Robilee napisał:
Nie powinieneś tracić czasu na takie bezproduktywne przemyślenia. Twoje dociekania i wnioski są dość naiwne. Proponuję, abyś już zapomniał o tej sprawie, bo nie warta ona wkładanych w nią emocji. Aby Cię uspokoić, krótko odpowiem na Twoje, przedstawione w punktach, pytania.
Akurat się składa, że dziś mam czas(czekam na walkę mojego pięściarskiego idola).
Po pierwsze polecam ochłonąć. Myślałem że ironia w tych luźnych, okraszonych "odrobiną" czarnego humoru pytankach jest widoczna...cóż jak widać trzeba było użyć emotionek.(muszę się z nimi oswoić)
Poza tym jak to jest, że pomimo stoickiego spokoju przy opisywaniu perypetii związanych z armadą, kolejna osoba imputuje mi jakieś rozgorączkowanie? Nieważne.
Robilee napisał:
1. Pierwsze pytanie trochę żenujące. Podobnym w tym wątku kompromitował się już niejaki ferdek. Zapamiętaj sobie raz na całe życie, że w wolnym społeczenstwie, każdy ma prawo do każdego zgłaszać roszczenia. I tyle. Jeśli więc, zwraca się ktoś do Ciebie z roszczeniem niezasadnym, po prostu odmawiasz jego spełnienia. Wtedy roszczący może wystąpić do sądu żądając zasądzenia wykonania świadczenia. Druga strona zaś ma prawo wtedy zaprzeczyć twierdzeniom powoda. Itd., itp.
1.Nie ma głupich pytań. (Nie dowiedziałem się czegokolwiek nowego).
Robilee napisał:
2. To sprawa armady jak zdobywa potrzebne do wykonywania swoich zadań informacje. Na pewno korzysta ze zwykłych usług informacyjnych operatorów telefonii, jak i przeprowadza jakieś niewielkie czynności "detektywistyczne" w celu uzyskania numeru telefonu dłużnika. Czasem też mają taki numer po prostu w aktach sprawy, bo dłużnik podał przy zawieraniu umowy. Coś też zapewne udaje znaleźć się w internecie. Skoro dzwonią, znaczy iż jakoś ustalili numer (to należy do zadań windykatorów, więc chyba potrafią).
2.To nie do końca sprawa armady, bo jeśli jedną z tzw. "czynności detektywistycznych" jest uzyskanie numeru abonenta jakimiś bocznymi kanałami od operatora pomimo, że podpisując umowę z operatorem osoba nie wyrażała zgody na jakiekolwiek przekazywanie numeru podmiotom nieupoważnionym to wówczas doszło do złamania prawa(umowa drobiazgowo przestudiowana i czterokrotnie korygowana przez operatora zgodnie z oczekiwaniami, opatrzona stosownymi załącznikami).
Robilee napisał:
3. Nic im nie daje takiej legitymacji. Dzwonić do sąsiada oczywiście mają prawo (jak każdy), jednak informować go o cudzym długu już nie. Armada więc w celu dyscyplinowania nieuczciwych dłużników przekracza tu prawo (cóż, takie mamy prawo).
3.Nie podoba mi się używanie przedrostka "nieuczciwy", w przypadku, który opisałem poprzestańmy na "rzekomy".
Robilee napisał:
4. Znów pytanie w stylu ferdka. Głupie. Każdy ma prawo zapytać Cię o Twoją datę urodzenia itp. Możesz (też jak każdy) odpowiedzieć na to pytanie, lub nie. Wolność.
4.Szkoda kruszyć kopie, pytanie zostało opacznie zrozumiane. Ale co mi tam, ugryzę to inaczej; dajmy na to zadzwoni do mnie ktoś z armady, zapyta czy rozmawia np. z tadeuszem rzetuskim, na co ja odpowiem twierdząco i następnie spyta mnie o datę urodzenia(pominę kwestię kobiet, bo to pytanie zwyczajnie nieeleganckie), podam datę i wtedy możemy przejść do panelu rozmowy, ok rozumiem, ale...jaką ten ktoś ma pewność, że ja to tadeusz rzetuski, a nie hugo kołątaj, toż moją datę urodzenia może znać dowolna ilość osób? Więc pytam co to za rodzaj weryfikacji skoro pan/pani z armady o moich sprawach finansowych(informacje poufne) może rozmawiać np. z moim szwagrem podającym się za mnie? Czyż nie jest to jeden z rodzajów szykany stosowanej przez armadę, takie pytanie ugruntowane na rozdrażnienie "rzekomego" dłużnika?
Robilee napisał:
5. Nie możesz mieć pewności. Podobnie jak w przypadku rozmowy przez telefon z kimkolwiek (czy to teściowa, czy tylko ktoś udatnie naśladujący jej głos i przedstawiający się jako ona). Jak nie wierzysz, możesz nie udzielać informacji, nie rozmawiać, odłożyć telefon, wrzucić telefon do pieca. Po prostu, co chcesz. Naprawdę nie wstyd zadawać Ci tego typu pytania? Ile Ty masz lat?
5.To było pytanie zadane pół-żartem, pół-serio, więcej chłodnej głowy!(Chociaż z drugiej strony tabuny emerytów, których ktoś kiedyś podszedł przez telefon, płacą co miesiąc wysoką cenę za to że "wstydzili się" zadać sobie to pytanie...) Ile mam lat? Nie jestem ani specjalnie młody, ale staro też się nie czuję.
Robilee napisał:
6. Oj, po co ja się wziąłem za odpowiadanie na te pytania. Jest coraz gorzej. Adres mają z akt sprawy (umowa, rachunki itp.), to raz. Kierują też zapytania do odpowiednich urzędów o aktualny adres zameldowania dłużnika, to dwa. Zapewne mają jeszcze swoje zawodowe sposoby, to trzy. To znów problem windykatora, a nie dłużnika.
6.Akt jakiej sprawy? Jakich urzędów? Czy czasem do urzędów państwowych windykator nie może wystąpić o udostępnienie adresu zameldowania "rzekomego" dłużnika
tylko z prawomocnym sądowym nakazem zapłaty? A te ich enigmatyczne "swoje sposoby" to zapewne jakieś kolejne działanie kompletnie rozmijające się z prawem.
Robilee napisał:
7 i 8. Jakieś kompletne bzdury nawypisywałeś. Jakie groźby, jakie zagrożenie dla osób trzecich? Wreszcie najgłupsze, jakie przykładne karanie? Wizyta windykatora terenowego, to nie żadne zagrożenie. Przyjdzie (lub nie) pan (pani, panowie, panie) i będzie chciał rozmawiać o spłacie długu (np. podpisaniu ugody itp.). Wejdzie do domu tylko wtedy, gdy zostanie wpuszczony. Na pewno nikomu nic nie zrobi, nic nie zabierze itd. Nikogo też przykładnie, ani bezprzykładnie nie będzie karał. Może tylko rozmawiać i prosić o dokonanie zapłaty (taki windykator, zależnie od przyjętej taktyki, bywa niegrzeczny, nawet chamski, lecz nikt nie musi go słuchać).
7 i 8.Po pierwsze; "pracownicy terenowi armady" to oksymoron. Czegoś takiego zwyczajnie nie ma. Armada to tylko zbitek stażystów i paru "wyliniałych kocurów" kiszących się w kilku pokoikach na piętrze biurowca we wrocławiu i nic ponadto, nie ma żadnych pracowników terenowych i dobrze o tym wiemy. Te pytania były podszyte humorem. Tu chodziło bardziej o podsunięcie komuś zainteresowanemu dodatkowego motywu do potencjalnego pozwu przeciwko armadzie(tak, tak z pozoru absurd, ale przeciwko intrum justitia i jednej firmie z sosnowca zadziałało!)
Robilee napisał:
9. Jeśli ktoś mówi, że coś zrobi a tego nie robi, to oczywiście jest mało wiarygodny w swych obietnicach. Jest to jakaś strategia (wykorzystująca też drobne kłamstwa i niedopowiedzenia) skłonienia dłużnika do wykonania swojego zobowiązania.
Koniec.
9.No właśnie, a jak ktoś jest dla mnie mało wiarygodny i jego strategią są kłamstewka i niedopowiedzenia to nie ma pomiędzy nami platformy do współpracy, bowiem nie "układam się" z kłamcami. To jedno. Po drugie chciałem w tym punkcie wytknąć i ośmieszyć brak profesjonalizmu armady(momentami groteskowy), no bo czy te smsy piszą jacyś gimnazjaliści? I po wtóre, wobec złodziej nie można mieć zobowiązania, można zostać przezeń okradziony, a to co innego.
10.Na koniec mam pytanie, trochę zadziorne, na którego odpowiedź poczekam cierpliwie do finału sprawy osoby, której historię przytoczyłem(daj Bóg szczęśliwego finału), chodzi mianowicie o zadośćuczynienie, jestem bardzo ciekaw czy gdy armada przegra sprawę to czy wówczas uda nam się jeszcze ugrać jakieś odszkodowanie?
Spokojnego świętowania dla "domorosłego" prawnika