rejestracja karty SIM a wgląd do dokumentu

  • Autor wątku Autor wątku Sachalin
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Sachalin

Sachalin

Stały bywalec
Dołączył
11.2012
Odpowiedzi
1 979
Ustawowy oblig rejestracji SIM nie ulega wątpliwości. Wgląd operatora do dokumentu tożsamości przy podpisywaniu umowy o świadczenie usług - również.

Czy jednak osoba rejestrująca starter z kartą SIM typu prepaid (najczęściej sprzedawca karty) jest ustawowo umocowana do weryfikacji a w ślad za tym wglądu do dokumentu ze zdjęciem i numerem PESEL klienta?

Jeśli tak, to na podstawie jakiego konkretnie przepisu ustawodawca wyposażył sprzedawców (faktycznie a nie domyślnie) w uprawnienie do wglądu a tym samym niejako legitymowania klientów operatorów telekomunikacyjnych z pominięciem, jako być może niewystarczającego, zwykłego oświadczenia nt. PESEL?

Czy wgląd w dokument nie jest aby przekroczeniem uprawnień do materialno technicznej czynności, jaką jest li tylko sama rejestracja karty SIM? Wgląd jest już też czynnością dowodową.

Pytam też, bo - niezależnie od powyższego - zarówno dowód osobisty jak i np. prawo jazdy, oprócz imienia i nazwiska oraz fotografii, zawierają dane osobowych objęte ochroną ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych.

Zastanawiam się też, jak kartę SIM miałaby zarejestrować osoba np. niepełnosprawna, stale przebywająca w domu, bez konieczności uciekania się do "sposobiku"...
 
Czy jednak osoba rejestrująca starter z kartą SIM typu prepaid (najczęściej sprzedawca karty) jest ustawowo umocowana do weryfikacji a w ślad za tym wglądu do dokumentu ze zdjęciem i numerem PESEL klienta?
Również i moje wątpliwości to budzi, a wyrok II SA 2869/2000 SN je nie do końca rozwiewa - gwarantuje bowiem jedynie wgląd do dokumentu operatorowi, ale czy na pewno pani w przysłowiowej "Żabce"?

We wszystkich przepisach, które tego dotyczą, jest mowa o "operatorze". O ile w tej sytuacji nie mam żadnej wątpliwości, że pracownik owego operatora ma pełne prawo do weryfikacji owego dokumentu ze zdjęciem, to mam dość duże wątpliwości, na gruncie właśnie owej Ustawy "antyterrorystycznej", a właściwie - Ustawy z dnia 14 grudnia 2018 r. o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości.

Tam bowiem czytamy, w Art. 41, iż:
1. Do przetwarzania danych osobowych może być dopuszczona wyłącznie osoba zapewniająca bezpieczeństwo przetwarzanych danych osobowych oraz posiadająca upoważnienie do przetwarzania danych osobowych w ramach danej kategorii czynności przetwarzania, nadane przez administratora lub podmiot przetwarzający. Zatwierdzony przez administratora lub podmiot przetwarzający wniosek o nadanie uprawnień do dostępu do danych osobowych w ramach danej kategorii czynności przetwarzania uznaje się za nadanie takiego upoważnienia.
2. Wniosek o nadanie uprawnień dostępu do danych osobowych powinien zawierać:
1)imię i nazwisko, stanowisko, miejsce zatrudnienia osoby, której wniosek dotyczy;
2)zakres i czasookres dostępu do danych osobowych;
3)rodzaj danych osobowych i sposób ich przetwarzania.
3. Do wniosku należy dołączyć oświadczenie osoby, której wniosek dotyczy, o zobowiązaniu się do zapewnienia bezpieczeństwa danych osobowych, w tym ochrony przed niedozwolonym lub niezgodnym z prawem przetwarzaniem danych osobowych oraz ich przypadkową utratą, zniszczeniem lub uszkodzeniem.
4. Wniosek oraz oświadczenie, o których mowa odpowiednio w ust. 2 i 3, mogą być sporządzone w formie elektronicznej.

A mam dość uzasadnione (poprzez kontakt z pracownicą, prywatny) wątpliwości, że wszystkie "Żabki" tego przestrzegają. Co więcej - twierdzi ona, że żadna jej koleżanka o tym nie słyszała. Jako, że owo upoważnienie powinno być, cytując samą Ustawę, nadane przez administratora lub podmiot przetwarzający, a firma sprzedająca owe "startery" nie jest ani jednym, ani drugim - nawet gdyby swoich pracowników upoważniała, nie miałoby to mocy prawnej. Winni oni, formalnie w mojej ocenie, posiadać upoważnienie od każdego operatora, którego "startery" sprzedają. Ponadto, o ile przepis o "zapewniająca bezpieczeństwo" jest nieostry, o tyle mam poważne wątpliwości, że ekspedientka w owej "Żabce", niejednokrotnie nie znająca przepisów, daje stosowną rękojmię.

Czy wgląd w dokument nie jest aby przekroczeniem uprawnień do materialno technicznej czynności, jaką jest li tylko sama rejestracja karty SIM?
W mojej ocenie jest, chociaż już samo przetwarzanie danych osobowych przez osobę za ladą budzi moje poważne wątpliwości.

Zastanawiam się też, jak kartę SIM miałaby zarejestrować osoba np. niepełnosprawna, stale przebywająca w domu, bez konieczności uciekania się do "sposobiku"...
O tym, zdaje się, ustawodawca nie pomyślał.

W mojej ocenie te wątpliwości są uzasadnione, ale nie wydawałbym tu żadnych kategorycznych sądów, zwracam jedynie uwagę, że poruszyłeś dosyć ważny problem - rzeczywiście, jest to mocno nieostre. Nie wspominając już o tym, że nie wiem, czy rejestracja karty SIM przez panią za ladą na podstawie zdjęcia dowodu osobistego pokazanego w telefonie komórkowym spełnia jakiekolwiek ustawowe zadania takiej rejestracji - dla zdolnego grafika to jest 15 minut w znanym programie graficznym. A prawda jest taka, że osobiście widziałem mężczyznę rejestrującego kartę sim w ten sposób, który zwyczajnie powiedział sprzedawczyni, że to jest e-dowód z m-obywatela.
 
Powrót
Góra