J
jacekStargard
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2020
- Odpowiedzi
- 2
Witam wszystkich.
Otóż mam drobny problem ale może po kolei.
Od kilku dni pracuję jako dostawca jedzenia. Pierwszego dnia było szkolenie z "doświadczonym kolegą". Podczas tego szkolenia prowadziłem samochód i gdy wyjeżdżałem z bramy nie zauważyłem zaparkowanego obok auta, i jak się dowiedziałem od "kolegi" odjeżdżając z miejsca, trochę go obtarłem (nic nie poczułem). Zatrzymaliśmy się ulicę/przecznicę dalej i wtedy ten "kolega" z racji większego doświadczenia skontaktował się z koordynatorem regionu/dyspozytorem żeby to zgłosić i poszedł to obejrzeć i zostawić kartkę z danymi. A przynajmniej tak mi powiedział.
Ja w tym czasie miałem pójść z dostawą (taka praca...). Z racji tego, że byłem w stresie jak się dowiedziałem co zrobiłem (pierwszy dzień w nowej pracy, pierwsza kolizja w życiu i to jeszcze nie swoim, a służbowym autem) to się zgodziłem na taki podział (żeby on to poszedł załatwić jako ten "bardziej doświadczony).
Z perspektywy czasu wiem, że zrobiłem głupio i powinienem najlepiej wezwać policję albo przynajmniej sam zadbać o jakąś kartkę i jakoś sobie udokumentować to, że ją włożyłem za wycieraczkę. Ale stało się jak stało i w tym stresie jakoś zgubiłem zdolność racjonalnego myślenia w tej sytuacji. Dodam jeszcze tylko że po powrocie na bazę podałem komplet swoich danych koordynatorowi/dyspozytorowi żeby mogli to zgłosić do Ubezpieczyciela i podać mnie jako sprawcę tego zdarzenia.
I tutaj pojawia się moje pytanie: czy w wyżej opisanej sytuacji może mi grozić to, że uznają to za ucieczkę z miejsca zdarzenia? Czy może mi że to grozić regres ubezpieczeniowy? Co powinienem w takiej sytuacji zrobić żeby wyjść z tego jak najkorzystniej?
Dodam jeszcze że sytuacja była w piątek, ale mimo zapewnień koordynatora, że nic takiego mi nie grozi jakoś nie daje mi to spokoju.
Otóż mam drobny problem ale może po kolei.
Od kilku dni pracuję jako dostawca jedzenia. Pierwszego dnia było szkolenie z "doświadczonym kolegą". Podczas tego szkolenia prowadziłem samochód i gdy wyjeżdżałem z bramy nie zauważyłem zaparkowanego obok auta, i jak się dowiedziałem od "kolegi" odjeżdżając z miejsca, trochę go obtarłem (nic nie poczułem). Zatrzymaliśmy się ulicę/przecznicę dalej i wtedy ten "kolega" z racji większego doświadczenia skontaktował się z koordynatorem regionu/dyspozytorem żeby to zgłosić i poszedł to obejrzeć i zostawić kartkę z danymi. A przynajmniej tak mi powiedział.
Ja w tym czasie miałem pójść z dostawą (taka praca...). Z racji tego, że byłem w stresie jak się dowiedziałem co zrobiłem (pierwszy dzień w nowej pracy, pierwsza kolizja w życiu i to jeszcze nie swoim, a służbowym autem) to się zgodziłem na taki podział (żeby on to poszedł załatwić jako ten "bardziej doświadczony).
Z perspektywy czasu wiem, że zrobiłem głupio i powinienem najlepiej wezwać policję albo przynajmniej sam zadbać o jakąś kartkę i jakoś sobie udokumentować to, że ją włożyłem za wycieraczkę. Ale stało się jak stało i w tym stresie jakoś zgubiłem zdolność racjonalnego myślenia w tej sytuacji. Dodam jeszcze tylko że po powrocie na bazę podałem komplet swoich danych koordynatorowi/dyspozytorowi żeby mogli to zgłosić do Ubezpieczyciela i podać mnie jako sprawcę tego zdarzenia.
I tutaj pojawia się moje pytanie: czy w wyżej opisanej sytuacji może mi grozić to, że uznają to za ucieczkę z miejsca zdarzenia? Czy może mi że to grozić regres ubezpieczeniowy? Co powinienem w takiej sytuacji zrobić żeby wyjść z tego jak najkorzystniej?
Dodam jeszcze że sytuacja była w piątek, ale mimo zapewnień koordynatora, że nic takiego mi nie grozi jakoś nie daje mi to spokoju.