T
theart
Zbanowany
- Dołączył
- 01.2006
- Odpowiedzi
- 311
Witajcie,
zgłasza się do mnie coraz więcej niezadowolonych klientów, nowa ustawa miała pomagać a mam wrażenie, że została skrojona jednak pod sprzedawców. Dopóki nie będzie wyroków ciężko cokolwiek doradzać ale chciałbym poznać Waszą opinię na powtarzający się problem.
Otóż mam już kilka przypadków kiedy przedsiębiorca obniżył sobie kwotę do zwrotu z tytułu zużycia rzeczy zwróconej wykraczające poza zakres konieczny do stwierdzenia charakteru, cech i funkcjonowania. Ta śpiewka staje się powoli furtką sprzedawców.
Co gorsza w kilku przypadkach jestem pewny, że nie ma o czymś takim mowy bo być nie może, gdyż zwracany był aparat fotograficzny i telewizor. Więc stwierdzić zużycia się nie da. W jednym przypadku była to książka i księgarnia stwierdziła ślady palców i zagięcia (obniżyli zwrot o 70%!), w innym dres sportowy przy którym stwierdzono użytkowanie na zewnątrz (!) i obniżyli zwrot o 50%. To jakiś absurd.
Klienci twierdzą, że nie może być mowy o stwierdzonym przez sklepy zużyciu i nie zgadzają się z potrąceniami. Powiem jednak szczerze, że nie wiem co im poradzić.
W poprzedniej ustawie było jasno, sprzedawco nie zgadzasz się, występuj o odszkodowanie. Natomiast teraz wszyscy powołują się na art. 34.
Od kiedy to przedsiębiorca posiadł moc stanowienia prawa? Bo skoro może ustalać, szacować zużycie, to rozumiem, że jest biegłym? Zupełnie mi się to nie podoba.
Napiszcie co o tym myślicie.
zgłasza się do mnie coraz więcej niezadowolonych klientów, nowa ustawa miała pomagać a mam wrażenie, że została skrojona jednak pod sprzedawców. Dopóki nie będzie wyroków ciężko cokolwiek doradzać ale chciałbym poznać Waszą opinię na powtarzający się problem.
Otóż mam już kilka przypadków kiedy przedsiębiorca obniżył sobie kwotę do zwrotu z tytułu zużycia rzeczy zwróconej wykraczające poza zakres konieczny do stwierdzenia charakteru, cech i funkcjonowania. Ta śpiewka staje się powoli furtką sprzedawców.
Co gorsza w kilku przypadkach jestem pewny, że nie ma o czymś takim mowy bo być nie może, gdyż zwracany był aparat fotograficzny i telewizor. Więc stwierdzić zużycia się nie da. W jednym przypadku była to książka i księgarnia stwierdziła ślady palców i zagięcia (obniżyli zwrot o 70%!), w innym dres sportowy przy którym stwierdzono użytkowanie na zewnątrz (!) i obniżyli zwrot o 50%. To jakiś absurd.
Klienci twierdzą, że nie może być mowy o stwierdzonym przez sklepy zużyciu i nie zgadzają się z potrąceniami. Powiem jednak szczerze, że nie wiem co im poradzić.
W poprzedniej ustawie było jasno, sprzedawco nie zgadzasz się, występuj o odszkodowanie. Natomiast teraz wszyscy powołują się na art. 34.
Od kiedy to przedsiębiorca posiadł moc stanowienia prawa? Bo skoro może ustalać, szacować zużycie, to rozumiem, że jest biegłym? Zupełnie mi się to nie podoba.
Napiszcie co o tym myślicie.