S
Soku87
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2011
- Odpowiedzi
- 5
Witam serdecznie, bardzo pilnie poszukuję informacji w poniżej opisanej sprawie - wdzięczny będę za każdą sugestię prawną, może ktoś miał podobną sytuację? W czerwcu B.R. na stronie niemieckiego biura podróży znaleźliśmy super tanią wycieczkę na Majorkę - wylot z Niemiec, termin: początek lipca. Wraz z Żoną zaklepaliśmy miejsca, godząc się jednym kliknięciem na regulamin. Właściwie to "kliknięcie" było potwierdzeniem informacji, którą nam wysłano - kliknęliśmy, potwierdzająca nasz adres i nazwisko. Czekaliśmy na numer konta, żeby wpłacić kasę. Cały czas z biura, pod podany przez nas adres mailowy, przychodziła masa reklam, niektóre nawet się nie otwierały, niektóre olewaliśmy, bo z góry widać było że to SPAM. Na ok. 2 tygodnie przed terminem wylotu, wysłaliśmy do biura mail o treści "gdzie jest nr konta?, bo chcemy wpłacić i mieć spokój". Oczywiście, cały czas komunikowaliśmy się w języku niemieckim. Nikt nie odpisał. Podobnie kilka dni później. Zrozumieliśmy, że to jakaś ściema i napisaliśmy po niemiecku e-mail, że skoro nie mamy z nimi kontaktu, skoro nikt się do nas nie odezwał, to rezygnujemy i zwalniamy nasze wybrane miejsca... Dopiero dzień przed wylotem biuro dało znać, że czeka na naszą kasę (wtedy już mieliśmy zorganizowany inny wyjazd) i że w jednym z ich e-listów, w dokumencie pdf było info o numerze konta na który mieliśmy przelać należność. Zaczął się horror, bo po przeszukaniu Kosza i żmudnym wygrzebaniu tego numeru, okazało się, że pdf się nie otwiera (potrzebny jest jakiś dodatkowy program), a poza tym BYŁO JUŻ ZA PÓŹNO! Zaczęła się wymiana argumentów - naszym argumentem jest to, że nie było żadnego kontaktu z biurem, że mamy kopie wiadomości, które - zdezorientowani - do nich parokrotnie wysyłaliśmy, NIGDZIE też w regulaminie nie ma podpunktu, że musimy mieć program do otwierania ich załączników (btw: załącznik z numerem konta został nazwany "0987" i po prostu utonął w morzu SPAM-u), ALE niemieckie prawo głosi, iż ,,kliknięcie na stronie internetowej biura podróży jest równoznaczne z podpisem klienta". Teraz każą nam zapłacić 90% wartości wycieczki, bo zrezygnowaliśmy z wyjazdu!! Nic im nie wpłaciliśmy i nie chcemy płacić
Nasze pytanie więc brzmi: Czy mamy pierwsi ich pozwać czy czekać na rozwój sytuacji?! Czy to wszystko - prawnie - wygląda bardzo źle? Ech...