1
100-krotka
Użytkownik
- Dołączył
- 07.2014
- Odpowiedzi
- 90
Temat przeniosłam we właściwe miejsce.
Dzień dobry.
Już nie raz dostałam od Was dobre rady.
Jak wygląda sprawa?
Otóż wczoraj pod drzwiami mojego mieszkania spotkałam "miśka" z windykacji. Okazało się, że wyciągnął adres z danych firmowych i przyjechał.
Okazało się, że mój partner ma do zapłaty jakąś zaległość z UPC. Umowa była podpisana na mieszkanie jego rodziców, w którym przez pewien krótki czas przebywał, ale nie był tam nawet zameldowany. Meldunek ma w moim mieszkaniu od ok 1,5 roku - 2 lat.
Co ciekawe, w maju 2015 kiedy mieszkanie rodziców zostało sprzedane, sprawdzaliśmy skrzynkę w której nie było żadnego pisma zaadresowanego do mojego faceta.
Podejrzewamy, że umowę zawarła i podpisała w imieniu mojego faceta jego siostra, która już słynie z takich paskudnych zagrań (narobiła swojej mamie długów podpisując za nią umowę z t-mobile i oczywiście nie płacąc rachunków).
Pan windykator powiedział, że poszuka umowy z UPC i poda nam dokładne daty jej zawarcia itp. Kwota na szczęście nie jest astronomiczna, ale obawiam się, że sam fakt, że doszło do spotkania z firmą windykacyjną może narobić mojemu facetowi kłopotów - między innymi wpisanie do KRD, co przy świeżo założonej firmie może być problematyczne.
Proszę o poradę, co możemy w takiej sytuacji zrobić? Czy od razu zgłaszać sprawę na policję? czy zatrudnią grafologa żeby sprawdzić podpis?
Czy warto się odwoływać od żądania zapłaty? Jeśli tak to w jaki sposób?
Po raz kolejny czuję się zupełnie bezradna i bardzo proszę o porady co dalej. Nie chcę więcej miśków pod moim mieszkaniem (poinformowałam pana, że jestem jedynym właścicielem mieszkania i odmówiłam udzielenia informacji o facecie, byłam sama i nie ukrywam, że byłam wystraszona). Nie chcę też żeby mój facet miał z racji tego pod górkę.
Czekam na Wasze odpowiedzi...
Dzień dobry.
Już nie raz dostałam od Was dobre rady.
Jak wygląda sprawa?
Otóż wczoraj pod drzwiami mojego mieszkania spotkałam "miśka" z windykacji. Okazało się, że wyciągnął adres z danych firmowych i przyjechał.
Okazało się, że mój partner ma do zapłaty jakąś zaległość z UPC. Umowa była podpisana na mieszkanie jego rodziców, w którym przez pewien krótki czas przebywał, ale nie był tam nawet zameldowany. Meldunek ma w moim mieszkaniu od ok 1,5 roku - 2 lat.
Co ciekawe, w maju 2015 kiedy mieszkanie rodziców zostało sprzedane, sprawdzaliśmy skrzynkę w której nie było żadnego pisma zaadresowanego do mojego faceta.
Podejrzewamy, że umowę zawarła i podpisała w imieniu mojego faceta jego siostra, która już słynie z takich paskudnych zagrań (narobiła swojej mamie długów podpisując za nią umowę z t-mobile i oczywiście nie płacąc rachunków).
Pan windykator powiedział, że poszuka umowy z UPC i poda nam dokładne daty jej zawarcia itp. Kwota na szczęście nie jest astronomiczna, ale obawiam się, że sam fakt, że doszło do spotkania z firmą windykacyjną może narobić mojemu facetowi kłopotów - między innymi wpisanie do KRD, co przy świeżo założonej firmie może być problematyczne.
Proszę o poradę, co możemy w takiej sytuacji zrobić? Czy od razu zgłaszać sprawę na policję? czy zatrudnią grafologa żeby sprawdzić podpis?
Czy warto się odwoływać od żądania zapłaty? Jeśli tak to w jaki sposób?
Po raz kolejny czuję się zupełnie bezradna i bardzo proszę o porady co dalej. Nie chcę więcej miśków pod moim mieszkaniem (poinformowałam pana, że jestem jedynym właścicielem mieszkania i odmówiłam udzielenia informacji o facecie, byłam sama i nie ukrywam, że byłam wystraszona). Nie chcę też żeby mój facet miał z racji tego pod górkę.
Czekam na Wasze odpowiedzi...