A
Alibador
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2015
- Odpowiedzi
- 7
Witajcie,
zakupiłem używany samochód (2003r. 140 tys przebiegu) miesiąc temu.
Przy zakupie auto sprawdziłem, tak jak mogłęm wraz z mechanikiem. Poziomy płynów etc, amortyzatory, stan blacharski samochodu.
Po oględzinach wyszło że autko miało tu i ówdzie małe zderzenia, o czym sprzedawca nie wiedział, ale wyszło na mierniku (całe auto 2x malowane).
Co zostało spisane w uwagach do umowy kupna sprzedaży.
Jeździłem autem przez niespełna 3 tygodnie (500 km), w tym okresie wykryłem, bardzo zaniedbaną zagrzybiała klimatyzację (odgrzybiłem) oraz niesamowity smród benzyny po zalaniu do baku - takie usterki wziąłem na klatę.
Jednak po 3 tygodniach silnik zaczął dziwnie chodzić (stukować), z myślą że to nie jest poważna usterka, zostawiłem samochód u miechaników ( liczyłem na max koszty 1000 - 1500 zł z ktorymi to bym sie pogodził). Jednakże mechanicy na następny dzień powiedzieli mi że :
- Silnik jest w fatalnym stanie, generalny remont to 7,5 tysiąca i wprost mówią że nawet naprawa się nie opłaca bo ciężko go regenerować.
Stwierdzili wytarte panewki, zardzewiałe tłoki oraz cylindry silnika, porysowany cały korbowód silnika oraz pompę Oleju. Ogółem kolor oleju z silnika był wręcz czarny - jak smoła oraz okazało się że po przejechaniu 500 km silnik zjadł tylko 2 litry oleju- podobnie płyn chłodniczy cały brązowy po spuszczeniu i multum brudu w nim ( Przy sprawdzaniu przy zakupie i odkręceniu korków olej był zalany na maxa a płyn był w ok kolorze).
W ten sam dzień poinformowałem sprzedawcę o tym jak silnik wygląda jakie były usterki itp.
Po 2 dniach poinformowałem go listownie o obniżeniu ceny zakupu pojazdu lub reklamację. powołując się na k.c. i rękojmię.
Ponadto powołałem biegłego, który to wprost potwierdził że silnik nie mógł zostać tak zniszczony i zaniedbany przeze mnie przez 3 tygodnie jazdy.
Niestety sprzedawca ( osoba fizyczna), nie uznała mojego pisma twierdząc że wykryte wady są normalnymi wadami eksploatacyjnymi oraz przy zakupie sprawdzałem auto z mechanikiem wiec sami to mogliśmy wykryć (do wykrycia po rozebraniu silnika i nikt nie myślał że silnik jest w takim stanie). Oraz że ona nie miała pojęcia o takim stanie silnika ( w rozmowie telefonicznej jak poinformowałem o zepsuciu dopiero poinformowała mnie że dla niej normalną czynnością jest dolewanie 1l oleju na 500 - 1000km jazdy
, jak bym to usłyszał przy zakupie to bym sie bardzo zastanowił nad zakupem).
Dzisiaj przedzwoniłem z ofertą ugodową zakupu innego silnia do auta i dołożenia się do kosztów - silnik 1700 + wymiana 500 i powiedziałem że sam wezmę na siebie dodatkowe koszty ( kurier nowe płyny i niezbędne części do wymiany przy zamianie silnika dodatkowe 1300 zł). Sprzedawca poinformował mnie że w ogóle nie jest zainteresowany jak kolwiek ugodą.
Stąd moje pytanie co teraz?
na dniach planuje zakupić silnik i go zamontować na swój koszt, a następnie wysłać wezwanie do zapłaty do sprzedawcy.
Pytanie czy na podstawie powyższych mam w ogóle po co iść później jak coś do sądu czy sprawa jest nie do wygrania?
zakupiłem używany samochód (2003r. 140 tys przebiegu) miesiąc temu.
Przy zakupie auto sprawdziłem, tak jak mogłęm wraz z mechanikiem. Poziomy płynów etc, amortyzatory, stan blacharski samochodu.
Po oględzinach wyszło że autko miało tu i ówdzie małe zderzenia, o czym sprzedawca nie wiedział, ale wyszło na mierniku (całe auto 2x malowane).
Co zostało spisane w uwagach do umowy kupna sprzedaży.
Jeździłem autem przez niespełna 3 tygodnie (500 km), w tym okresie wykryłem, bardzo zaniedbaną zagrzybiała klimatyzację (odgrzybiłem) oraz niesamowity smród benzyny po zalaniu do baku - takie usterki wziąłem na klatę.
Jednak po 3 tygodniach silnik zaczął dziwnie chodzić (stukować), z myślą że to nie jest poważna usterka, zostawiłem samochód u miechaników ( liczyłem na max koszty 1000 - 1500 zł z ktorymi to bym sie pogodził). Jednakże mechanicy na następny dzień powiedzieli mi że :
- Silnik jest w fatalnym stanie, generalny remont to 7,5 tysiąca i wprost mówią że nawet naprawa się nie opłaca bo ciężko go regenerować.
Stwierdzili wytarte panewki, zardzewiałe tłoki oraz cylindry silnika, porysowany cały korbowód silnika oraz pompę Oleju. Ogółem kolor oleju z silnika był wręcz czarny - jak smoła oraz okazało się że po przejechaniu 500 km silnik zjadł tylko 2 litry oleju- podobnie płyn chłodniczy cały brązowy po spuszczeniu i multum brudu w nim ( Przy sprawdzaniu przy zakupie i odkręceniu korków olej był zalany na maxa a płyn był w ok kolorze).
W ten sam dzień poinformowałem sprzedawcę o tym jak silnik wygląda jakie były usterki itp.
Po 2 dniach poinformowałem go listownie o obniżeniu ceny zakupu pojazdu lub reklamację. powołując się na k.c. i rękojmię.
Ponadto powołałem biegłego, który to wprost potwierdził że silnik nie mógł zostać tak zniszczony i zaniedbany przeze mnie przez 3 tygodnie jazdy.
Niestety sprzedawca ( osoba fizyczna), nie uznała mojego pisma twierdząc że wykryte wady są normalnymi wadami eksploatacyjnymi oraz przy zakupie sprawdzałem auto z mechanikiem wiec sami to mogliśmy wykryć (do wykrycia po rozebraniu silnika i nikt nie myślał że silnik jest w takim stanie). Oraz że ona nie miała pojęcia o takim stanie silnika ( w rozmowie telefonicznej jak poinformowałem o zepsuciu dopiero poinformowała mnie że dla niej normalną czynnością jest dolewanie 1l oleju na 500 - 1000km jazdy
Dzisiaj przedzwoniłem z ofertą ugodową zakupu innego silnia do auta i dołożenia się do kosztów - silnik 1700 + wymiana 500 i powiedziałem że sam wezmę na siebie dodatkowe koszty ( kurier nowe płyny i niezbędne części do wymiany przy zamianie silnika dodatkowe 1300 zł). Sprzedawca poinformował mnie że w ogóle nie jest zainteresowany jak kolwiek ugodą.
Stąd moje pytanie co teraz?
na dniach planuje zakupić silnik i go zamontować na swój koszt, a następnie wysłać wezwanie do zapłaty do sprzedawcy.
Pytanie czy na podstawie powyższych mam w ogóle po co iść później jak coś do sądu czy sprawa jest nie do wygrania?