W
w4rmiak
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2014
- Odpowiedzi
- 6
Witam,
Szukałem podobnego tematu, ale żaden, który znalazłem wyczerpywałby moje pytania. Czy ktoś się orientuje, jakie kroki powinienem podjąć i czy uda się uzyskać zwrot poniesionych kosztów w mojej sytuacji?
Posiadam mieszkanie (spółdzielcze-własnościowe) na ostatniej kondygnacji w bloku. W wyniku uszkodzenia poszycia dachu doszło do zawilgocenia ściany w moim mieszkaniu oraz zniszczenia płytek na balkonie. Balkon wymagał kompletnego remontu, do którego wynająłem firmę budowlaną, zawilgocenie ściany zaś usunąłem i naprawiłem własnym kosztem. Dodatkowo spółdzielnia naprawiła dach i elementu dachu przylegające do balkonu.
Po zgłoszeniu szkody w TU, gdzie spółdzielnia posiadała ubezpieczenie OC, otrzymałem jakąś symboliczną kwotę. Odwołałem się od decyzji, przyjechał rzeczoznawca/likwidator szkody, sporządził protokół i kwota odszkodowania wzrosła. Po zakończonym remoncie balkonu, przesłałem do TU faktury za materiały i robociznę. TU wypłaciło różnicę pomiędzy kosztem materiałów, a wypłaconym dotychczas odszkodowaniem. Nie wypłaciło jednak pieniędzy za robociznę, argumentując to tym, że oprócz faktury wymagają kosztorysu.
Dotychczasowy finał sprawy jest taki: po przesłaniu kosztorysu, ponownie odmówiono mi zwrotu kosztów robocizny, argumentując to "Mając na uwadze fakt, iż suma ubezpieczenia/gwarancyjna na dzień rozpatrywania szkody została wyczerpana brak jest podstaw do przyjęcia odpowiedzialności za zgłoszoną szkodę.". Sprawdziłem stosowny zapis w OWU tego TU, który mówi "W umowie ubezpieczenia może zostać ustalony limit odpowiedzialności stanowiący górną granicę odpowiedzialności ***** TU S.A. za szkody powstałe w wyniku jednego i wszystkich wypadków ubezpieczeniowych.".
Chciałem napisać ponowną reklamację i zażądać wypłaty tych środków oraz ewentualnego obciążenia dodatkowymi kosztami ubezpieczającego przez TU, ale nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens? Jeśli tak, to jak to argumentować - jaka jest podstawa prawna? Jeśli nie, to czy mogę wystąpić z tym do spółdzielni mieszkaniowej - i ponownie jaka byłaby podstawa prawna takiego roszczenia?
Z góry dzięki za pomoc.
Szukałem podobnego tematu, ale żaden, który znalazłem wyczerpywałby moje pytania. Czy ktoś się orientuje, jakie kroki powinienem podjąć i czy uda się uzyskać zwrot poniesionych kosztów w mojej sytuacji?
Posiadam mieszkanie (spółdzielcze-własnościowe) na ostatniej kondygnacji w bloku. W wyniku uszkodzenia poszycia dachu doszło do zawilgocenia ściany w moim mieszkaniu oraz zniszczenia płytek na balkonie. Balkon wymagał kompletnego remontu, do którego wynająłem firmę budowlaną, zawilgocenie ściany zaś usunąłem i naprawiłem własnym kosztem. Dodatkowo spółdzielnia naprawiła dach i elementu dachu przylegające do balkonu.
Po zgłoszeniu szkody w TU, gdzie spółdzielnia posiadała ubezpieczenie OC, otrzymałem jakąś symboliczną kwotę. Odwołałem się od decyzji, przyjechał rzeczoznawca/likwidator szkody, sporządził protokół i kwota odszkodowania wzrosła. Po zakończonym remoncie balkonu, przesłałem do TU faktury za materiały i robociznę. TU wypłaciło różnicę pomiędzy kosztem materiałów, a wypłaconym dotychczas odszkodowaniem. Nie wypłaciło jednak pieniędzy za robociznę, argumentując to tym, że oprócz faktury wymagają kosztorysu.
Dotychczasowy finał sprawy jest taki: po przesłaniu kosztorysu, ponownie odmówiono mi zwrotu kosztów robocizny, argumentując to "Mając na uwadze fakt, iż suma ubezpieczenia/gwarancyjna na dzień rozpatrywania szkody została wyczerpana brak jest podstaw do przyjęcia odpowiedzialności za zgłoszoną szkodę.". Sprawdziłem stosowny zapis w OWU tego TU, który mówi "W umowie ubezpieczenia może zostać ustalony limit odpowiedzialności stanowiący górną granicę odpowiedzialności ***** TU S.A. za szkody powstałe w wyniku jednego i wszystkich wypadków ubezpieczeniowych.".
Chciałem napisać ponowną reklamację i zażądać wypłaty tych środków oraz ewentualnego obciążenia dodatkowymi kosztami ubezpieczającego przez TU, ale nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens? Jeśli tak, to jak to argumentować - jaka jest podstawa prawna? Jeśli nie, to czy mogę wystąpić z tym do spółdzielni mieszkaniowej - i ponownie jaka byłaby podstawa prawna takiego roszczenia?
Z góry dzięki za pomoc.