E
ella22
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2011
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
Pierwszy raz piszę na forum żeby na przykładzie swojej historii "walki" z firmą windykacyjną ****moderacja *****pomóc innym w podobnej sytuacji.
W 2002r. wzięłam kredyt w rachunku w PKO BP i z różnych powodów nie udało mi się go spłacić w całości. Nie pamiętam kiedy bank wypowiedział umowe ale wiedziałam że było to przed końcem roku 2004, bo wtedy zmieniłam adres zamieszkania.
Firma windykacyjna zaczęła wysyłać pisma ok października 2010, na które nie reagowałam, a gdy skierowali sprawę do e-sądu (Nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym) wniosłam sprzeciw od nakazu że dług jest przedawniony i sąd przyznał mi skuteczne wniesienie sprzeciwu i oddalił nakaz zapłaty w całości. Wyznaczył również rozprawę w sądzie wg mojego obecnego adresu zamieszkania, na którą stawiłam się osobiście.
I co się okazało:
Z **** nie stawił się nikt. Jak się dowiedziałam od Sądu nie wiedzieli nawet kiedy była data wymagalności tego kredytu więc Sąd zapytał o to mnie. Nie miałam żadnych dokumentów z banku, po dwóch przeprowadzkach pozostał mi jeden wydruk z rachunku z roku 2002 i to wszystko. Nie pamiętałam właściwie nic, oprócz tego, że było jakieś pismo z banku o zablokowanie konta i karty do niego w roku 2004 i to Sądowi wystarczyło. Przyjął tą datę za datę wymagalności tego kredytu i oddalił powództwo z powodu przedawnienia.
Ludzie nie dajcie się tym hienom z firm widykacyjnych!. Skupują masowo stare, przedawnione długi, znając tylko kwoty i numery umów i licząc wyłącznie na to, że nie złożymy sprzeciwu od nakazu zapłaty i dług stanie się wymagalny. I na pewno warto stawić się w sądzie. Nawet jeśli tak jak ja pamięta się niewiele, nie ma dokumentów a jedyną wiedzę prawniczą na ten temat posiada się z tego właśnie forum. Pozdrawiam.
Pierwszy raz piszę na forum żeby na przykładzie swojej historii "walki" z firmą windykacyjną ****moderacja *****pomóc innym w podobnej sytuacji.
W 2002r. wzięłam kredyt w rachunku w PKO BP i z różnych powodów nie udało mi się go spłacić w całości. Nie pamiętam kiedy bank wypowiedział umowe ale wiedziałam że było to przed końcem roku 2004, bo wtedy zmieniłam adres zamieszkania.
Firma windykacyjna zaczęła wysyłać pisma ok października 2010, na które nie reagowałam, a gdy skierowali sprawę do e-sądu (Nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym) wniosłam sprzeciw od nakazu że dług jest przedawniony i sąd przyznał mi skuteczne wniesienie sprzeciwu i oddalił nakaz zapłaty w całości. Wyznaczył również rozprawę w sądzie wg mojego obecnego adresu zamieszkania, na którą stawiłam się osobiście.
I co się okazało:
Z **** nie stawił się nikt. Jak się dowiedziałam od Sądu nie wiedzieli nawet kiedy była data wymagalności tego kredytu więc Sąd zapytał o to mnie. Nie miałam żadnych dokumentów z banku, po dwóch przeprowadzkach pozostał mi jeden wydruk z rachunku z roku 2002 i to wszystko. Nie pamiętałam właściwie nic, oprócz tego, że było jakieś pismo z banku o zablokowanie konta i karty do niego w roku 2004 i to Sądowi wystarczyło. Przyjął tą datę za datę wymagalności tego kredytu i oddalił powództwo z powodu przedawnienia.
Ludzie nie dajcie się tym hienom z firm widykacyjnych!. Skupują masowo stare, przedawnione długi, znając tylko kwoty i numery umów i licząc wyłącznie na to, że nie złożymy sprzeciwu od nakazu zapłaty i dług stanie się wymagalny. I na pewno warto stawić się w sądzie. Nawet jeśli tak jak ja pamięta się niewiele, nie ma dokumentów a jedyną wiedzę prawniczą na ten temat posiada się z tego właśnie forum. Pozdrawiam.
Ostatnią edycję dokonał moderator: