Żona w pozwie wskazuje moją winę, aktualnie odbyła się dopiero pierwsza rozprawa, o alimenty.
Ja prowadzę DG, musiałem się tłumaczyć dlaczego w ubiegłym roku zarobiłem mniej niż w tym. Moja żona, pracuje na etacie i nawet nie pamiętała ile miesięcznie zarabia (składała do sądu pita, tak jak ja), sędzia, nie dopytywała żony.
Aktualnie żona mieszka z dwoma córkami (mają 15 i 17 lat) w domu, ja się wyprowadziłem do wynajmowanego mieszkania.
Zasądzone alimenty na dziś to 45% wartość moich miesięcznych dochodów. Wszystkie wydatki moje były mocne weryfikowane, żony już nie, wskazywała kwoty na naprawę auta, suplementy dla córek wyjazdy na ferie, obozy, wycieczki .... kwoty, które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości.
Orzeczenie wyroku o alimenty było czysto matematyczne, sędzia nie brała pod uwagę moich argumentów, moich wydatków.
Wskazała że to mój pomysł, ze się wyprowadziłem i widocznie mnie na to stać. Jestem zdrowy i mogę pracować.
Moja żona też jest zdrowa, pracuje nic jej nie jest.
Pani sędzia od początku była negatywnie do mnie nastawiona.
Nie przeanalizowała moich kosztów, kwota zasądzonych alimentów jest bardzo wysoka.
Na dziś zastanawiam się nad wprowadzeniem z powrotem do domu, gdyż nie będzie nie już stać na wynajem mieszkania.
Czy takich elementów sędzia nie bierze pod uwagę?
Mam słaby kontakt z dziewczynami, z żoną w ogóle nie rozmawiamy....... sędzia o tym wszystkim wiedząc podejmuje decyzję, że stać mnie na wynajem, to mam płacić wysokie alimenty. Nie brała tego pod uwagę, że mogę wprowadzić się do domu, nie brała, jaki to negatywny będzie miało skutek na nasze wspólne mieszkanie!!.
Sędzia nie analizowała wydatków żony, przyjęła, to co ona oświadczyła, brakowało dokumentów, faktur, rachunków.
Możecie coś podpowiedzieć?
Mój adwokat działa, ale też chciałbym mieć większą wiedzę w tym zakresie.