P
Philo
Użytkownik
- Dołączył
- 03.2016
- Odpowiedzi
- 59
Witam, interesuje mnie taka oto kwestia - mianowicie, czy można przebywać w samochodzie (osobowym, wiec nie chodzi mi o środki komunikacji miejskiej), pod wpływem alkoholu.
Wracamy z dajmy na to ,imienin, gdzie wiadomo, zdarza się za kołnierz nie wylewać.
Wsiadam do samochodu kolegi, który jest kierowca (trzeźwy) i jedziemy
do domu.
Po drodze koledze coś się przypomniało, więc zatrzymujemy sie przed sklepem -samochód oczywiście stoi na ulicy, ja siedzę pijany w samochodzie, jestem pasażerem, a kierowca poszedł kupić coś do sklepu i zostawił mnie na bocznym siedzeniu.
Ojciec twierdzi, że kategorycznie nie można siedzieć pijanym w samochodzie,bo wtedy może akurat przejeżdżać policja i sprawdza mnie alkomatem, okaże się że mam promile i stwierdza sobie, iż widzieli jak prowadziłem to auto.
Jego koronnym argumentem jest, że tak go uczono jakieś 30 lat temu, na kursie prawa jazdy!
I ciągle powtarza w kółko, że "mnie tak uczono" "mnie tak uczono".
Szczerze nie słyszałem o przepisie zabraniającym bycia pijanym - czy czasem tego pana Zdzicha który go uczył, nie poniosła wyobraźnia?
Czy tez za PRL-u faktycznie nie wolno było wsiadać pod wpływem do auta? (co wydaje mi się mało możliwe zważywszy na rozpicie społeczeństwa)
Obstawiam, że wygaduje straszliwe bzdety, bo jeżeli tak, to nikt na weselu by nie mógł wypić bo przecież większość wraca jako pasażerowie właśnie samochodami.
Poza tym o ile się orientuję, w Polsce jest zabronione prowadzenie pod wpływem alkoholu, a nie samo bycie pijanym (przecież mogłem się napić w domu i wejść do samochodu kolegi, bo nie widzi mi się wracać MPK)
Czy policjant w ogóle ma prawo, żądać ode mnie jako pasażera poddania się badaniu alkomatem pod groźbą ukarania mnie, za rzekome prowadzenie samochodu?
Mam się tłumaczyć dlaczego i gdzie sobie piłem?
Wracamy z dajmy na to ,imienin, gdzie wiadomo, zdarza się za kołnierz nie wylewać.
Wsiadam do samochodu kolegi, który jest kierowca (trzeźwy) i jedziemy
do domu.
Po drodze koledze coś się przypomniało, więc zatrzymujemy sie przed sklepem -samochód oczywiście stoi na ulicy, ja siedzę pijany w samochodzie, jestem pasażerem, a kierowca poszedł kupić coś do sklepu i zostawił mnie na bocznym siedzeniu.
Ojciec twierdzi, że kategorycznie nie można siedzieć pijanym w samochodzie,bo wtedy może akurat przejeżdżać policja i sprawdza mnie alkomatem, okaże się że mam promile i stwierdza sobie, iż widzieli jak prowadziłem to auto.
Jego koronnym argumentem jest, że tak go uczono jakieś 30 lat temu, na kursie prawa jazdy!
I ciągle powtarza w kółko, że "mnie tak uczono" "mnie tak uczono".
Szczerze nie słyszałem o przepisie zabraniającym bycia pijanym - czy czasem tego pana Zdzicha który go uczył, nie poniosła wyobraźnia?
Czy tez za PRL-u faktycznie nie wolno było wsiadać pod wpływem do auta? (co wydaje mi się mało możliwe zważywszy na rozpicie społeczeństwa)
Obstawiam, że wygaduje straszliwe bzdety, bo jeżeli tak, to nikt na weselu by nie mógł wypić bo przecież większość wraca jako pasażerowie właśnie samochodami.
Poza tym o ile się orientuję, w Polsce jest zabronione prowadzenie pod wpływem alkoholu, a nie samo bycie pijanym (przecież mogłem się napić w domu i wejść do samochodu kolegi, bo nie widzi mi się wracać MPK)
Czy policjant w ogóle ma prawo, żądać ode mnie jako pasażera poddania się badaniu alkomatem pod groźbą ukarania mnie, za rzekome prowadzenie samochodu?
Mam się tłumaczyć dlaczego i gdzie sobie piłem?
Ostatnia edycja: