Cześć, chciałam się dowiedzieć czy pisanie skargi na panią z dziekanatu ma jakiś sens.
Spawa jest już wyprostowana, ale niesmak pozostał. Miałam przedłużenie sesji, w końcu po bojach oddałam indeks ze wszystkimi wpisami. Oddając indeks poinformowałam szanowną panią, że mam teraz ciężką sytuację rodzinną i nie będzie mnie na uczelni. Powiedziała, że w razie problemów będzie się kontaktować. Dziś będąc na zajęciach dowiedziałam się, że do domu przyszedł list z informacją o skreśleniu z listy studentów. Sprawę udało się odkręcić, ale na moje pytanie o bak kontaktu usłyszałam następującą odpowiedź: "Przecież wysyłałam maila... Nie doszły? Oj faktycznie, była awaria poczty... A ja nie dzwoniłam, bo myślałam, że pani mnie unika" Czy to jest normalne? Już sama nie wiem czy to zostawić, czy coś z tym zrobić. Proszę o pomoc