A
ArekkG
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2017
- Odpowiedzi
- 1
Dzień dobry.
Grubo ponad miesiąc temu miałem kolizję nie z mojej winy (facet cofał i nie zauważył mnie). Natychmiast szkoda została zgłoszona do ubezpieczyciela sprawcy, a następnie wezwana laweta która to przewiozła samochód do warsztatu wskazanego przez PZU (wybrałem naprawę bez gotówkową).
Podpisałem wszystko poza notką, że zgadzam się na dopłatę gdyby koszt naprawy byłby większy niż kwota uzyskana od PZU.
Minęły 2/3 tygodnie i dzwoni facet z warsztatu, że mam dopłacić 500 zł na drugi reflektor bo nie będą do siebie pasowały (chamski ton). Oczywiście nie zgodziłem się. Następnie wezwał rzeczoznawce który wycenił szkodę na 1500 zł (samochód z 2002 r).
Przez kilka dni dalej zwlekali z naprawą i jedynie co zrobili to uszkodzili stacyjkę... (zostało to zgłoszone do PZU).
PZU po moich telefonach zgodziło się zmienić warsztat na inny (koszt lawety 700 zł...). Po kolejnych 2 tygodniach postanowiłem się przejechać do nowego warsztatu i zobaczyłem samochód nieruszony. Nie naprawią samochodu za te pieniądze. Zapytałem od razu o stacyjkę (poprzedni warsztat uszkodził) to powiedzieli, że "zużycie materiału"
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że mam samochód zastępczy którego wypożyczenie przekroczyło już wartość mojego samochodu. Firma wypożyczająca twierdzi, że ja nie zapłacę ani złotówki za samochód wypożyczony (powoli zaczynam w to wątpić).
Samochód stoi dalej w warsztacie i cisza.
Co robić?
Grubo ponad miesiąc temu miałem kolizję nie z mojej winy (facet cofał i nie zauważył mnie). Natychmiast szkoda została zgłoszona do ubezpieczyciela sprawcy, a następnie wezwana laweta która to przewiozła samochód do warsztatu wskazanego przez PZU (wybrałem naprawę bez gotówkową).
Podpisałem wszystko poza notką, że zgadzam się na dopłatę gdyby koszt naprawy byłby większy niż kwota uzyskana od PZU.
Minęły 2/3 tygodnie i dzwoni facet z warsztatu, że mam dopłacić 500 zł na drugi reflektor bo nie będą do siebie pasowały (chamski ton). Oczywiście nie zgodziłem się. Następnie wezwał rzeczoznawce który wycenił szkodę na 1500 zł (samochód z 2002 r).
Przez kilka dni dalej zwlekali z naprawą i jedynie co zrobili to uszkodzili stacyjkę... (zostało to zgłoszone do PZU).
PZU po moich telefonach zgodziło się zmienić warsztat na inny (koszt lawety 700 zł...). Po kolejnych 2 tygodniach postanowiłem się przejechać do nowego warsztatu i zobaczyłem samochód nieruszony. Nie naprawią samochodu za te pieniądze. Zapytałem od razu o stacyjkę (poprzedni warsztat uszkodził) to powiedzieli, że "zużycie materiału"
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że mam samochód zastępczy którego wypożyczenie przekroczyło już wartość mojego samochodu. Firma wypożyczająca twierdzi, że ja nie zapłacę ani złotówki za samochód wypożyczony (powoli zaczynam w to wątpić).
Samochód stoi dalej w warsztacie i cisza.
Co robić?