Z
zniechęcona
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2013
- Odpowiedzi
- 1
Niestety, nie wiedziałam, do którego działu przykleić mój problem.
Od ponad 4 lat jestem w związku z chłopakiem (trudno go nazwać mężczyzną), który na początku był przecudowny, ale później okazało się, że jest tyranem. Brałam na siebie winę za zło całego świata, bo on uważał, że tak właśnie jest. Służyłam mu (pranie, gotowanie, sprzątanie - wszystkie domowe obowiązki), a on nigdy nie okazał wdzięczności. Wciąż tylko wytykał mi palcem popełnione błędy. Półtora roku temu urodziło nam się dziecko. Pod wpływem jego manipulacji, wpisałam go do aktu urodzenia córki, co okazało się moim największym życiowym błędem. W chwili obecnej nasz związek wygląda tak, że in grozi mi, że mnie zabije, odbierze prawa rodzicielskie, poniża mnie przy ludziach, wcale się nie waha przed tym, żeby mnie uderzyć (zapewne celowo robi to tylko po pijaku, bo potem się tłumaczy, że niczego nie pamięta). Uważa, że jestem chora psychicznie. Zaczęłam w to wierzyć i nawet postanowiłam pójść do psychologa, ale w końcu mnie olśniło. Ja byłam głupia i naiwna wierząc, że on się zmieni albo że ja muszę się zmienić, żeby mnie pokochał. Tydzień temu podjęłam decyzję, żeby wraz z dzieckiem wyrwać się od tego terrorysty. Tylko nie wiem, od czego zacząć. Dodam, że:
1. Trochę ponad rok temu pobił mnie, byłam na obdukcji u lekarza sądowego, zgłaszałam sprawę na policję. Pod wpływem jego manipulacji stwierdziłam, że nie chcę, aby był ścigany w związku z tym.
2. Przez ostatnie 2 lata miałam myśli samobójcze, bo wydawało mi się, że to jedyne rozwiązanie.
3. Zabronił mi pracować (groził, że odbierze mi dziecko, jeśli pójdę do pracy).
4. Stosunkowo często wyrzuca mnie z domu.
5. Twierdzi, że żaden sędzia nie odbierze mu praw rodzicielskich, bo ma dobrze płatną pracę i mieszkanie (należy wprawdzie do jego matki, ale on tam mieszka).
Co mam zrobić? Jak się obronić? Boję się, że jeśli złożę jakikolwiek wniosek do sądu, to on zrobi mi krzywdę, skoro póki co jeszcze z nim mieszkam. Tylko błagam, nie krytykujcie mnie za to, że tak późno podjęłam decyzję o odejściu. Chyba mało która maltretowana psychicznie kobieta w ogóle zdaje sobie z tego sprawę.
Od ponad 4 lat jestem w związku z chłopakiem (trudno go nazwać mężczyzną), który na początku był przecudowny, ale później okazało się, że jest tyranem. Brałam na siebie winę za zło całego świata, bo on uważał, że tak właśnie jest. Służyłam mu (pranie, gotowanie, sprzątanie - wszystkie domowe obowiązki), a on nigdy nie okazał wdzięczności. Wciąż tylko wytykał mi palcem popełnione błędy. Półtora roku temu urodziło nam się dziecko. Pod wpływem jego manipulacji, wpisałam go do aktu urodzenia córki, co okazało się moim największym życiowym błędem. W chwili obecnej nasz związek wygląda tak, że in grozi mi, że mnie zabije, odbierze prawa rodzicielskie, poniża mnie przy ludziach, wcale się nie waha przed tym, żeby mnie uderzyć (zapewne celowo robi to tylko po pijaku, bo potem się tłumaczy, że niczego nie pamięta). Uważa, że jestem chora psychicznie. Zaczęłam w to wierzyć i nawet postanowiłam pójść do psychologa, ale w końcu mnie olśniło. Ja byłam głupia i naiwna wierząc, że on się zmieni albo że ja muszę się zmienić, żeby mnie pokochał. Tydzień temu podjęłam decyzję, żeby wraz z dzieckiem wyrwać się od tego terrorysty. Tylko nie wiem, od czego zacząć. Dodam, że:
1. Trochę ponad rok temu pobił mnie, byłam na obdukcji u lekarza sądowego, zgłaszałam sprawę na policję. Pod wpływem jego manipulacji stwierdziłam, że nie chcę, aby był ścigany w związku z tym.
2. Przez ostatnie 2 lata miałam myśli samobójcze, bo wydawało mi się, że to jedyne rozwiązanie.
3. Zabronił mi pracować (groził, że odbierze mi dziecko, jeśli pójdę do pracy).
4. Stosunkowo często wyrzuca mnie z domu.
5. Twierdzi, że żaden sędzia nie odbierze mu praw rodzicielskich, bo ma dobrze płatną pracę i mieszkanie (należy wprawdzie do jego matki, ale on tam mieszka).
Co mam zrobić? Jak się obronić? Boję się, że jeśli złożę jakikolwiek wniosek do sądu, to on zrobi mi krzywdę, skoro póki co jeszcze z nim mieszkam. Tylko błagam, nie krytykujcie mnie za to, że tak późno podjęłam decyzję o odejściu. Chyba mało która maltretowana psychicznie kobieta w ogóle zdaje sobie z tego sprawę.