M
mabla
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2010
- Odpowiedzi
- 11
Jestem osobą fizyczną, kupiłam w listopadzie 2011 buty zimowe w sklepie internetowym (nie była to licytacja, standardowy zakup za określoną cenę).
Po niecałym roku buty rozkleiły się, więc odesłałam je do naprawy. Reklamację uznano, buty wróciły do mnie naprawione (de facto bardzo niestarannie, cholewa brudna od kleju- musiałam się napracować nad ich doprowadzeniem do stanu używalności, ale nie robiłam afery- były całe).
Niestety, po jakichś trzech tygodniach rozkleiły się ponownie, dokładnie w tym samym miejscu, wracając do stanu sprzed naprawy (dziura na wylot).
Napisałam ponowną reklamację i odesłałam buty, tym razem już z żądaniem zwrotu gotówki (ponieważ buty okazały się bublem, a sposób ich naprawy uważam za nieskuteczny i są tego dowody).
Po dwóch tygodniach od wysyłki paczki wysłałam e-mail z zapytaniem co z moją reklamacją i otrzymałam odpowiedź "jest w trakcie rozpatrywania".
Po kolejnym tygodniu napisałam ponownie, tym razem zaznaczając, że brak odpowiedzi w ciągu 14 dni powinnam uznać z góry za uznanie mojego żądania. Na ten e-mail nie dostałam odpowiedzi (poza automatyczną zwrotka z outlooka "dziękujemy(...) odpowiemy w ciągu 24h).
Napisałam ponownie, że czekam na wiadomość i wreszcie ją dostałam:
Odpowiedź reklamacyjna została do Pani wysłana 5 lutego drogą listową. Jeśli do tej pory nie otrzymała Pani korespondencji przedstawię Pani stanowisko rzeczoznawcy oraz naszego sklepu.
Obuwie zostało zaliczone do ponownej naprawy, lecz nasz sklep zaproponował Pani zwrot 50% kosztów obuwia . Wysokość kwoty liczona jest na podstawie okresu użytkowania obuwia.
Prosimy o ustosunkowanie się do naszej propozycji.
Oczywiście, żadna odpowiedź listowna do mnie nie dotarła, bo nie wypisywałabym e-maili co tydzień.
Już pal licho czy zwrócą mi te buty czy nie, ale zastanawiam się, czy ich propozycja, że zwrócona zostanie mi jedynie połowa poniesionych kosztów ma jakieś prawne podstawy? Czy muszę się zgadzać na ponowną naprawę kiedy jedna nie poskutkowała? W piśmie reklamacyjnym wyraźnie zaznaczyłam, że nie interesuje mnie wymiana ani naprawa, podałam numer konta i zaznaczyłam, że proszę o przelanie środków w ciągu 7 dni.
Nie wiem, czy opłaca mi się ścierać o 340zł, ale z drugiej strony, nie chcę dać się oszukać, jeśli należy mi się pełna kwota.
Z góry bardzo dziękuję za wszelkie wskazówki.
Po niecałym roku buty rozkleiły się, więc odesłałam je do naprawy. Reklamację uznano, buty wróciły do mnie naprawione (de facto bardzo niestarannie, cholewa brudna od kleju- musiałam się napracować nad ich doprowadzeniem do stanu używalności, ale nie robiłam afery- były całe).
Niestety, po jakichś trzech tygodniach rozkleiły się ponownie, dokładnie w tym samym miejscu, wracając do stanu sprzed naprawy (dziura na wylot).
Napisałam ponowną reklamację i odesłałam buty, tym razem już z żądaniem zwrotu gotówki (ponieważ buty okazały się bublem, a sposób ich naprawy uważam za nieskuteczny i są tego dowody).
Po dwóch tygodniach od wysyłki paczki wysłałam e-mail z zapytaniem co z moją reklamacją i otrzymałam odpowiedź "jest w trakcie rozpatrywania".
Po kolejnym tygodniu napisałam ponownie, tym razem zaznaczając, że brak odpowiedzi w ciągu 14 dni powinnam uznać z góry za uznanie mojego żądania. Na ten e-mail nie dostałam odpowiedzi (poza automatyczną zwrotka z outlooka "dziękujemy(...) odpowiemy w ciągu 24h).
Napisałam ponownie, że czekam na wiadomość i wreszcie ją dostałam:
Odpowiedź reklamacyjna została do Pani wysłana 5 lutego drogą listową. Jeśli do tej pory nie otrzymała Pani korespondencji przedstawię Pani stanowisko rzeczoznawcy oraz naszego sklepu.
Obuwie zostało zaliczone do ponownej naprawy, lecz nasz sklep zaproponował Pani zwrot 50% kosztów obuwia . Wysokość kwoty liczona jest na podstawie okresu użytkowania obuwia.
Prosimy o ustosunkowanie się do naszej propozycji.
Oczywiście, żadna odpowiedź listowna do mnie nie dotarła, bo nie wypisywałabym e-maili co tydzień.
Już pal licho czy zwrócą mi te buty czy nie, ale zastanawiam się, czy ich propozycja, że zwrócona zostanie mi jedynie połowa poniesionych kosztów ma jakieś prawne podstawy? Czy muszę się zgadzać na ponowną naprawę kiedy jedna nie poskutkowała? W piśmie reklamacyjnym wyraźnie zaznaczyłam, że nie interesuje mnie wymiana ani naprawa, podałam numer konta i zaznaczyłam, że proszę o przelanie środków w ciągu 7 dni.
Nie wiem, czy opłaca mi się ścierać o 340zł, ale z drugiej strony, nie chcę dać się oszukać, jeśli należy mi się pełna kwota.
Z góry bardzo dziękuję za wszelkie wskazówki.