Bywa, że bez wiedzy specjalistycznej można stwierdzić rażące błędy w sztuce. Przykładem może być postawa terapeuty, który nie wzywa osób najbliższych dla pacjenta, nie chce z nimi nawet porozmawiać i udzielić wskazówek, nie mówiąc już o współpracy, a wręcz przeciwnie, kochającą i troszczącą się o chorego rodzinę niszczy, przeciwstawia pacjentowi, skłóca. Takie przypadki chorych terapeutów chcących stać się wyrocznią dla pacjenta a nie pomocą, zdarzają się . Zdarza się również, że psycholog jest nieuczciwy, stara się naciągnąć pacjenta i ktoś kto ma trochę zdrowego rozsądku wreszcie to dostrzega. Szybciej na pewno przychodzi to zewnętrznemu obserwatorowi, a nie samemu pacjetowi zwodzonemu i manipulowanemu przez terapeutę, którego pacjent z urzędu obdarza zufaniem i liczy na pomoc. Kiedyś widziałem w telewizji modnego psychologa , który nazywał chorego, o którym wydawał opinię , szmatą nie mającą prawa żyć. Bez względu na to co chory uczynił (o ile pamiętam przechodząc załamanie nerwowe wziął zakładnika i domagał się spelnienia swoich żądań), takie stawianie sprawy świadczy o rażącym błędzie. I żeby to stwierdzić nie trzeba być psychologiem czy psychiatrą. Zalecanie przez psychologa postępowania sprzecznego z powszechnie akceptowanymi normami społecznymi, osłabianie więzi z życzliwymi czy kochającymi i mającymi pozytywny wppływ na pacjenta ludźmi, znamionować będzie nie tylko błąd, ale szkodę w przypadku zastosowania się do sugestii.
Reasumując , sami możemy w wielu dziedzinach, w których nie jesteśmy specjalistami, orzec trafnie o błędzie w sztuce. Błąd musi być jednak na tyle rażący, że posługując się zdrowym rozsądkiem można go dostrzec.