Śmiertelne potrącenie pieszego - jakie konsekwencje

  • Autor wątku Autor wątku ThatWasThenThisIsNow
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

ThatWasThenThisIsNow

Cześć,

Niestety zdarzyła się bardzo przykra sytuacja - śmiertelnie potrąciłem pieszego. Teren niezabudowany, nieoświetlony, dozwolona prędkość 90km/h, godzina 21:20 (noc). Droga wojewódzka.

Przebieg zdarzenia: prędkość ~90km/h, na kilkadziesiąt (~20-25 sekund) przed wypadkiem wyprzedzałem samochód, wróciłem na swój pas. Po chwili - kilka sekund? samochody zaczęły puszczać mi długie światła - najpierw jeden - przede mną, a potem drugi - po kolejnych kilku sekundach od pierwszego (chyba ostatni w kolumnie - kolumna składała się z ok. 3 samochodów). W momencie wyminięcia (tuż po) pierwszego samochodu poczułem, że w coś walnąłem. Nie hamowałem (nie było drogi hamowania), byłem w szoku, wydaje mi się, że mogłem lekko trzymać stopę na hamulcu - zatrzymałem się, ale pamiętam że jeszcze się toczyłem.. Po prostu szok.. Nie wiem, skąd, ale wiedziałem, że potrąciłem pieszego (mężczyznę). Wysiadłem z samochodu, od razu wykręciłem numer 112. Żaden z samochodów jadących z naprzeciwka się nie zatrzymał. Zatrzymał się tylko kierowca, którego wyprzedzałem wcześniej.

Co zeznałem:

1. Pieszy szedł ulicą. (tak naprawdę to go nie widziałem, bo stało się to w momencie wymijania 1 samochodu, a za nim jechały kolejne). no ale nieważne. Widziałem go już na masce..
2. Pieszy nie miał odblasków (nie miał).
3. Pieszy szedł złą stroną (no szedł złą stroną).


Czy jest pobocze? Wg mnie jest, ale nie jest ono chyba oznaczone jako pobocze, chociaż ludzie tamtędy normalnie chodzą (poboczem).

Niestety Prokuratura nie chce mi udzielać żadnych informacji (od wypadku minęło już dobre 8 miesięcy). Nie chcą mi udzielać informacji, bo nie mam zarzutów i mam status świadka. Ale. Nie wypowiedział się jeszcze biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków.

Rodzina strony poszkodowanej zgłosiła roszczenie do mojego ubezpieczyciela już po 3 miesiącach od wypadku). Prokuratura stwierdziła, że nie wie dlaczego.

Kolejna rzecz. Ludzie gadają. Gadają dużo. Co się okazało. Ten człowiek tego dnia chodził po ulicy, machał rękami i próbował zatrzymywać samochody. Zresztą to nie pierwszy raz jak coś takiego się tu działo (z tego co się dowiedziałem). Dowiedziałem się też, że podobno przebywał w więzieniu i miał to być poważny wyrok.

Czytam różne wyroki sądów i niestety widzę bardzo duży rozstrzał, jeśli chodzi o Wyroki.

I mam pytanie.. Co mi grozi właściwie od strony prawnej?
 
Ostatnia edycja:
Pod względem prawnym: art. 177 § 2 KK
 
biezanow_123 napisał:
Pod względem prawnym: art. 177 § 2 KK

A w tym konkretnym przypadku? Gdzie wina jest ewidentnie po stronie pieszego? Który ma obowiązek ustąpienia pojazdowi pierwszeństwa na jezdni, iść prawidłową strona pobocza (a jak nie ma pobocza to blisko prawej krawędzi jezdni a nie środkiem), posiadać odblaski, itd.? I w dodatku kiedy pojazdy nadjeżdżające z naprzeciwka "walą" długimi po oczach? To wszystko się rozegrało w ciągu kilku sekund, nie ma człowieka który by zareagował. A w ogóle to organizator ruchu dał ciała, bo od tamtej strony było ograniczenie do 40, a z mojej 90. Jeśli tak ma to wyglądać, że kierowca za każdym razem przy wsiadaniu do samochodu ma się obawiać czy piesi będą przestrzegać przepisów), to najlepiej zlikwidujmy samochody i przesiadamy się na hulajnogi.. tak btw jechałem kiedyś 40 (zeznalem że ok 50, ale miałem dowód w postaci nagrania że jechałem 10 km wolniej niż deklarowana prędkość) na 90 i też nie dałem rady wyhamować. Nie da się przewidzieć sytuacji na drodze.
 
Pytałeś się co ci grozi. Jak sąd uzna ciebie winnego to kolega napisał co ci grozi. Jak będziesz niewinny tego wypadku to nic ci nie grozi.
O winie pieszego lub twojej zdecyduje sąd.
 
Rozumiem. Dziękuję. Wyroki sądów są właśnie różne i nie wiem, czym to jest spowodowane. Bo czytając orzeczenia mogę odnieść wrażenie że to subiektywna opinia kazdego sędziego.. Jeden ma uraz do kierowców bo kiedyś ktoś potrącił kogoś z jego rodziny, inny z kolei sędzia stwierdzi że kierowca jest niewinny, bo albo sam spotkał się z taką sytuacją albo ma w rodzinie kogoś kto cierpi przez nieodpowiedzialnego pieszego. To raz. Dwa. Czy na etapie Ds najbliższą rodzina zawsze jest traktowana jako poszkodowana? I trzy. Czytałem ciekawa rozprawę na temat tego że jeśli kierowca (to tak w skrócie) nie spodziewa się (bo nawet nie pomyśli o tym w takiej kategorii) że pieszy mógłby się w ogóle znaleźć nielegalnie na ulicy, ubrany na ciemno, to nie jest sprawcą czynu zabronionego.

Generalnie już sobie przygotowałem obronę, posciagalem wyroki sądowe, i różne rozprawy przeprowadzone przez sędziów na temat wypadków komunikacyjnych, interpretacji przepisów.

Ostatnie pytanie na koniec. Czy prokuratura nie ma możliwości umorzyć postępowania Ds jeśli uzna i wynikać tak będzie ze zgromadzonego materiału że wina leży po stronie pieszego? Albo że jest zdecydowanym sprawcą?
 
Jeżeli nie przedstawiono ci zarzutów to nie martwiłbym się na zapas. Prokurator może umorzyć postępowanie.
 
pistollo napisał:
Jeżeli nie przedstawiono ci zarzutów to nie martwiłbym się na zapas. Prokurator może umorzyć postępowanie.

Nie mam dostępu do akt. Natomiast ostatnio przyszło do mnie pismo o uchyleniu art 148a pkt 1 i 3 odnośnie danych wszystkich świadków. Po opisie, że nastąpiło zapoznanie się z aktami sprawy, domyślam się że w niedługim czasie nastąpi ruch prokuratury. Daje na to góra dwa trzy tygodnie. Takie ogłoszenia zawsze mają jakiś cel.. w tym postępowaniu jest strona poszkodowana, więc nie wiem czy to już nie jest jednoznaczne z orzeczeniem jakiejs winy wobec kogoś?
 
Ostatnia edycja:
No nie ma co gdybać, nie znamy ani akt, ani tego co siedzi w głowie prokuratora. Ale byłbym dobrej myśli.
 
Jeżeli w ciągu 8 miesięcy nie sformułowano aktu oskarżenia ani nawet nie byłeś przesłuchiwany w roli podejrzanego, to bardzo dobry znak.
 
Niestety prawo polskie jest pod tym względem głupie i podłe, bo niektóre sądy przypisują jednak winę kierowcy, owszem przyczynienie pokrzywdzonego i zmarłego to może być nawet z 99%, ale 1% dadzą kierowcy, a to już wina. Choć to chyba się zmienia w niektórych częściach kraju. W najgorszym razie możesz dostać warunkowe umorzenie, moim zdaniem.
 
lonely-ranger napisał:
Niestety prawo polskie jest pod tym względem głupie i podłe, bo niektóre sądy przypisują jednak winę kierowcy, owszem przyczynienie pokrzywdzonego i zmarłego to może być nawet z 99%, ale 1% dadzą kierowcy, a to już wina. Choć to chyba się zmienia w niektórych częściach kraju. W najgorszym razie możesz dostać warunkowe umorzenie, moim zdaniem.

Prawo nie jest głupie, jest bardzo dobrze skonstruowane. W ogóle nasz kodeks karny jest wzorem dla wielu krajów. Problem tkwi w bezdennej durnocie osób je stosujących, głównie prokuratorów i sędziów.
 
pistollo napisał:
Prawo nie jest głupie, jest bardzo dobrze skonstruowane. W ogóle nasz kodeks karny jest wzorem dla wielu krajów. Problem tkwi w bezdennej durnocie osób je stosujących, głównie prokuratorów i sędziów.

Jak tam uważasz, ja się nie zgadzam, krytykowanie ludzi przychodzi łatwo, ale niczego nie rozwiązuje. Od tego jest ustawodawca, aby kształtować prawo tak, by nie można było go wadliwie i szkodliwie interpretować. Co komu ze świetnych ustaw, skoro nie są stosowane, więc wcale nie tak dobrze skonstruowana. Ustawa sama się nie zastosuje, stosują ją ludzie i do nich też musi być dopasowana. Fakty są jakie są, bywa nieprzyjemnie w tego rodzaju sprawach, choć prawo naturalne nakazuje oczywiste rozstrzygnięcie i niewszczynanie postępowania albo uniewinnienie, ale nasze prawo przy ocenie winy uwzględnia stopień przyczynienia, a więc 1% winy to też wina, tak przynajmniej jest na obszarze mojej apelacji, której poziom jest poniżej krytyki.

W razie otrzymania z prokuratury decyzji innej niż umorzenie radzę brać adwokata, w opisanym stanie faktycznym winy kierowcy nie widzę, ale różnie bywa w naszych niejednolicie orzekających sądach.
 
Ostatnia edycja:
Zawsze mnie ciekawiło dlaczego ludzie składają zeznania, które potencjalnie mogą ich obciążyć. Przecież można odmówić odpowiedzi na zadane pytanie, jeśli mogą nas obciążyć.

Podejrzewam, że przesłuchiwany składał zeznania bez profesjonalnego pełnomocnika. Gdybym był prokuratorem (a nie jestem) to drążyłbym temat, czy:
1. była zachowana właściwa prędkość podczas wyprzedzania i tuż za,
2. czy w samochodzie były właściwie ustawione światła i czy reflektory dawały przepisową ilość światła(no i czy gdyby miał prawidłowo, to czy zauważyłby wcześniej pieszego),
3. jak kierowca zareagował na migające światła innych osób z naprzeciwka,
4. czy kierowca nie wjechał częścią samochodu na pobocze,
5. czy wyprzedzanie na całej długości odbywało się w miejscu do tego dozwolonym
6. sprawdziłbym dokładnie, co robił kierowca wcześniej i czy był we właściwej dyspozycji psychofizycznej (czy na przykład nie był podczas 20 godzinnej podróży)
7. czy warunki na drodze nie wymagały w tamtym momencie wolniejszej prędkości niż ta, z którą poruszał się Autor wątku
8. jak to się stało, że akurat Autor uderzył w pieszego. Czy wszyscy jakoś dziwnym trafem widzieli pieszego, a Autor nie, czy może akurat Autor miał pecha, i mu pieszy wyskoczył prosto pod maskę. Tutaj ciekawym motywem byłoby wezwanie świadków zdarzenia (łatwo do nich dojść po logach z BTS-ów).


Skoro nie czujesz się winny Autorze, jak została załatwiona sprawa naprawy Twojego samochodu? Miałeś jakąś polisę ubezpieczeniową, czy pokryłeś to z własnej kieszeni? No i skoro uważasz, że jesteś niewinny, to czy wystąpiłeś o zwrot kosztów naprawy samochodu(jeśli pokryłeś naprawę z własnej kieszeni)?
 
Ostatnia edycja:
lonely-ranger napisał:
Niestety prawo polskie jest pod tym względem głupie i podłe, bo niektóre sądy przypisują jednak winę kierowcy, owszem przyczynienie pokrzywdzonego i zmarłego to może być nawet z 99%, ale 1% dadzą kierowcy, a to już wina. Choć to chyba się zmienia w niektórych częściach kraju. W najgorszym razie możesz dostać warunkowe umorzenie, moim zdaniem.

z art 66 par 2 kpk - nie ma takiej możliwości, gdyż artykuł 177 par. 2 ma widełki powyżej. ktoś tam pisał o przesłuchaniu świadka. w momencie postawienia zarzutów świadkowi, uznaje się jego zeznania za niebyłe. i tego też nie potrafię zrozumieć. jedno jest pewne, dochodzenie zostało zamknięte (tak wynika z pisma - nadzorowała dochodzenie/sposób zakończenia dochodzenia - czas przeszły), sprawa pewnie przekazana WS do rozpatrzenia. brak anonimizacji świadków upraszcza procedury w postępowaniu k. przed sądem. tak mi się wydaje.
 
Ostatnia edycja:
szachkon napisał:
Zawsze mnie ciekawiło dlaczego ludzie składają zeznania, które potencjalnie mogą ich obciążyć.

Czym obciążyć? Absolutnie nie uważam, żebym był winny w tej sytuacji. Piesza mi wtargnęła kiedyś przed samochód i też bym powiedział, że szła ulicą, tyle że byli świadkowie, którzy zeznali, że próbowała się rzucać pod samochody. I co. Gdyby nie oni to bym powiedział, że sobie szła ulicą. Dostałem wtedy pismo, że mogę być oskarżycielem posiłkowym, ale zrezygnowałem, bo szkoda mi było tej dziewczyny.

A co do odnalezienia potencjalnych świadków z logowań do BTSu - bardzo bym chciał.

Dlaczego zauważyły go samochody jadące z naprzeciwka i nic się nie stało?

a. ogr. do 40 od tamtej strony
b. 4 samochody jadące w kolumnie rozświetlają teren mocniej niż jeden samotny samochód
c. jak mijasz grupę samochodów to jest okienko totalnej ciemności, gdzie jedyne co widzisz to odblaski od znaków/pieszych/rowerów. jak idzie ktoś ubrany na ciemno to go nie zauważysz. nie rozmawiamy tu o drodze gminnej, ale o drodze wojewódzkiej gdzie siłą rzeczy WYSTĘPUJE WZMOŻONY ruch pojazdów. do zdarzenia by nie doszło, gdyby pieszy zastosował się do swoich obowiązków. czy to takie trudne?

najłatwiej jest krytykować kogoś. to nie był teren zabudowany, oświetlony z przejściem dla pieszych. wiesz do ilu zwalniam przy przejściach dla pieszych w terenie niezabudowanym? do 50-60. a wiesz co wtedy robią kierowcy za mną? puszczają długie, bo nie podoba im się, że w okolicach przejścia zachowuje wzmożoną ostrożność.

tu sytuacja jest inna, bo modelowy obywatel nie wyobraża sobie sytuacji, że pieszy sobie idzie środkiem ulicy i macha do samochodów.

a i jeszcze jedno. nie zamierzam w takiej przykrej sytuacji nikogo piętnować i domagać się odszkodowania za samochód. życie ludzkie jest najważniejsze, a Ty się pytasz o naprawę samochodu.. nie skomentuje tego.
 
Ostatnia edycja:
Po pierwsze-jeśli poczułeś się przeze mnie zaatakowany, czy jeśli poczułeś się, że uważam Ciebie za winnego zdarzenia to chciałem Ciebie przeprosić. Nie taki był cel mojej wypowiedzi. Nie osądzam Ciebie. Nie wiem co tam zaszło i nie mam zielonego pojęcia czy jesteś winny, czy nie.

Co się tyczy filmiku to sytuacja jest trochę inna niż ta, którą opisałeś. Tutaj nie ma elementu wyprzedzania i samochody nie mrugają kierowcy.

Co się tyczy filmiku to ja widzę takie zapisy prawne PoRD dotyczące go, które mogą podlegać interpretacji przez sąd:

niedostateczna widoczność – widoczność występującą od zmierzchu do świtu,
a także w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza od świtu do
zmierzchu;

Art. 19. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością
zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków, w jakich
ruch się odbywa, a w szczególności: rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu
i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu.


Ja ze swojego doświadczenia kierowcy (chociaż uważam się za słabego kierowcę)-jeśli mam złą widoczność to potrafię na międzymiastówce albo w lesie jechać 70 km/h-w szczególności jeśli jestem oślepiany. Też na mnie trąbią, ale się zbytnio nie przejmuję. Kiedyś mi wyrosło takie nieoświetlone auto na drodze mędzymiastowej.

Zadam Ci inne pytanie. Co by było, gdyby na drodze leżało drzewo, które spadło na Twoją stronę jezdni? Czyja byłaby wówczas wina? Jak dla mnie sprawa nie jest jednoznaczna. Podejrzewam, że na część pytań sam nie znasz odpowiedzi i nie wiesz, czy pieszy wyskoczył Ci przed maskę, czy też może sobie szedł środkiem ulicy... .


OBWIESZCZENIE
MINISTRA INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA1)
z dnia 27 października 2016 r.
w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych
pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia
światła mijania: powinny dostatecznie oświetlać drogę co najmniej na 40 m przed pojazdem przy dobrej przejrzystości powietrza

Szacuje się, że jadąc 90 km/h droga hamowania to około 28-35 metrów.

Czas reakcji-oszacujmy 1 s(załóżmy, że jesteś kierowcą już nie pierwszej młodości, ale nie staruszkiem). To daje 25 metrów przy 90 km/h. Wychodzi na to, że jadąc 90 km/h nie miałeś szans żeby wyhamować. No chyba, że miałbyś szybszy czas reakcji i bardzo krótką drogę hamowania.

Jadąc 70 km/h wygląda to tak. Droga hamowania to: 21-27 m. Do tego droga uwzględniająca czas reakcji: 19,5 m. Jak widzisz, tutaj szanse na uniknięcie wypadku już są, a tylko od tego jak szybko Twój samochód hamuje i jak szybki masz czas reakcji zależy czy udałoby się uniknąć zderzenia z pieszym. Gdyby się nawet nie udało, to pieszy miałby zdecydowanie większe szanse na przeżycie.

Jest bardzo wiele zmiennych, które miały wpływ na przebieg zdarzenia. W zależności od bardzo wielu zmiennych-pieszy mógłby żyć, lub zginąć w wypadku. Oczywiście nie uważam, że jesteś winny, a jeśli tak to w jakim stopniu. Nie podejmuję się nawet takiej oceny bo nie wiem do końca jak wyglądała sytuacja (i z tego co piszesz nawet Ty nie wiesz). Pamiętajmy, że prędkość maksymalna to prędkość maksymalna. To, że wielu kierowców się wścieka na innych, którzy jadą poniżej tej prędkości to zupełnie inna kwestia. Jak sam piszesz-do końca nie jest jasne jak przebiegał proces hamowania. Otwarte pozostaje pytanie-dlaczego nie wcisnąłeś hamulca w podłogę(a może wcisnąłeś?). Gdybyś zwolnił do 50 km/h wówczas pieszy miałby 50% szans na przeżycie. Brak wyraźnych śladów hamowania nie zawsze oznacza, że nie hamowałeś. Czasami nie powstają wyraźne ślady hamowania w wyniku kombinacji pewnych mieszanek gum i nawierzchni.
 
szachkon napisał:
Po pierwsze-jeśli poczułeś się przeze mnie zaatakowany, czy jeśli poczułeś się, że uważam Ciebie za winnego zdarzenia to chciałem Ciebie przeprosić. Nie taki był cel mojej wypowiedzi. Nie osądzam Ciebie. Nie wiem co tam zaszło i nie mam zielonego pojęcia czy jesteś winny, czy nie.

Co się tyczy filmiku to sytuacja jest trochę inna niż ta, którą opisałeś. Tutaj nie ma elementu wyprzedzania i samochody nie mrugają kierowcy.

Co się tyczy filmiku to ja widzę takie zapisy prawne PoRD dotyczące go, które mogą podlegać interpretacji przez sąd:

niedostateczna widoczność – widoczność występującą od zmierzchu do świtu,
a także w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza od świtu do
zmierzchu;

Art. 19. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością
zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków, w jakich
ruch się odbywa, a w szczególności: rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu
i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu.


Ja ze swojego doświadczenia kierowcy (chociaż uważam się za słabego kierowcę)-jeśli mam złą widoczność to potrafię na międzymiastówce albo w lesie jechać 70 km/h-w szczególności jeśli jestem oślepiany. Też na mnie trąbią, ale się zbytnio nie przejmuję. Kiedyś mi wyrosło takie nieoświetlone auto na drodze mędzymiastowej.

Zadam Ci inne pytanie. Co by było, gdyby na drodze leżało drzewo, które spadło na Twoją stronę jezdni? Czyja byłaby wówczas wina? Jak dla mnie sprawa nie jest jednoznaczna. Podejrzewam, że na część pytań sam nie znasz odpowiedzi i nie wiesz, czy pieszy wyskoczył Ci przed maskę, czy też może sobie szedł środkiem ulicy... .


OBWIESZCZENIE
MINISTRA INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA1)
z dnia 27 października 2016 r.
w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych
pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia
światła mijania: powinny dostatecznie oświetlać drogę co najmniej na 40 m przed pojazdem przy dobrej przejrzystości powietrza

Szacuje się, że jadąc 90 km/h droga hamowania to około 28-35 metrów.

Czas reakcji-oszacujmy 1 s(załóżmy, że jesteś kierowcą już nie pierwszej młodości, ale nie staruszkiem). To daje 25 metrów przy 90 km/h. Wychodzi na to, że jadąc 90 km/h nie miałeś szans żeby wyhamować. No chyba, że miałbyś szybszy czas reakcji i bardzo krótką drogę hamowania.

Jadąc 70 km/h wygląda to tak. Droga hamowania to: 21-27 m. Do tego droga uwzględniająca czas reakcji: 19,5 m. Jak widzisz, tutaj szanse na uniknięcie wypadku już są, a tylko od tego jak szybko Twój samochód hamuje i jak szybki masz czas reakcji zależy czy udałoby się uniknąć zderzenia z pieszym. Gdyby się nawet nie udało, to pieszy miałby zdecydowanie większe szanse na przeżycie.

Jest bardzo wiele zmiennych, które miały wpływ na przebieg zdarzenia. W zależności od bardzo wielu zmiennych-pieszy mógłby żyć, lub zginąć w wypadku. Oczywiście nie uważam, że jesteś winny, a jeśli tak to w jakim stopniu. Nie podejmuję się nawet takiej oceny bo nie wiem do końca jak wyglądała sytuacja (i z tego co piszesz nawet Ty nie wiesz). Pamiętajmy, że prędkość maksymalna to prędkość maksymalna. To, że wielu kierowców się wścieka na innych, którzy jadą poniżej tej prędkości to zupełnie inna kwestia. Jak sam piszesz-do końca nie jest jasne jak przebiegał proces hamowania. Otwarte pozostaje pytanie-dlaczego nie wcisnąłeś hamulca w podłogę(a może wcisnąłeś?). Gdybyś zwolnił do 50 km/h wówczas pieszy miałby 50% szans na przeżycie. Brak wyraźnych śladów hamowania nie zawsze oznacza, że nie hamowałeś. Czasami nie powstają wyraźne ślady hamowania w wyniku kombinacji pewnych mieszanek gum i nawierzchni.

Troszkę tak było, że odebrałem Twoją opinię jako atak i nawet przygotowałem argumenty i odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania, ale uznałem że dam spokój i nie będę zaognial sytuacji.. Z perspektywy czasu widzę, że nie powinienem był kryć urazy, bo nie ma o co. Musisz też zrozumieć, że jeśli w ciągu dwóch tygodni po wypadku, tracisz na wadze 15 kg (z 74 zlecialem do 59) i do tego doszły różne myśli, no to.. nie było łatwo.. Co się tyczy wyprzedzania. Absolutnie nie uważam że miało to wpływ, gdyż:

1. Nie przekroczyłem dopuszczalnej prędkości, a nawet jeśli (hipotetycznie) by tak było patrz p. 2
2. Wyprzedzanie nie miało wpływu na to co się później stało, bo sytuacja zdarzyła się co najmniej 18s (?) po zakonczeniu wyprzedzania, a więc przejechałem przynajmniej 450m. Miało by to wpływ w momencie 2-3 s po zakończeniu wyprzedzania.

Co do art 19.1 - myślę że nadinterpretowujesz go. Panowanie nad pojazdem nie oznacza, że masz w jednej chwili uniknąć nagłej, niespodziewanej przeszkody. Nie będę przytaczał wyjaśnienia ze Słownika Języka Polskiego (SJP) (mam jeszcze taki stary z lat 70). Tam nie ma nigdzie napisane, że kierowca zobowiązany jest jechać w taki sposób, aby w razie przeszkody ominąć ja. To jest niewykonalne, inaczej musielibyśmy wszyscy jeździć 20 km/h. Po to są przepisy (odniesienie do pieszych), aby kierowca bez żadnego strachu mógł wsiadać do auta. Inaczej to by było wariatkowo.. Jeśli już mówimy o sytuacji ograniczonej widoczności, to stosujemy ja w sytuacjach kiedy pada deszcz, jest mgła. Wtedy masz ograniczona widoczność. Tak na upartego można się sprzeczać, że pora nocna to pora ograniczonej widoczności, ale modelowy obywatel nie spodziewa się pieszego na drodze. Co innego gdy po obu stronach albo chociaż jednej są chodniki - wtedy owszem kierowca musi zachować czujność bo pieszy może wyjść zza chodnika/przewrócić się na jezdnię. Siła rzeczy nadinterpretowujac przepisy możnaby było każdego skazać. Zawsze się znajdzie jakaś furtka dla nazwijmy to oskarżyciela.. Równie dobrze, mógłbym przy 70km/h nie wyhamować, albo mógłbym stracić życie skręcając w lewo/prawo (to jest pierwsza reakcja kierowcy - zarówno moja kilka lat temu jak i na tym filmiku) - i albo bym poszedł kolokwialnie mówiąc na czołówkę z samochodem naprzeciwka, albo bym się rozbił o drzewo..

Przyjrzyj się uważnie - na filmie samochód z naprzeciwka puszcza długie, ale na tyle krótko że nie dochodzi zazwyczaj w takiej sytuacji do oślepienia. Owszem dopuszcza się stosowanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych ale w sytuacjach kiedy kierowca nie zostanie oślepiony.

A teraz sytuacja z wczoraj - jadę sobie i w okolicy przejścia dla pieszych (10m od!!) autobus z naprzeciwka puszcza długie bo inny samochód zatrzymał się tuż za przejściem? Efekt? Totalna ślepota.. Oczywiście zwolniłem i prawie się zatrzymałem przed przejściem ale odzyskując widzenie zauwazyl że nikt nie idzie.. więc nie było potrzeby zwalniania do zera (obserwowałem też wcześniej całe pole w okolicy przejścia).

Co do wypadku, pamiętam do dziś pierwsze 3 litery wyprzedzanego samochodu. Ja naprawdę zanim wykonam taki manewr upewniam się że nie zagrozi on bezpieczeństwu czy to mojemu czy kogoś innego. Zreszta. Taki manewr jest jednym z trudniejszych manewrow.. Też nie uważam się za dobrego kierowcę. Tak naprawdę życie dopiero uczy że mimo pewnych nakazów nie każdy je respektuje. Też nie chce się wybielać bo zdarzaja mi się pomyłki, większe czy mniejsze, ale w tej sytuacji.. po przeanalizowaniu wszystkiego, rozmowach z różnymi ludźmi, psychologami, stwierdziłem że nie było szans.. nie jechałbym przecież 20 czy 50 km/h na 90, poza oczywiście specyficznymi przypadkami.
 
Ostatnia edycja:
A co do drzewa leżącego na drodze (na mojej stronie jezdni), bo już nie ma mozliwosci edycji poprzedniego posta - to sytuacja losowa, i owszem też można polemizować, czy kierowca powinien był przewidzieć taka okoliczność, ale tu znowu - nie popadajmy w paranoję, tego nie da się przewidzieć.. to raz, a dwa - przecież winny może być Zarządca drogi, który nie upewnił się, że wystający konar/gałąź może spaść na drogę podczas np jakiegoś kataklizmu pogodowego. Tak jak napisałeś - sytuacja niejednoznaczna.. Jeden sędzia powie tak, drugi inaczej. Życie..

Wracając do tematu. Czy po zakończeniu dochodzenia ew. akt oskarżenia od razu wysyłany jest listem poleconym, czy też taką sprawę kieruje się najpierw WS do rozpatrzenia i pozostawienia ew. decyzji?

Chodzi mi dokładnie o to, ile czasu może upłynąć od zakończenia dochodzenia do ew. postawienia zarzutów, jeśli takie będą?
 
Ostatnia edycja:
W takiej sprawie powinno być prowadzone śledztwo, a nie dochodzenie.
Przedstawienie zarzutów następuje w toku śledztwa, a dopiero po jego zamknięciu (w ciągu 14 dni - art. 331 § 1 kpk) sporządzany jest ewentualny akt oskarżenia.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra