T
ThatWasThenThisIsNow
Cześć,
Niestety zdarzyła się bardzo przykra sytuacja - śmiertelnie potrąciłem pieszego. Teren niezabudowany, nieoświetlony, dozwolona prędkość 90km/h, godzina 21:20 (noc). Droga wojewódzka.
Przebieg zdarzenia: prędkość ~90km/h, na kilkadziesiąt (~20-25 sekund) przed wypadkiem wyprzedzałem samochód, wróciłem na swój pas. Po chwili - kilka sekund? samochody zaczęły puszczać mi długie światła - najpierw jeden - przede mną, a potem drugi - po kolejnych kilku sekundach od pierwszego (chyba ostatni w kolumnie - kolumna składała się z ok. 3 samochodów). W momencie wyminięcia (tuż po) pierwszego samochodu poczułem, że w coś walnąłem. Nie hamowałem (nie było drogi hamowania), byłem w szoku, wydaje mi się, że mogłem lekko trzymać stopę na hamulcu - zatrzymałem się, ale pamiętam że jeszcze się toczyłem.. Po prostu szok.. Nie wiem, skąd, ale wiedziałem, że potrąciłem pieszego (mężczyznę). Wysiadłem z samochodu, od razu wykręciłem numer 112. Żaden z samochodów jadących z naprzeciwka się nie zatrzymał. Zatrzymał się tylko kierowca, którego wyprzedzałem wcześniej.
Co zeznałem:
1. Pieszy szedł ulicą. (tak naprawdę to go nie widziałem, bo stało się to w momencie wymijania 1 samochodu, a za nim jechały kolejne). no ale nieważne. Widziałem go już na masce..
2. Pieszy nie miał odblasków (nie miał).
3. Pieszy szedł złą stroną (no szedł złą stroną).
Czy jest pobocze? Wg mnie jest, ale nie jest ono chyba oznaczone jako pobocze, chociaż ludzie tamtędy normalnie chodzą (poboczem).
Niestety Prokuratura nie chce mi udzielać żadnych informacji (od wypadku minęło już dobre 8 miesięcy). Nie chcą mi udzielać informacji, bo nie mam zarzutów i mam status świadka. Ale. Nie wypowiedział się jeszcze biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków.
Rodzina strony poszkodowanej zgłosiła roszczenie do mojego ubezpieczyciela już po 3 miesiącach od wypadku). Prokuratura stwierdziła, że nie wie dlaczego.
Kolejna rzecz. Ludzie gadają. Gadają dużo. Co się okazało. Ten człowiek tego dnia chodził po ulicy, machał rękami i próbował zatrzymywać samochody. Zresztą to nie pierwszy raz jak coś takiego się tu działo (z tego co się dowiedziałem). Dowiedziałem się też, że podobno przebywał w więzieniu i miał to być poważny wyrok.
Czytam różne wyroki sądów i niestety widzę bardzo duży rozstrzał, jeśli chodzi o Wyroki.
I mam pytanie.. Co mi grozi właściwie od strony prawnej?
Niestety zdarzyła się bardzo przykra sytuacja - śmiertelnie potrąciłem pieszego. Teren niezabudowany, nieoświetlony, dozwolona prędkość 90km/h, godzina 21:20 (noc). Droga wojewódzka.
Przebieg zdarzenia: prędkość ~90km/h, na kilkadziesiąt (~20-25 sekund) przed wypadkiem wyprzedzałem samochód, wróciłem na swój pas. Po chwili - kilka sekund? samochody zaczęły puszczać mi długie światła - najpierw jeden - przede mną, a potem drugi - po kolejnych kilku sekundach od pierwszego (chyba ostatni w kolumnie - kolumna składała się z ok. 3 samochodów). W momencie wyminięcia (tuż po) pierwszego samochodu poczułem, że w coś walnąłem. Nie hamowałem (nie było drogi hamowania), byłem w szoku, wydaje mi się, że mogłem lekko trzymać stopę na hamulcu - zatrzymałem się, ale pamiętam że jeszcze się toczyłem.. Po prostu szok.. Nie wiem, skąd, ale wiedziałem, że potrąciłem pieszego (mężczyznę). Wysiadłem z samochodu, od razu wykręciłem numer 112. Żaden z samochodów jadących z naprzeciwka się nie zatrzymał. Zatrzymał się tylko kierowca, którego wyprzedzałem wcześniej.
Co zeznałem:
1. Pieszy szedł ulicą. (tak naprawdę to go nie widziałem, bo stało się to w momencie wymijania 1 samochodu, a za nim jechały kolejne). no ale nieważne. Widziałem go już na masce..
2. Pieszy nie miał odblasków (nie miał).
3. Pieszy szedł złą stroną (no szedł złą stroną).
Czy jest pobocze? Wg mnie jest, ale nie jest ono chyba oznaczone jako pobocze, chociaż ludzie tamtędy normalnie chodzą (poboczem).
Niestety Prokuratura nie chce mi udzielać żadnych informacji (od wypadku minęło już dobre 8 miesięcy). Nie chcą mi udzielać informacji, bo nie mam zarzutów i mam status świadka. Ale. Nie wypowiedział się jeszcze biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków.
Rodzina strony poszkodowanej zgłosiła roszczenie do mojego ubezpieczyciela już po 3 miesiącach od wypadku). Prokuratura stwierdziła, że nie wie dlaczego.
Kolejna rzecz. Ludzie gadają. Gadają dużo. Co się okazało. Ten człowiek tego dnia chodził po ulicy, machał rękami i próbował zatrzymywać samochody. Zresztą to nie pierwszy raz jak coś takiego się tu działo (z tego co się dowiedziałem). Dowiedziałem się też, że podobno przebywał w więzieniu i miał to być poważny wyrok.
Czytam różne wyroki sądów i niestety widzę bardzo duży rozstrzał, jeśli chodzi o Wyroki.
I mam pytanie.. Co mi grozi właściwie od strony prawnej?
Ostatnia edycja: