L
ladowny
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2013
- Odpowiedzi
- 19
Mam wykupione miejsce w garażu podziemnym pod budynkiem. Ostatnio przyjechałem i widzę że nie mam gdzie zaparkować bo na moim miejscu stoi jakiś samochód. Od ochrony dowiedziałem się że to się często zdarza a przeglądając forum osiedla równiez trafiłem na sporo postów na ten temat. Jednego sąsiada z bloku obok ktoś zablokował, bo ma podwójne miejsce na samochody stojące jeden za drugim i nie mógł w ogóle wyjechać do pracy. Jak wrócił po pracy to ten obcy samochód dalej tam stał. Inna sąsiadka narzekała że już kilka razy ten sam samochód zaparkował na jej miejscu. Był też widziany jak stoi na innych, więc ewidentnie regularnie tam parkuje na cudzych miejscach.
Miejsc darmowych, jak to na nowych osiedlach, jest mało, ale jest sporo ogłoszeń o miejscach parkingowych do wynajęcia w cenach 200 - 250 zł miesiecznie i jest dostępny parking naziemny za 5 zł za dobę (liczoną niestety od północy do północy czyli na noc 10 zł trzeba zapłacić), więc to zwykłe cwaniactwo, żeby zaparkować na "krzywy ryj". Auta tak parkujące są zazwyczaj warte kilkadziesiąt do ponad stu tysięcy, więc właścicieli byłoby stać na takie opłaty.
Co można zgodnie z prawem zrobić w tej sytuacji? Policja i Straż Miejska odmawiały przyjazdu, bo to nie jest droga publiczna, tylko prywatny parking, ochrona też rozkłada ręce. Na grupie osiedlowej były rozmaite sugestie, poczynając od wydrapania gwoździem na lakierze napisu "nie parkuj tutaj" po spuszczenie powietrza ze wszystkich kół. Zostawienie kartki powoduje że delikwent zaparkuje na miejscu innego sąsiada i on ma ten sam problem. Czy np. mogę wezwać jakiegoś holownika, żeby odholował auto na parking depozytowy, odbiór po opłaceniu kosztów parkingu i holowania? Albo założyć blokadę na koło i żądać opłaty jakiejś albo ochrona to może robić? Oczywiście, nie chodzi o opłaty, mogą płacić na WOSP albo inną fundację, jak zapłacą np. 100 zł za parkowanie za dzień to bedą woleli 10 zł za parking naziemny lub 200 na miesiąc za wynajęcie miejsca. Chodzi o to, żeby nie zajmowali ludziom miejsc parkingowych. Płacimy za te miejsca, żeby mieć gdzie postawić samochód bez stresu. Czy są jakieś przepisy, pozwalające wyegzekwować jakies kary finansowe (najlepiej) od tak parkujących?
Miejsc darmowych, jak to na nowych osiedlach, jest mało, ale jest sporo ogłoszeń o miejscach parkingowych do wynajęcia w cenach 200 - 250 zł miesiecznie i jest dostępny parking naziemny za 5 zł za dobę (liczoną niestety od północy do północy czyli na noc 10 zł trzeba zapłacić), więc to zwykłe cwaniactwo, żeby zaparkować na "krzywy ryj". Auta tak parkujące są zazwyczaj warte kilkadziesiąt do ponad stu tysięcy, więc właścicieli byłoby stać na takie opłaty.
Co można zgodnie z prawem zrobić w tej sytuacji? Policja i Straż Miejska odmawiały przyjazdu, bo to nie jest droga publiczna, tylko prywatny parking, ochrona też rozkłada ręce. Na grupie osiedlowej były rozmaite sugestie, poczynając od wydrapania gwoździem na lakierze napisu "nie parkuj tutaj" po spuszczenie powietrza ze wszystkich kół. Zostawienie kartki powoduje że delikwent zaparkuje na miejscu innego sąsiada i on ma ten sam problem. Czy np. mogę wezwać jakiegoś holownika, żeby odholował auto na parking depozytowy, odbiór po opłaceniu kosztów parkingu i holowania? Albo założyć blokadę na koło i żądać opłaty jakiejś albo ochrona to może robić? Oczywiście, nie chodzi o opłaty, mogą płacić na WOSP albo inną fundację, jak zapłacą np. 100 zł za parkowanie za dzień to bedą woleli 10 zł za parking naziemny lub 200 na miesiąc za wynajęcie miejsca. Chodzi o to, żeby nie zajmowali ludziom miejsc parkingowych. Płacimy za te miejsca, żeby mieć gdzie postawić samochód bez stresu. Czy są jakieś przepisy, pozwalające wyegzekwować jakies kary finansowe (najlepiej) od tak parkujących?
