N
Niskaa
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2015
- Odpowiedzi
- 13
Witajcie.
Śledzę to forum od dawna, ale nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Mam dość złożony problem, więc z góry przepraszam, jak coś będzie niejasne i chętnie to sprostuję.
Mam 17 lat, w sumie za pół roku niby mam tą 18stke. Problem jest taki, że mój ojciec (biologiczny) traktował mnie i moją matkę przez dobre 15 lat jak te podłogowe szmaty, nie interesował się mną, pomimo że mieszkaliśmy z nim i mamą pod jednym dachem - stosował groźby karalne, ubliżał, nie pracował. Nigdy. Mama zaharowywała się w pracy, dopóki z niej nie wyleciała - bo zakład robił jakiś przekręt, musieli spłacić karę, a mama z braku pracy zgodziła się na umowę tzw" śmieciówkę" - toteż z racji tej umowy i swojego wieku (51 lat na dzień dzisiejszy), wyleciała jako jedna z pierwszych. Potem nie było w domu co jeść, że nie wspomnę o warunkach mieszkaniowych - grzyb, wychodek na zewnątrz - mieszkaliśmy na kolonii wsi. Na koniec roku szkolnego, po ukończeniu przeze mnie gimnazjum, mama wyjechała do pracy do Niemiec, wystąpiła o rozwód z ojcem, a ja przeprowadziłam się do stadniny koni, gdzie wiadomo, spędziłam wakacje. Po wakacjach, nie mogłam wrócić do domu, bo ojciec groził mi, oraz twierdził, że to MOJA WINA że mama chce się z nim rozwieść i się na mnie zaczął mścić. Przeprowadziłam się do wynajmowanego mieszkania w mieście, w którym się uczę, aktualnie w technikum (od razu zaznaczam, dla malkontentów - nie nie mam żadnej rodziny, wszyscy dziadkowie powymierali). Nigdy by ta sprawa nie wyszła i dotrwałabym do tej 18 spokojnie, gdyby nie to, że ojciec poruszył mój temat na sali sądowej w grudniu 2014. W kwietniu 2014 roku związałam się ze starszym od siebie chłopakiem, ponieważ jest naprawdę wspaniałym człowiekiem, no i nie zraziło go to, że parę razy musiał bronić mnie przed ojcem. ojcu się to oczywiście nie podoba i oczernia mnie na wszelkie sposoby, bo wie, że nic nie wskóra, nie zastraszy i nie pobije mnie, bo mam kogoś kto mnie kocha i kto mnie broni. Aktualnie mieszkam z tym kimś, od sierpnia 2014 roku w wynajmowanym mieszkaniu w mieście w którym się uczę, a on pracuje. Ma umowę na czas określony, do końca 2017 roku i nie małe ale też i nie wielkie zarobki - na nasze utrzymanie starczą, dodatkowo, mama przesyła mi pieniądze i mam z nią ustalone, że dopóki uczę się w trybie dziennym, będzie mi przesyłała sumę 400 euro miesięcznie (mieszkamy w małym mieście, więc starczy to na mieszkanie i spokojne, stabilne życie, a na pewno jest to suma wystarczająca dla mnie, biorąc pod uwagę że były takie sytuacje, gdy chodziłam spać głodna - mieszkając z obojgiem rodziców).
Ponieważ sąd się mną zainteresował i już przydzielił mi kuratora, by sprawdził moje warunki, obawiam się, że będą chcieli mnie wsadzić do placówki opiekuńczo-wychowawczej bądź innego miejsca, co w mojej obecnej sytuacji jest złe - wyrwą mnie z spokojnego i inteligentnego towarzystwa, będę miała przeskok materiału w szkole - a w czerwcu tego roku zdaję egzamin kwalifikacyjny, rozdzielą mnie z osobą, która naprawdę o mnie dba i się mną opiekuje, poza tym, zrobi się ze mnie sierotę, pomimo że mam kochającą mamę, która robi dla mnie wszystko co się da... Dlatego mój chłopak zaproponował mi, że i tak jesteśmy razem, toteż można złożyć wniosek do sądu rodzinnego o pozwolenie na nasz ślub. I tak planował mi się oświadczyć w moje 18 urodziny, i tak bym go przyjęła. Wniosek mam napisany.
I teraz moje pytania:
-czy myślicie, że sąd może uznać tą sytuację rodzinną za przesłankę na naszą korzyść ? Bo znalazłam wręcz setki takich pytań ale w przypadku gdy dziewczyna jest w ciąży - ja w ciąży nie jestem i nie będę, zabezpieczam się i on też (tabletki antykoncepcyjne i prezerwatywy), ale żadnej o trudnej syt. rodzinnej.
-ile by trwało podjęcie tej decyzji przez sąd? Orientacyjnie pytam? (byłoby 2 uczestników postępowania, oprócz mnie oczywiście, czyli mój chłopak i moja mama - na sprawę by przyjechała na pewno),
-czy sąd rodzinny (na sprawie rozwodowej rodziców, następna jest na początku lutego) umieści mnie w placówce, jeśli jestem w trakcie uzyskiwania na zezwolenie o ślubie?
Dziękuje wszystkim którzy przebrnęli przez ten kawał tekstu który napisałam i bardzo proszę o pomoc - ja chcę tylko normalnie żyć. Nie jestem sama, a sąd mnie tak traktuje...
Śledzę to forum od dawna, ale nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Mam dość złożony problem, więc z góry przepraszam, jak coś będzie niejasne i chętnie to sprostuję.
Mam 17 lat, w sumie za pół roku niby mam tą 18stke. Problem jest taki, że mój ojciec (biologiczny) traktował mnie i moją matkę przez dobre 15 lat jak te podłogowe szmaty, nie interesował się mną, pomimo że mieszkaliśmy z nim i mamą pod jednym dachem - stosował groźby karalne, ubliżał, nie pracował. Nigdy. Mama zaharowywała się w pracy, dopóki z niej nie wyleciała - bo zakład robił jakiś przekręt, musieli spłacić karę, a mama z braku pracy zgodziła się na umowę tzw" śmieciówkę" - toteż z racji tej umowy i swojego wieku (51 lat na dzień dzisiejszy), wyleciała jako jedna z pierwszych. Potem nie było w domu co jeść, że nie wspomnę o warunkach mieszkaniowych - grzyb, wychodek na zewnątrz - mieszkaliśmy na kolonii wsi. Na koniec roku szkolnego, po ukończeniu przeze mnie gimnazjum, mama wyjechała do pracy do Niemiec, wystąpiła o rozwód z ojcem, a ja przeprowadziłam się do stadniny koni, gdzie wiadomo, spędziłam wakacje. Po wakacjach, nie mogłam wrócić do domu, bo ojciec groził mi, oraz twierdził, że to MOJA WINA że mama chce się z nim rozwieść i się na mnie zaczął mścić. Przeprowadziłam się do wynajmowanego mieszkania w mieście, w którym się uczę, aktualnie w technikum (od razu zaznaczam, dla malkontentów - nie nie mam żadnej rodziny, wszyscy dziadkowie powymierali). Nigdy by ta sprawa nie wyszła i dotrwałabym do tej 18 spokojnie, gdyby nie to, że ojciec poruszył mój temat na sali sądowej w grudniu 2014. W kwietniu 2014 roku związałam się ze starszym od siebie chłopakiem, ponieważ jest naprawdę wspaniałym człowiekiem, no i nie zraziło go to, że parę razy musiał bronić mnie przed ojcem. ojcu się to oczywiście nie podoba i oczernia mnie na wszelkie sposoby, bo wie, że nic nie wskóra, nie zastraszy i nie pobije mnie, bo mam kogoś kto mnie kocha i kto mnie broni. Aktualnie mieszkam z tym kimś, od sierpnia 2014 roku w wynajmowanym mieszkaniu w mieście w którym się uczę, a on pracuje. Ma umowę na czas określony, do końca 2017 roku i nie małe ale też i nie wielkie zarobki - na nasze utrzymanie starczą, dodatkowo, mama przesyła mi pieniądze i mam z nią ustalone, że dopóki uczę się w trybie dziennym, będzie mi przesyłała sumę 400 euro miesięcznie (mieszkamy w małym mieście, więc starczy to na mieszkanie i spokojne, stabilne życie, a na pewno jest to suma wystarczająca dla mnie, biorąc pod uwagę że były takie sytuacje, gdy chodziłam spać głodna - mieszkając z obojgiem rodziców).
Ponieważ sąd się mną zainteresował i już przydzielił mi kuratora, by sprawdził moje warunki, obawiam się, że będą chcieli mnie wsadzić do placówki opiekuńczo-wychowawczej bądź innego miejsca, co w mojej obecnej sytuacji jest złe - wyrwą mnie z spokojnego i inteligentnego towarzystwa, będę miała przeskok materiału w szkole - a w czerwcu tego roku zdaję egzamin kwalifikacyjny, rozdzielą mnie z osobą, która naprawdę o mnie dba i się mną opiekuje, poza tym, zrobi się ze mnie sierotę, pomimo że mam kochającą mamę, która robi dla mnie wszystko co się da... Dlatego mój chłopak zaproponował mi, że i tak jesteśmy razem, toteż można złożyć wniosek do sądu rodzinnego o pozwolenie na nasz ślub. I tak planował mi się oświadczyć w moje 18 urodziny, i tak bym go przyjęła. Wniosek mam napisany.
I teraz moje pytania:
-czy myślicie, że sąd może uznać tą sytuację rodzinną za przesłankę na naszą korzyść ? Bo znalazłam wręcz setki takich pytań ale w przypadku gdy dziewczyna jest w ciąży - ja w ciąży nie jestem i nie będę, zabezpieczam się i on też (tabletki antykoncepcyjne i prezerwatywy), ale żadnej o trudnej syt. rodzinnej.
-ile by trwało podjęcie tej decyzji przez sąd? Orientacyjnie pytam? (byłoby 2 uczestników postępowania, oprócz mnie oczywiście, czyli mój chłopak i moja mama - na sprawę by przyjechała na pewno),
-czy sąd rodzinny (na sprawie rozwodowej rodziców, następna jest na początku lutego) umieści mnie w placówce, jeśli jestem w trakcie uzyskiwania na zezwolenie o ślubie?
Dziękuje wszystkim którzy przebrnęli przez ten kawał tekstu który napisałam i bardzo proszę o pomoc - ja chcę tylko normalnie żyć. Nie jestem sama, a sąd mnie tak traktuje...