Przedawnienie - C+ - PRESCO

  • Autor wątku Autor wątku biondi
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
B

biondi

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2011
Odpowiedzi
4
Witam
Wiem, że temat jest wałkowany na okrągło gdyż dziedzina prawa
nie dla wszystkich jest chlebem powszednim i jeśli dochodzi do
zetknięcia się z tą dziedziną osobiście natychmiast rodzi obawę
oraz wątpliwości pomimo zapoznania się podobnymi przypadkami.

Otóż, również chodzi o sprawę z C+ i `długiem` który ciągnie się
latami.
Celowo napisałem zaptaszkowanym długiem gdyż sądziłem, że sprawę wyjaśniłem telefonicznie 10 lat temu z operatorem C+, który upomniał mnie o zwrot dekodera jak również niezapałacone faktury.
Wówczas wyjaśniłem, iż cała sprawa jest nieporozumieniem gdyż wszystko zostało uregulowane jak należy. Po kilku minutach głębszej analizy przyznano mi rację.

Po 3 może 4 latach dostałem pierwsze pismo od firmu KRUK odnośnie
przejęcia długu z C+ z tytułu niezapłaconych faktur jak również niezwróconego tunera sat.
Po przekopaniu internetu pod kątem firmy KRUK przestałem przejmować się pismem (a szkoda) .... i tak przez mniej więcej 2 lata KRUK przysyłał mi korespondencje.

Nastała cisza ....

Aż tu nastał rok 2011 i mój wzrok ujrzała korespondencja od firmy PRESCO
która to rzekomo odkupiła dług od operatora C+ !
Tak jak w przypadku KRUKA nie omieszkałem zapytać pana google co o tym sądzi a który to aby nie zmienił zdania dotyczącego postępowania w takich sytuacjach.
Google oczywiście odpowiedział jednoznacznie czyli nie przejmować się - czekać.

I tak po kilkumiesięcznym oczekiwaniu dostarczono mi listem poleconym NAKAZ ZAPŁATY w Postępowaniu Upominawczym w którym to w terminie 2 tygodni od daty doręczenia nakazuje zapłatę w kwocie 667.30 pln

W uzasadnieniu napisano :
Na podstawie cesji wierzytelności z dnia 2010-06-18 przejął od firmy C+ prawo wierzytelności za rzekome niezapłacone faktury z kwietnia roku 2001.


Poniżej zamieszczam pismo, które zamierzam wysłać.
Bardzo proszę o poradę czy jest to wystarczająca forma lub
co ewentualnie poprawić. Dodam jeszcze, że nie zamierzam udowodnić swojej
racji odnośnie zapłaconych faktur, rozmowy z przedstawicielem C+ gdyż
nie posiadam żadnych dowodów - niestety

Czy elektroniczna korespondencja z sądem jest dobrą formą czy lepszą
będzie standardowa poczta polska ?




XXXX, dnia 30 październik 2011 r.


Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie
VI Wydział Cywilny


Powód: Presco Investments S.a r.l. z siedzibą w Luxembourg


Pozwany : XXXXXX XXXXXX
ul. XXXXXXXXX
00-000 xxxxxx

Sygn. akt: VI Nc-e xxxxx

Wartość przedmiotu zaskarżenia: 667,30zł

Sprzeciw pozwanego od nakazu zapłaty wydanego
w postępowaniu upominawczym

Na podstawie Art. 118 kc. zgłaszam sprzeciw od nakazu zapłaty wydanego przez Sąd Rejonowy w Lublinie, Wydział VI Cywilny, z dnia 18.10.2011 r. sygn VI Nc-e xxxxxxx, a doręczonego w dniu 26 październik 2011r.
Wnoszę o:
- oddalenie powództwa w całości;
- przeprowadzenie rozprawy także pod nieobecność pozwanej;
- zasądzenie od powoda na moją rzecz kosztów procesu.
 
Baardzo uprzejmie proszę o sugestie odnośnie poprawności wypełnionego `formularza`
 
Czy naprawdę nikt nie jest w stanie podpowiedzieć ?
 
Jak sama zauważyłaś temat jest wałkowany, podobnie temat, jak napisać sprzeciw, więc nie dziw się, że nikt nie ma siły po raz tysięczny tego komentować. Gdybyś czytała dokładjniej, dowiedziałabyś się, że w epu wystarczy wnieść sprzeciw jednym zdaniem - sprzeciwiam się - podnoszę zarzut przedawnienia. Co oczywiste trzeba podać w piśmie do sądu strony oraz sygnaturę sprawy.
 
Kurcze właśnie o to mi chodziło ... czyli podpowiedź, że formuła pisma jest w porządku - tylko tyle.

Dzisiaj wysyłam

Dziękuję
 
Witam,

Ja mam następującą sytuację.
Dostałem pismo od PRESCO (dług z 2001 roku) lecz sprzeciw wysłałem dopiero po 16 dniach (czyli 2 dni zwłoki) po czym jak się spodziewałem przyszło postanowienie, że e-sąd odrzuca sprzeciw z powodu nie wywiązania się w terminie (14dni)

Pytanie: Czy w takim wypadku mam przegraną sprawę i nie pozostaje mi nic innego jak zapłacić czy mogę dalej walczyć ? Mam jakieś inne wyjścia ? Jak wy sobie z tym radzicie ?


A tak trochę zbaczając z tematu niech mi ktoś wytłumaczy jak to SĄD może działać wbrew prawu - przecież PRESCO wysyła przez nich wezwania do zapłaty które wg. prawa już są dawno przeterminowane. Takie sprawy SĄD powinien odrzucać od razu. O co tutaj chodzi ? Czyżby sąd łamał prawo czy po prostu w naszym kraju można wszystko ?
 
Przedawnienie roszczeń nie działa "z automatu". Wierzyciel ma prawo domagać się zapłaty swoich roszczeń a dłużnik ma PRAWO powołać się na przedawnienie (nie musi z tego prawa korzystać).
 
darek-darek napisał:
A tak trochę zbaczając z tematu niech mi ktoś wytłumaczy jak to SĄD może działać wbrew prawu - przecież PRESCO wysyła przez nich wezwania do zapłaty które wg. prawa już są dawno przeterminowane. Takie sprawy SĄD powinien odrzucać od razu. O co tutaj chodzi ? Czyżby sąd łamał prawo czy po prostu w naszym kraju można wszystko ?

Z pewnością Sądy łamią prawo, a Ty, tak doświadczony domowy prawnik, nie znający najprostszych terminów, jesteś w stanie to "ustalić".

Trzeba było wcześniej napisać sprzeciw i po problemie.

Niestety, ale od 1990 roku sądy NIE MOGĄ uwzględniać zarzutu przedawnienia z urzędu.

Ktoś jest temu winien, jak myślisz, kto w Polsce stanowi prawo.

Podpowiem - Sejm - już teraz znasz winnego ??!! Czy dalej będziesz bzdury opowiadał??!!
 
... czyli jak to jest w moim wypadku ? Muszę zapłacić czy mogę się dalej odwoływać ? (przypomnę że sprzeciw wysłałem 16 dnia, czyli 2 dni za późno)
 
Odwoływać się możesz, ale nie ma środka prawnego, który SKUTECZNIE obaliłby ów nakaz.

Możesz też udać się do bardzo dobrego prawnika w realu, który sformułuje stosowne powództwo przeciwegzekucyjne, koszt to około 2-3 tysiące. Ale hipotetycznie jest taka możliwość.
 
rafal_26 napisał:
Niestety, ale od 1990 roku sądy NIE MOGĄ uwzględniać zarzutu przedawnienia z urzędu.

Ja tu się pozwolę nie zgodzić. Istotą procesu cywilnego powinna być kontradyktoryjność, czyli 2 strony toczą spór, a sąd uwzględnia zarzuty i dowody zgłoszone przez strony. Jedynie w bardzo wyjątkowych przypadkach powinno być dopuszczalne działanie sądu z urzędu.
Mówiąc prościej, jeżeli strona nie chce sama dbać o swoje sprawy, to dlaczego ma to za nią robić sąd, kosztem drugiej strony.
Zmianę uważam za słuszną.
 
Iliveagain napisał:
Mówiąc prościej, jeżeli strona nie chce sama dbać o swoje sprawy, to dlaczego ma to za nią robić sąd, kosztem drugiej strony.

Jeśli w szkole pani Cię pytała, ile jest 2x2, a Ty nie wiedziałeś, że 4, to znaczy że NIE CHCIAŁEŚ pani odpowiedzieć, czy po prostu nie umiałeś???

Kontradyktoryjność jest immamentnie związana z WIEDZĄ, a skoro ktoś nie wie, nie zna w ogóle słowa przedawnienie, to jak może "nie chcieć" podnieść zarzutu przedawnienia??

Idąc dalej, to w sytuacji, w której sąd ma w aktach, że roszczenie wynosi 500 zł, a powód żąda 5.000 zł, to powinien zasądzić całość, skoro druga strona "nie chce" wdać się w spór??

Tak ogólnie, to, o czym piszesz ma sens jedynie w sytuacji, gdy na przeciwko siebie stoją profesjonaliści, niestety nasz ustawodawca poszedł drogą "demokratyczną", nie mnie jest osądzać, czy złą, pozostaje jednak niesmak zasądzania roszczeń sprzed 15 lat, ale sejmem nie jestem i zmienić tego nie mogę.

Natomiast to co, napisałeś, jeśli ma być głosem w dyskusji, to wyobraź sobie, że idziesz do lekarza, a on nie leczy Cię, bo mówi mu, że ustawodawca napisał, że od dzisiaj to pacjent ma określi diagnozę... Zgodnie z zasadą, że lekarz nie jest pewny swojej diagnozy, więc aby nie pogorszyć stanu pacjenta, w ogóle nie podejmie żadnego leczenia...

Zastanów się...

Powiem Ci tak, jak byłem na studiach, też tak myślałem, jednak za dużo widzę tej pięknej "wiedzy, polszczyzny", więc kontradyktoryjność, 60 letniej babci, która całe życie zajmował się wykopkami, wzięła telefon "dla wnuczka", a f. wind., domaga się od niej należności sprzed 1998 roku, to jaką ona może się wykazać "kontradyktoryjnością"?? W 90% nic nie napisze i zapłaci, bo przecież tak SĄD karze, w 5% napisze, że sprawa jest stara i nic nie pamięta, w kolejnych 4%, że to nie ona miała telefon i prosi o przesłanie nakazu wnuczkowi, a w 1% podniesie zarzut przedawnienia, bo akurat wnuczek po kolejnej kłótni z żoną o alimenty przeczytał na forum prawnym, że istnieje przedawnienie i powiedział o tym babcie w trakcie wykopków...
 
Ostatnia edycja:
rafal_26 napisał:
idziesz do lekarza, a on nie leczy Cię, bo mówi mu, że ustawodawca napisał, że od dzisiaj to pacjent ma określi diagnozę... Zgodnie z zasadą, że lekarz nie jest pewny swojej diagnozy, więc aby nie pogorszyć stanu pacjenta, w ogóle nie podejmie żadnego leczenia...
...albo nie wypisuje recepty - bo ta pieczątka w tej starej książeczce ubezpieczeniowej wygląda jak z ziemniaka...

Z innej bajki ?
No, może i tak - ale podobają mi się takie porównania.;)
 
rafal_26 napisał:
Jeśli w szkole pani Cię pytała, ile jest 2x2, a Ty nie wiedziałeś, że 4, to znaczy że NIE CHCIAŁEŚ pani odpowiedzieć, czy po prostu nie umiałeś???

Kontradyktoryjność jest immamentnie związana z WIEDZĄ, a skoro ktoś nie wie, nie zna w ogóle słowa przedawnienie, to jak może "nie chcieć" podnieść zarzutu przedawnienia??

Idąc dalej, to w sytuacji, w której sąd ma w aktach, że roszczenie wynosi 500 zł, a powód żąda 5.000 zł, to powinien zasądzić całość, skoro druga strona "nie chce" wdać się w spór??

Tak ogólnie, to, o czym piszesz ma sens jedynie w sytuacji, gdy na przeciwko siebie stoją profesjonaliści, niestety nasz ustawodawca poszedł drogą "demokratyczną", nie mnie jest osądzać, czy złą, pozostaje jednak niesmak zasądzania roszczeń sprzed 15 lat, ale sejmem nie jestem i zmienić tego nie mogę.

Natomiast to co, napisałeś, jeśli ma być głosem w dyskusji, to wyobraź sobie, że idziesz do lekarza, a on nie leczy Cię, bo mówi mu, że ustawodawca napisał, że od dzisiaj to pacjent ma określi diagnozę... Zgodnie z zasadą, że lekarz nie jest pewny swojej diagnozy, więc aby nie pogorszyć stanu pacjenta, w ogóle nie podejmie żadnego leczenia...

Zastanów się...

Powiem Ci tak, jak byłem na studiach, też tak myślałem, jednak za dużo widzę tej pięknej "wiedzy, polszczyzny", więc kontradyktoryjność, 60 letniej babci, która całe życie zajmował się wykopkami, wzięła telefon "dla wnuczka", a f. wind., domaga się od niej należności sprzed 1998 roku, to jaką ona może się wykazać "kontradyktoryjnością"?? W 90% nic nie napisze i zapłaci, bo przecież tak SĄD karze, w 5% napisze, że sprawa jest stara i nic nie pamięta, w kolejnych 4%, że to nie ona miała telefon i prosi o przesłanie nakazu wnuczkowi, a w 1% podniesie zarzut przedawnienia, bo akurat wnuczek po kolejnej kłótni z żoną o alimenty przeczytał na forum prawnym, że istnieje przedawnienie i powiedział o tym babcie w trakcie wykopków...

Osoby, które nie znają się na prawie powinny postarać się o profesjonalnego pełnomocnika (wynająć takiego, a jeżeli ich nie stać , to powinny otrzymać adwokata z urzędu). Bo prowadzenie samodzielnego procesu, gdy ktoś się nie zna, to tak, jak by ktoś sam się leczył i miał pretensje, że jego leczenie nie jest skuteczne.

Sędzia ma tylko prawidłowo zastosować przepisy. Nie jest lekarzem, pełnomocnikiem którejkolwiek ze stron (żeby udzielać jej wykładów z prawa), ani księdzem.

Prawdą jest , że to czasami niewiele ma wspólnego, ze sprawiedliwością w rozumieniu społecznym, ale nasza "ludzka sprawiedliwość" nie jest doskonała i nigdy nie będzie.
 
Iliveagain napisał:
Osoby, które nie znają się na prawie powinny postarać się o profesjonalnego pełnomocnika

Jeśli będzie przepis, który tę osobę - babcię od wykopków pouczy, to w pełni się zgadzam, ale ta babcia nie rozumie, że sędzia nie jest jej rzecznikiem i że nie stoi na straży prawa, tylko stosuje zasady z kpc, babcia nie odróżnia sędziego, od prokuratora, a tym bardziej adwokata. Babcia myśli, że adwokata, to może mieć jedynie przestępca - taki mafiozo z filmy amerykańskiego. Jej życie zaczyna się na porach wykopków, istotna jest pogoda oraz to, co ksiądz powie we wsi, a ksiądz mówi, że w sundzie, to nie ma sprawiedliwości, bo Nergala sund nie skazał...

Przepraszam, że to napiszę, ale czy idąc do sklepu z materiałami budowlanymi, udajesz się tam ze swoim ekspertem, tak, aby sprzedawca nie wcisnął Ci kitu??

Zapewne nie i zapewne nikt o tym nie myśli, czy powinien, znając specyfikę tej branży, powiem że tak, ale ktoś kto nie zna, będzie wierzył sprzedawcy, tak samo jak wierzy sądowi i firmie windykacyjnej, nie rozumie, że sędzia ma być bezstronny, a ktoś przez swoją głupotę sprawę przegra...

Na setki apelacji, sprzeciwów i zarzutów, większość nie kwestionuje tego, co można kwestionować, pomimo że pochodzi od zawodowców, co oni podnoszą zarzut przedawnienia, czy do tego potrzeba angażować środki państwa i za to płacić adwokatowi z urzędu??!!
 
rafal_26 napisał:
J
Przepraszam, że to napiszę, ale czy idąc do sklepu z materiałami budowlanymi, udajesz się tam ze swoim ekspertem, tak, aby sprzedawca nie wcisnął Ci kitu??

zarzut przedawnienia, czy do tego potrzeba angażować środki państwa i za to płacić adwokatowi z urzędu??!!

Oczywiście, że jak kupuję drogą rzecz, to sprawdzam opinie (głównie w internecie co do jej jakości) i porównuje ceny w różnych sklepach (przede wszystkim na allegro), ale chyba prawie wszyscy tak robią.

To prawda, że w Polsce jest ciągle bardzo niska świadomość prawna obywateli. Zadaniem państwa i mediów powinno być jej zwiększenie.
Nie przesadzałbym jednak z tymi zupełnie nieświadomymi babciami, bo aż tak dużo ich nie ma.

Należy także zauważyć, że badanie, czy doszło do przedawnienia znacznie przedłużyłoby (i tak dość długie) rozpoznawanie sprawy . Zawsze bowiem trzeba by było zbadać jaki stosunek prawny łączy strony.

Reasumując uważam, że więcej jest argumentów za obecną regulacją niż za jej zmianą, choć oczywiście to tylko moje zdanie.
 
Iliveagain napisał:
Należy także zauważyć, że badanie, czy doszło do przedawnienia znacznie przedłużyłoby (i tak dość długie) rozpoznawanie sprawy . Zawsze bowiem trzeba by było zbadać jaki stosunek prawny łączy strony.

Wystarczyłoby, aby na tej podstawie móc stwierdzić brak podstaw do wydania nakazu zapłaty.

Raz jeszcze Ci napiszę, bo przeceniasz "świadomość" narodu, tych babć i nieświadomych ludzi nie jest 200 tysi w skali kraju, jest odwrotnie - 200 tysięcy w skali kraju ma świadomość prawną, reszta coś tam wie o prawie - że jest niezrozumiałe - kolejne 200 tysi, a 37 milionów nie ma o tym zielonego pojęcia.

Znam wiele takich przykładów - chociażby mgrów prawa i administracji - zapytasz ich, czy sąd z urzędu może rozpoznać przedawnienie, to Ci odpowiedzą, że może - bez wnikania w meritum (czy to karne, czy cywilne).

Mogę Ci podać przykład z niedawna, gdzie znajomy prowadzący własną działalność z obrotami około kilku milionów rocznie, był zdziwiony, że "musi zapłacić nakaz", bo mu się wydawało, że postępowanie upominawcze, to tylko "upomina"...

Takich przykładów można wiele mnożyć - czy zdajesz sobie sprawę, jak wielu ludzi traktuje opłatę za przejazd bez ważnego biletu, jako "karę sądową"???? W konsekwencji płaci na rzecz sądu...

A ja tylko 5 lat pracuję w zawodzie, zapewne osoby bardziej doświadczone, znają więcej takich przykładów.

Pisanie więc o kontradyktoryjności, jest jak pytanie niemowlaka o dokument tożsamości. Bowiem taka jest świadomość narodu w kwestiach prawnych - niczym niemowlęta.

Rola mediów nie sprowadza się obecnie do kształcenia świadomości, ale do jej zniekształcania i tak dalej i tak dalej...

A wystarczy dodać jeden przepis, sąd nie wydaje nakazu zapłaty, jeśli roszczenie wydaje się oczywiście przedawnione...
 
rafal_26 napisał:
A ja tylko 5 lat pracuję w zawodzie, zapewne osoby bardziej doświadczone, znają więcej takich przykładów.
Zgadza się, podobne przykłady można mnożyć i mnożyć.

Z moich obserwacji wynika, iż czasami nawet i doświadczeni prawnicy popełniają szkolne - wydało by się błędy. Z różnych przyczyn.
Ale przeważnie - nazwę to tak : "zamknięcie się w pewnym przedziale posiadanej wiedzy i doświadczenia".

A tak się nie da.
Cały czas trzeba być na bieżąco, poszerzać, korygować, sprawdzać.
Szczególnie że ustawodawca dosłownie co chwilę funduje nam zmiany w obowiązujących przepisach a interpretacje wielu obowiązujących - potrafią być skrajnie różne.
 
Ja to bym raczej zmienił przepisy w ten sposób, że sąd ustanawia pełnomocnika z urzędu dla osoby nieporadnej ze względu na wiek lub stan zdrowia.
Nieświadomość nie może być usprawiedliwieniem w świetle prawa (tylko wyjątkowo w kpk i to ma być usprawiedliwiona), bo dojdziemy do sytuacji kuriozalnych np.: wielu pracowników zostało zwolnionych w ramach zwolnień grupowych i należy im się odprawa, ale o tym nie wiedzą, to sąd ma z urzędu im przyznać tą odprawę?
Zbudowałem dom. Miałem o tym "mgliste pojęcie". Nikt mnie nigdy nie uczył budować domów, a nawet nie powiedział, że mam się zapytać specjalistów, jak taki dom mam zbudować. Dom się zawalił. Zginęli ludzie. Nie ponoszę żadnej odpowiedzialności, bo nie miałem żadnej świadomości?

Jest pewna racjonalna zasad, że jeżeli ktoś się na czymś nie zna , to nie powinien się samodzielnie za to zabierać, a jeżeli będzie sam działał, to powinien ponosić tego konsekwencje; dotyczy to wszystkich bardziej skomplikowanych czynności.

Z drugiej strony cywilistyczna konstrukcja przedawnienia jest taka, że należność mimo przedawnienia nadal istnieje, nie wygasła. Dlatego też zarzut ten nie powinien być uwzględniany (przy takiej konstrukcji) z urzędu.

To że sądy często nie przestrzegają prawa i "klepią" nakazy wszędzie, to jest już zupełnie inna sprawa. Ostatnio np. miałem przypadek, że pracownik domagał się odprawy i sprostowania świadectwa pracy, sąd wydał nakaz zapłaty i zasądził odprawę.
W sądach liczą się statystyki (liczba załatwianych spraw) i dopóki tak będzie, to sądy będą starały się "klepać" nakazy wszędzie, gdzie się da, a nawet tam, gdzie się nie da.
Jednak nikt nie ma pomysłu, w jaki inny sposób rozliczać sądy i tak z bardzo wolnej pracy.

Skierowanie do postępowania zwykłego ze względu na zarzut przedawnienie też (twoim tokiem rozumowania) by tu nic nie dało, bo skoro ktoś ma bardzo niską świadomość prawną, to i tak by tego zarzutu nie podniósł.
 
Iliveagain napisał:
To że sądy często nie przestrzegają prawa i "klepią" nakazy wszędzie, to jest już zupełnie inna sprawa. Ostatnio np. miałem przypadek, że pracownik domagał się odprawy i sprostowania świadectwa pracy, sąd wydał nakaz zapłaty i zasądził odprawę.
W sądach liczą się statystyki (liczba załatwianych spraw) i dopóki tak będzie, to sądy będą starały się "klepać" nakazy wszędzie, gdzie się da, a nawet tam, gdzie się nie da.

Oj, widać bardzo mało "interesujesz się" postępowaniem nakazowym.

Po pierwsze to ustawodawca "każe" klepać.
Po drugie, historycznie, klepało się wszystko bez ŻADNYCH DOWODÓW (20-lecie międzywojenne).
Po trzecie akurat w Twojej sprawie, co było wątpliwego, należała się odprawa wg. twierdzeń i "dowodów", więc ją dostał pracownik.
 
Powrót
Góra