K
Kyashi
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2018
- Odpowiedzi
- 5
Witam, otrzymuję przypomnienia o konieczności spłaty zadłużenia od firmy windykacyjnej Statima i groźby wysłania sprawy do sądu. To już druga kwota (podwyższona, na pierwszą też nie zdażyłam zareagować bo przyszło kilka lat temu na stary adres i znalazłam po kilku latach w jakichś "zaginionych" odłożonych papierach). Chodzi o mandaty za dwa przejazdy autobusowe z roku 2011 i 2012. Jako studentka dostałam chyba 3 czy 4, pilnowałam się żeby płacić ale nie pamiętam czy wszystkie ale prawdopodobnie tak. Nie mam potwierdzenia wpłaty akurat tych za które przyszedł nakaz zapłaty, ale mam dokument potwierdzający inny, jeden z nich prawdopodobnie płaciłam przelewem a drugi w placówce przewoźnika, ale nie mam możliwości sprawdzenia tego - milion przeprowadzek dokumenty sie gdzieś zawieruszyły w biegu czasu, nie pamiętam z którego konta bankowego było płacone bo też sie zmieniały... Byłam na darmowej poradzie prawnej i prawnik powiedział że sprawa jest przedawniona nie powinnam tego płacić i najlepiej nie robić nic, ale ciągle przysyłają ponaglenia. Nie wiem jak powinnam to ując i napisać, żeby nie zostało skierowane jako sprawa do sądu ponieważ aktualnie jestem bez pracy i bez prawa do zasiłku (wywalili mnie z roboty i wcisneli "za porozumieniem stron", ach gdybym wiedziała wtedy...) i bardzo się boję ewentualnych kosztów takiej sprawy sądowej. Problem w tym, że na pierwszą wiadomość odpisałam, bo przestraszyłam się - list przyszedł na stary adres i dostałam go tydzień po terminie wyznaczonej spłaty, zadałam kilka pytań i wysłałam skan tego dokumentu z potwierdzeniem zapłaty ponieważ nie było tam żadnej informacji który to był mandat i myślałam że chodziło o ten, więc teoretycznie przyznałam się i w sądzie jest to na ich korzysć? Teraz już wiem że tak się nie robi. Niby teraz mam im zapłacić 400zł jakoś, a potem sprawa w sądzie prawie 1000zł. Nie wiem co im teraz napisać (wiem, że nie dostanę gotowej formułki ale w jaką stronę chociaż to ugryźć skoro źle zaczęłam?), czy po prostu czekać na rozprawę? Z tego co wiem, to najlepiej wystosować pismo i wysłać skan mailem i listem poleconym. Kurcze czytałam już masę materiałów ale moja wątpliwość i strach wynika z tego że weszłam w niepotrzebną dyskusję... Ktoś miał podobną sytuację, albo ma jakąś dobrą radę?