkała ani nie była zameldowana.
Długo się nie zastanawiając złapałem za telefon w celu kontaktu z konsultantem KRD, odpowiedzieliśmy na standardowe pytania, typu czy dziewczyna brała kiedyś kredyt w Providencie, czy nie zgubiła dowodu osobistego(nie zgubiła od 2007 roku posiada ten sam dowód osobisty), kolejna rada konsultanta to wysłanie listownie wniosku o usunięcie z KRD, tak jak nam poradzono tak zrobiliśmy.
Idąc dalej moja dziewczyna udała się na lokalny posterunek policji, gdzie policjant poinformował ją w skrócie, że bez umowy z Providentem nic nie zdziałają, jakby była umowa to można by porównać jej podpis z podpisem na umowie.
Następny był kontakt telefoniczny z firmą Provident. Telefon do konsultanta nic nowego nie wniósł, gdyż proponował nam on jedynie kontakt z lokalnym przedstawicielem, a co za tym idzie pozostawienie numeru telefonu, co nie było możliwe, gdyż nie chcieliśmy być nękani telefonicznie przez windykację. Ostatecznie otrzymaliśmy odpowiedź, że możemy wysłać takie pismo listownie, tak też uczyniliśmy, lecz dopiero po konsultacji z Rzecznikiem Praw Konsumenta, który poradził wyraźne zaznaczenie żądanego czasu na odpowiedź. List za potwierdzeniem odbioru został wysłany do firmy Provident, po około tygodniu przyszło potwierdzenie odbioru. W liście zaznaczyliśmy że żądamy odpowiedzi w terminie 14 dni od daty odbioru, do listu dołączyliśmy raport z Krajowego Rejestru Długów, oraz adres zwrotny podaliśmy mój a nie mojej dziewczyny.
W czwartek mijają dwa tygodnie(14 dni roboczych) od daty otrzymania listu przez Providenta. W dniu wczorajszym sąsiad, który spotkał moją dziewczynę na klatce schodowej poinformował ją, że ktoś jej szuka....
Wysoki, tęgi, łysy facet...
Po godzinie 20 w dniu wczorajszym uraczył nasze uszy dzwonek domofonu, podniosłem słuchawkę, pan przedstawił się jako przedstawiciel firmy Provident, oraz poinformował mnie, że szuka pani XY, odpowiedziałem, że nie znam takiej pani i żadna taka pani tutaj nie mieszka, wyglądając przez okno zauważyłem, że sąsiad nie przesadził z opisem...
W dniu dzisiejszym staraliśmy się skontaktować z tym rzekomym przedstawicielem Providenta, lecz bez skutecznie. W końcu otrzymaliśmy numer telefonu do kierownika regionu, który o niczym nie wie i wątpi, że to był jeden z jego ludzi, obiecał się wywiedzieć w temacie i poprosił o kontakt w czwartek.
W dniu dzisiejszym, znowu "odwiedził" nas pan, który szukał mojej dziewczyny, również odpowiedziałem, że nie znam takiej pani i że taka pani tutaj nie mieszka, lecz tym razem wydawało mi się, że był to inny pan niż poprzedniego dnia, inny głos.
Teraz zaczynamy powątpiewać, że Provident wyśle nam kopię umowy rzekomo zawartej przez moją dziewczynę, gdyż tylko w liście do Providenta napisaliśmy mój adres zamieszkania...
Troszkę się rozpisałem, ale historia wydaje mi się warta opowiedzenia.
W tym miejscu prosiłbym bardzo o jakiekolwiek rady co możemy jeszcze zrobić aby tę sprawę wyjaśnić
Dziękuje i pozdrawiam