Mam trochę inne pytanie odnośnie przepustek.
Mój P. jest w zakladzie zamkniętym,jednak został zapewniony przez wychowawce,ze nie będzie to mieć wpływu na ewentualne otrzymanie przepustki-we właściwym czasie, czyli po odsiedzeniu 1/4 wyroku...jednak zgoda na udzielenie przepustki może byc wydana tylko po wizycie żony/partnerki u wychowawcy...
Czy ktos wie coś więcej na temat tych procedur? Oczywiscie wizta u wychowawcy to zaden problem,ale jak sie to wszystko o czym wyzej napisałam ma do rzeczywistości i czy faktycznie ,jesli z osadzonym problemów nie ma, a jego postawa jest jak najbardziej pozytywna i nie bierna (co chyba ważne),to szanse na przepustkę są?
Jak uważacie,czy powinnam częściej umawiać sie na wizyty u wychowawcy(nie wiem w ogóle jaka częstotliwość byłaby możliwa i jaka jest wskazana)?
Nie chcę czegoś zwyczajnie zawalić- chcę,zeby było wiadome to,że nie odwrociłam sę od mojego P.,że czekam na niego i że po odsiedzeniu wyroku ma do czego i do kogo wracac. Uniknąc zaś chcę narzucania się i niepotrzebnego ględzenia wychowawcy-bo nie po to są te ewentualne spotkania,żeby o starych Polakach rozmawiać.
Właśnie-w zw. z czym mogę prosic o ewentualne spotkanie?
W sytuacji mojego P. jestem ogólnie zorientowana,wiem,ze nie stwarza żadnych problemów,że kiedy tylko jest okazja to wychyla się w pozytywnym tego słowa znaczeniu, składa kolejne wnisoki o możliwość podjęcia pracy, bierze udział w konkursach.
Myslę,ze to co o robi moze mieć pozytywny skutek,jesli idzie o przepstki w przyszłosci,ale podpowiedzcie ,prosze co z tym wychowawcą.
Co ja mogę robić,zeby było lepiej?
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i dziekuje za już okazaną pomoc-dzieki Wam jest naprawdę łatwiej przechodzić przez to wszystko...
