M
matiy
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2012
- Odpowiedzi
- 24
Dzień dobry,
Od trzech lat jestem najemcą mieszkania wg umowy, która kończy się 15 maja br. W połowie lutego otrzymałam telefon od właścicielki, że umowa się kończy w maju i chcę się umówić na zdanie mieszkania 15 maja. Powiem szczerze, że trochę spanikowałam, ponieważ byłam przekonana, że podpisaliśmy umowę na cztery lata, ale sprawdziłam i wszystko się zgadzało, niestety przez moją panikę wyniknęły późniejsze problemy. Wynajmująca poinformowała mnie, że mieszkanie chcą sprzedać dlatego nie będą przedłużać umowy, chciałam więc znaleźć coś jak najszybciej, po pierwsze dlatego, że bałam się że nie zdążymy na czas, nie tak łatwo znaleźć mieszkanie. Na początku marca mąż tej pani przyszedł jak zawsze po czynsz i wtedy poinformowałam go, że już szukamy sobie mieszkania, i tu był mój drugi błąd, bo jak się widać nie ma co zakładać dobrych intencji obu stron (nigdy wcześniej nie miałam żadnych problemów jako najemca a wynajmowałam już kilka mieszkań, zawsze szliśmy sobie na rękę) i należało przygotować wszystko na piśmie aby być pewnym że nie mają nic przeciwko. Tego niestety nie zrobiłam i brak jakiegokolwiek sprzeciwu z ich strony odebrałam jako brak przeciwwskazań. Podpisaliśmy umowę w nowym mieszkaniu i umówiliśmy się na zdanie mieszkania na 1 kwietnia (również wtedy nie otrzymałam żadnego sprzeciwu ze strony wynajmującego). I tu właśnie 1 kwietnia zrobił się problem. Państwo przyszli już z przyszykowany wydrukowanym przepisem mówiącym, że w przypadku zerwania umowy najmu przed czasem należy im się czynsz za czas pozostały do końca umowy, czyli do 15 maja. Wtedy tego nie widziałam, teraz już wiem i zdaję sobie sprawę, że nic z tym nie zrobię, prawo jest po ich stronie, ale chcę się ustrzec przed kolejbymi kosztami, bo widzę że robią wszystko aby nie zwrócić mi kaucji (dwukrotności czynszu - 3000 zł). Usłyszałam już od nich, że są bardzo poszkodowani teraz przez nas, że trzeba było na piśmie zwrócić się o wcześniejsze zakończenie umowy, wtedy byśmy się dogadali (w co wątpię po ich nastawieniu, ale cóż, teraz już wiem, że tak trzeba robić zamiast ufać ludziom). Przed zdaniem mieszkania naprawdę się przyłożyliśmy do sprzątania do, ale jak to zwykle bywa w pośpiechu pominęliśmy jakieś drobiazgi, które od razu zostały nam wytknięte (za słabo umyte okna bo ma smugi, kurz na górnej krawędzi kabiny prysznicowej, popiół w kominku, itp i też uwagi że chyba w ogóle nie sprzątaliśmy). Potem pani stwierdziła że ona musi przyjść jeszcze raz w dzień obejrzeć dokładnie i umówimy się na sobotę (klucze już oddałam, więc nawet jak powiedziałam że przyjdę poprawić to sprzątanie, to usłyszałam że nie będzie przyjeżdżać mi oddawać klucze po to). I teraz moje pytanie brzmi, czy są w stanie prawnie pobrać mi coś jeszcze z kaucji, bo uznają np. że za słabo posprzątałam albo trzeba odmalować mieszkanie? Mam obawy, że
po prostu chcą się pozbyć problemu z oddawaniem mi kaucji w ogóle, ale bardziej obawiam się, że będą chcieli mnie jeszcze obciążyć dodatkowo i chcę umieć się przed tym obronić. Poniżej też kilka wyjaśnień dla jasności sprawy:
1. Czynsz na początku wynosił 1500 zł, w zeszłym roku został podniesiony o 200 zł, ponieważ wprowadził się mój partner, za zgodą wynajmujących oczywiście i jest do tego aneks. Czytałam że w takim razie należy im się równowartość czynszu za pozostały czas umowy (1.5 miesiąca) ale z początkowej kwoty 1500, czy to prawda czy muszę się liczyć z kosztami od 1700 zł czynszu? Jaki przepis tutaj ma zastosowanie? Umowa nie obejmuje przypadku zmiany wysokości czynszu.
2. Jakoś ponad rok temu zgłaszałam właścicielom, że spaliła się instalacja w toalecie (światła sufitowe, nie chodziło o same żarówki, ale okablowanie itd, prawdopodobnie było wadliwe i dostała się wilgoć). Miało to zostać wymienione, ale się nigdy nie doczekaliśmy. Potem około pół roku temu drzwi w prysznicu wypadły z zawiasów, spadła na mojego syna i go pokaleczyła, również to zgłosiłam, miała zostać wynieniona cała kabina i sam pan stwierdził że już jest bardzo stara, co było zresztą widać, teraz wypadają też drugie drzwi, nigdy nie zostało to zrobione, a teraz przy okazji zdawania mieszkania usłyszałam, że może to ja zrobiłam! Przy oględzinach stwierdzono też, że brak szyb w jednej gablotce w drzwiczkach. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że szyby zaczęły pękać przy śrubach i najpierw wypadła jedna potem druga. W kanapie na której spaliśmy zrobiła się też dziura w obiciu z powodu sprężyny, która ją przebiła. Kanapa również była stara i również uważam, że nie jest to nasza wina, tylko wynika z normalnego zużycia, ale mówiąc szczerze to się obawiam, że teraz będą się czepiać o wszystko, dlatego chciałam się dowiedzieć na jakie przepisy powoływać się w takiej sytuacji. Przy podpisywaniu umowy był sporządzany protokół zdawczo-odbiorczy, ale niezbyt dokładny, większość sprzętów opisano jako stan b. dobry lub dobry (nie ma idealnego, nie były opisane uszkodzenia itp).
Z góry dziękuję.
Od trzech lat jestem najemcą mieszkania wg umowy, która kończy się 15 maja br. W połowie lutego otrzymałam telefon od właścicielki, że umowa się kończy w maju i chcę się umówić na zdanie mieszkania 15 maja. Powiem szczerze, że trochę spanikowałam, ponieważ byłam przekonana, że podpisaliśmy umowę na cztery lata, ale sprawdziłam i wszystko się zgadzało, niestety przez moją panikę wyniknęły późniejsze problemy. Wynajmująca poinformowała mnie, że mieszkanie chcą sprzedać dlatego nie będą przedłużać umowy, chciałam więc znaleźć coś jak najszybciej, po pierwsze dlatego, że bałam się że nie zdążymy na czas, nie tak łatwo znaleźć mieszkanie. Na początku marca mąż tej pani przyszedł jak zawsze po czynsz i wtedy poinformowałam go, że już szukamy sobie mieszkania, i tu był mój drugi błąd, bo jak się widać nie ma co zakładać dobrych intencji obu stron (nigdy wcześniej nie miałam żadnych problemów jako najemca a wynajmowałam już kilka mieszkań, zawsze szliśmy sobie na rękę) i należało przygotować wszystko na piśmie aby być pewnym że nie mają nic przeciwko. Tego niestety nie zrobiłam i brak jakiegokolwiek sprzeciwu z ich strony odebrałam jako brak przeciwwskazań. Podpisaliśmy umowę w nowym mieszkaniu i umówiliśmy się na zdanie mieszkania na 1 kwietnia (również wtedy nie otrzymałam żadnego sprzeciwu ze strony wynajmującego). I tu właśnie 1 kwietnia zrobił się problem. Państwo przyszli już z przyszykowany wydrukowanym przepisem mówiącym, że w przypadku zerwania umowy najmu przed czasem należy im się czynsz za czas pozostały do końca umowy, czyli do 15 maja. Wtedy tego nie widziałam, teraz już wiem i zdaję sobie sprawę, że nic z tym nie zrobię, prawo jest po ich stronie, ale chcę się ustrzec przed kolejbymi kosztami, bo widzę że robią wszystko aby nie zwrócić mi kaucji (dwukrotności czynszu - 3000 zł). Usłyszałam już od nich, że są bardzo poszkodowani teraz przez nas, że trzeba było na piśmie zwrócić się o wcześniejsze zakończenie umowy, wtedy byśmy się dogadali (w co wątpię po ich nastawieniu, ale cóż, teraz już wiem, że tak trzeba robić zamiast ufać ludziom). Przed zdaniem mieszkania naprawdę się przyłożyliśmy do sprzątania do, ale jak to zwykle bywa w pośpiechu pominęliśmy jakieś drobiazgi, które od razu zostały nam wytknięte (za słabo umyte okna bo ma smugi, kurz na górnej krawędzi kabiny prysznicowej, popiół w kominku, itp i też uwagi że chyba w ogóle nie sprzątaliśmy). Potem pani stwierdziła że ona musi przyjść jeszcze raz w dzień obejrzeć dokładnie i umówimy się na sobotę (klucze już oddałam, więc nawet jak powiedziałam że przyjdę poprawić to sprzątanie, to usłyszałam że nie będzie przyjeżdżać mi oddawać klucze po to). I teraz moje pytanie brzmi, czy są w stanie prawnie pobrać mi coś jeszcze z kaucji, bo uznają np. że za słabo posprzątałam albo trzeba odmalować mieszkanie? Mam obawy, że
po prostu chcą się pozbyć problemu z oddawaniem mi kaucji w ogóle, ale bardziej obawiam się, że będą chcieli mnie jeszcze obciążyć dodatkowo i chcę umieć się przed tym obronić. Poniżej też kilka wyjaśnień dla jasności sprawy:
1. Czynsz na początku wynosił 1500 zł, w zeszłym roku został podniesiony o 200 zł, ponieważ wprowadził się mój partner, za zgodą wynajmujących oczywiście i jest do tego aneks. Czytałam że w takim razie należy im się równowartość czynszu za pozostały czas umowy (1.5 miesiąca) ale z początkowej kwoty 1500, czy to prawda czy muszę się liczyć z kosztami od 1700 zł czynszu? Jaki przepis tutaj ma zastosowanie? Umowa nie obejmuje przypadku zmiany wysokości czynszu.
2. Jakoś ponad rok temu zgłaszałam właścicielom, że spaliła się instalacja w toalecie (światła sufitowe, nie chodziło o same żarówki, ale okablowanie itd, prawdopodobnie było wadliwe i dostała się wilgoć). Miało to zostać wymienione, ale się nigdy nie doczekaliśmy. Potem około pół roku temu drzwi w prysznicu wypadły z zawiasów, spadła na mojego syna i go pokaleczyła, również to zgłosiłam, miała zostać wynieniona cała kabina i sam pan stwierdził że już jest bardzo stara, co było zresztą widać, teraz wypadają też drugie drzwi, nigdy nie zostało to zrobione, a teraz przy okazji zdawania mieszkania usłyszałam, że może to ja zrobiłam! Przy oględzinach stwierdzono też, że brak szyb w jednej gablotce w drzwiczkach. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że szyby zaczęły pękać przy śrubach i najpierw wypadła jedna potem druga. W kanapie na której spaliśmy zrobiła się też dziura w obiciu z powodu sprężyny, która ją przebiła. Kanapa również była stara i również uważam, że nie jest to nasza wina, tylko wynika z normalnego zużycia, ale mówiąc szczerze to się obawiam, że teraz będą się czepiać o wszystko, dlatego chciałam się dowiedzieć na jakie przepisy powoływać się w takiej sytuacji. Przy podpisywaniu umowy był sporządzany protokół zdawczo-odbiorczy, ale niezbyt dokładny, większość sprzętów opisano jako stan b. dobry lub dobry (nie ma idealnego, nie były opisane uszkodzenia itp).
Z góry dziękuję.